poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Szubienicznik" Jacek Piekara


wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 17 kwietnia 2013
ISBN: 9788375151404
liczba stron: 480




    Jacek Piekara to jeden z czołowych, współczesnych polskich pisarzy. Urodzony w Krakowie w 1965 roku, zadebiutował opowiadaniem „Wszystkie twarze Szatana”, które ukazało się w 1983 roku w czasopiśmie „Fantastyka”. Gatunkiem promowanym przez ten miesięcznik pisarz para się od lat. Po pierwszej powieści, jaką wydał, czyli „Labiryncie”, posypała się lawina kolejnych. Utwory prozatorskie Piekary układają się w cykle – wśród nich najbardziej znane są serie o Mordimerze Madderdinie oraz o Arivaldzie z Wybrzeża. Wytrawni amatorzy talentu pisarza dobrze znają jego zamiłowanie do osadzania akcji utworów w realiach historycznych i łączenia ich z  fantastyką. Swojemu zwyczajowi autor pozostał wierny także w  niedawno wydanej powieści z dziejów Polski, zatytułowanej „Szubienicznik”.

    Piekara przenosi nas w niej w czasy panowania Jana III Sobieskiego, czyli w wiek XVII. Na pierwszych stronach utworu poznajemy niejakiego Jacka Zarembę, który trafia na dwór stolnika Hieronima Ligęzy. Jak się okazuje, nie jest jedynym zaproszonym przez – podobno – samego stolnika. Dlaczego podobno? Dlatego, że sam Ligęza nie przyznaje się do wystosowania takich zaproszeń. Sprawa staje się bardzo zagadkowa, bowiem logiczne jest, że pojawienie się wielu gości w tym samym miejscu i czasie nie jest dziełem przypadku. Ktoś miał w tym wyraźny cel. Kto? Tego usiłuje się dowiedzieć sam Zaremba, zapoznając się z opowieściami snutymi przez szlachciców. Czy te historie naprowadzą go na jakiś trop? To się, oczywiście, dopiero okaże, gdy zapoznamy się z rozwojem fabuły.

    Rozwikłanie zagadki nie następuje prędko i im mocniej zagłębiałam się w tok powieściowej relacji, tym bardziej rozumiałam, że tak naprawdę nie ten wątek jest tu najważniejszy, nie on ma być przysłowiową „wisienką na torcie”. Przede wszystkim chodzi tu o zobrazowanie zwyczajów ówczesnej szlachty, a jak wiadomo – nie stroniła ona od licznych uczt. Stąd barwne opisy śniadań, które czasem przeciągały się aż do obiadu, z morzem alkoholu, uciechami cielesnymi i szybkim sięganiem po szable. Jest to niewątpliwy atut książki, ale ja osobiście wolałabym, by na jej treść w zbliżonych proporcjach składały się wartka akcja i opisy z życia szlachty. Dzięki temu „Szubienicznik” nie zawierałby w sobie z lekka nużących fragmentów.

    Interesująco przedstawiony został krąg postaci pojawiających się w utworze – bohaterowie są różnorodni, charakterystyczni, budzą w nas konkretne emocje, niektórzy dają się lubić, inni  nie. Język powieści został odpowiednio dopasowany do ram czasowych, co w przypadku Piekary jest normą. Wiąże się z tym jednak pewna trudność dla czytelnika – np. jeden z bohaterów bardzo często posługuje się łaciną, więc aby zrozumieć znaczenie jego wypowiedzi, trzeba poszukiwać wyjaśnień w przypisach; po pewnym czasie staje się to męczące.

    Pomimo tych zastrzeżeń na pewno nie można odmówić autorowi talentu pisarskiego. Podziwiam Piekarę za tak swobodne poruszanie się po obszarze historii Polski i za umiejętność wplatania w fabułę faktów z przeszłości oraz operowanie pięknym, choć nie najłatwiejszym,  stylem.

    Jak ostatecznie może ocenić taką powieść jak „Szubienicznik” osoba, która bardzo rzadko sięga po utwory z historią w tle? Po prostu – dobrze. Książka ta nie zniechęciła mnie do tego typu prozy, a to już bez wątpienia duży sukces. Miłośnicy powieści historycznych na pewno będą z niej zadowoleni. Dla fanów Piekary – to pozycja obowiązkowa. A tacy jak ja, którzy podchodzą do takich książek jak pies do jeża? Powinni spróbować tego jeża oswoić i delikatnie pogłaskać – nie zrobi Wam krzywdy, o czym osobiście się przekonałam.

Ocena: 4/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte.



Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę!".


sobota, 27 kwietnia 2013

Zabawa 55 dosięgnęła Książkówkę


Witam wszystkich w ten jakże piękny sobotni poranek. :) Zabawa pt. "55" dosięgnęła i mnie za sprawą Melona, któremu pięknie dziękuję za zaproszenie. :) Zanim zacznę, pragnę przypomnieć Wam o moim konkursie urodzinowym, którego finisz zbliża się już wielkimi krokami - nastąpi w najbliższy wtorek. Muszę powiedzieć jego uczestnikom, że... jesteście wspaniali. :) Naprawdę "dajecie radę". :D




10 książek, które bardzo mi się podobały...


Tylko 10? Jejku, jejku… ;) Kolejność przypadkowa:

  1. „Chłopiec w pasiastej piżamie” John Boyne
  2. „Anus mundi” Wiesław Kielar
  3. „Pięć lat kacetu” Stanisław Grzesiuk
  4. „Zbyt głośna samotność” Bohumil Hrabal
  5. „To” Stephen King
  6. „Lśnienie” Stephen King
  7. „Wielki marsz” Stephen King
  8. „Władca pierścieni” J.R.R. Tolkien
  9. „Skrawek nieba” Janina David
  10.  „Magiczne lata” Robert McCammom


9 książek, które najmniej mi się podobały...

  1. „Życie seksualne Papagejów” Andrzej Rodan – czytałam ją kilka lat temu, ale traumę mam do dziś…
  2. "Plac dla dziewczynek" Lena Oskarsson
  3. „Chata” William P. Young – przepraszam fanów tej powieści – mnie książka nudziła
  4. Większość książek P. Coelho
  5. UWAGA! To może być dla niektórych cios… „Kobieta” Jack Ketchum, Lucky McKee – dlaczego? O tym niebawem w recenzji.
  6. „Colorado Kid” Stephen King – Mistrz pisał to na zamówienie jednego z wydawnictw i nie wyszło mu to na dobre
  7. „Komórka” Stephen King
  8. "Mitologia" J. Parandowski – w czasach liceum wybitnie jej nie lubiłam.
  9. "Sto pociągnięć szczotką przed snem" Melissa Panarello


8 blogów, które najchętniej czytam...

Jak każdy ponarzekam, że wymienić tylko osiem blogów to trudna sztuka. Wierzcie mi, że lista byłaby znacznie dłuższa, gdyby nie ograniczenia narzucone przez autora/autorkę zabawy. :)

  1. Kraina Czytania – za bardzo profesjonalne i wyczerpujące recenzje. Za to, że jest… :)
  2. Myśli, wrażenia, interpretacje – za wrażliwość, delikatność w każdym słowie pisanych przez siebie recenzji.
  3. Moje książki – za zawsze intrygujące recenzje z naciskiem na te dotyczące grey’owskiej trylogii. ;)
  4. Dosiakowe królestwo – za świetne recenzje i podobny gust czytelniczy.
  5. W świecie słów – za przesympatyczność ;) i podobny gust literacki.
  6. Kulturalny Misz-Masz – za to, że dobrze i ciekawie pisze, nie tylko o książkach. :)
  7. Zwiedzam wszechświat – za to, że nie boi się trudnej literatury faktu i nakłania mnie oraz innych blogerów do czytania powieści historycznych.
  8. Inna perspektywa – za to, że się nie poddaje, za pasje i za to jaka jest. :)

7 książek, które chcę przeczytać...

  1. „Atlas chmur” David Mitchell
  2. „Morfina” Szczepan Twardoch
  3. "Auschwitz Medycyna III Rzeszy i jej ofiary" Ernst Klee
  4. „Dzieci Gułagu” Siemion S. Wileński, Cathy A. Frierson
  5. "Historie kobiet z Gułagu. Dusza wciąż boli" Siemion S. Wileński
  6. Wszystkie S. Kinga, których jeszcze nie czytałam.
  7. Chociaż jedna książka Jane Austen
oraz milion innych...


6 powodów, żeby sięgnąć po książkę...

  1. Interesująca mnie tematyka, gatunek.
  2. Nowa powieść ulubionego pisarza.
  3. Dobre opinie/recenzje zaufanych blogerów.
  4. Chęć na czytanie
  5. By oderwać się od codzienności.
  6. By nie zwariować w dzisiejszym świecie.


5 powodów, żeby nie sięgnąć po książkę...

  1. Tematyka, która w ogóle mnie nie interesuje.
  2. Słabe recenzje danego tytułu.
  3. Głowa zaprzątnięta jakimś problemem.
  4. Informacja na okładce typu: „Bestseller wg New York Times” itd.
  5. Duży hałas wokół mnie, który uniemożliwia skupienie się na książce.


4 miejsca, w których najlepiej się czyta...

  1. Na łóżku – przykryta kocem.
  2. Na łóżku – przykryta kołdrą.
  3. Fotel (ostatnio bardzo rzadko).
  4. Poczekalnia u lekarza.


3 autorów, na których nowe książki czeka się zawsze za długo...

  1. Stephen King 
  2. Simon Beckett
  3. Gail Carriger

2 dobre ekranizacje...

  1. „Tajemniczy ogród”
  2. „Zielona mila”
oraz milion innych...

1 autor niesłusznie zapomniany...

Bohumil Hrabal – osobiście nie znam nikogo, kto by czytał jego książki. Na blogach też go jakoś mało…


środa, 24 kwietnia 2013

"Nic nie trwa wiecznie" Maureen Lee

"Nothing lasts forever" Maureen Lee


O tym, co oczywiste




tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: październik 2012
ISBN: 978-83-7799-186-2
ilość stron: 368



Chyba dla nikogo nie jest tajemnicą fakt, że najciekawsze scenariusze filmowe czy fabuły książek pisze samo życie. Stąd też tak ogromna popularność literatury obyczajowej (głównie wśród kobiet, ale wyjątki się zdarzają). Postanowiłam zatem przeprosić się z tym gatunkiem i znów wpuścić go do mojego życia czytelniczego (gdy byłam nastolatką, pochłaniałam takich książek naprawdę wiele). Niestety, z literaturą obyczajową jest podobnie jak z serialami – w przypadku niektórych w ogóle nie czuć, że są zwykłymi, życiowymi tasiemcami (jak nazywa je moja dobra koleżanka), bo są tak dobrze zrobione, a inne… lepiej nie mówić.

Skuszona jedną z blogowych recenzji sięgnęłam po raz pierwszy po tytuł angielskiej pisarki, parającej się tworzeniem opowiadań oraz powieści – Maureen Lee. Czy dobrze zrobiłam, wybierając na początek „Nic nie trwa wiecznie”? Tego nie wiem i zanim poproszę Was o zdanie na ten temat, zachęcam do przyjrzenia się bliżej fabule tej książki.

Mamy tutaj historie kilku kobiet. Brodie próbuje jakoś poradzić sobie ze świadomością, że czasy świetności jej małżeństwa już minęły, a jego koniec zbliża się wielkimi krokami. By zająć czymś myśli, korzysta z możliwości przeprowadzki do wielkiego domu z ogrodem, w którym spędziła dzieciństwo. Ponieważ willa jest duża, a ona sama nie ma zbyt wielkiego dochodu, postanawia wynająć kilka pokoi. Niemal natychmiast pojawia się pierwsza lokatorka – Diana. Dziewczyna po długim okresie bycia matką i panią domu dla swoich braci decyduje się wyprowadzić, gdyż jeden z nich postanawia ulokować w nim na stałe swoją ciężarną partnerkę. Lokatorką Brodie zostaje także Vanessa – trzydziestoletnia kobieta z dużą nadwagą (chce się jej pozbyć, odcinając się od znajomych i rodziny, i zamieszkując na rok w willi) oraz ogromną raną w sercu, powstałą w dniu, w którym jej narzeczony porzucił ją przed ołtarzem. Poznajemy też młodziutką Rachel, która w wieku zaledwie piętnastu lat zostaje mamą i wraz z córeczką szuka u Brodie kryjówki, by nikt nie zdołał jej rozłączyć z maleństwem.

Wszystkie kobiety w mgnieniu oka zaprzyjaźniają się ze sobą (Diana i Brodie wręcz nienaturalnie szybko). Mieszkając pod wspólnym dachem, z dnia na dzień opowiadają o sobie coraz więcej, aż… wydarza się tragedia. I owa tragedia to tak naprawdę wszystko, jeśli chodzi o mocniejsze akcenty książki – pozostałe jej wątki nie robią wrażenia ani oryginalnością, ani silnym ładunkiem emocji, ani zaskakującymi zwrotami akcji. Chociaż jest to opowieść o przyjaźni, miłości, potrzebie akceptacji i zrozumienia, czyli o tym, co bliskie każdemu z nas, nie byłam w stanie zżyć się z bohaterkami, żadna nie wzbudziła we mnie głębszej sympatii, a jedna z nich nawet z lekka mnie irytowała swoim niepoważnym podejściem do kwestii uczuć.

Język powieści jest prosty i niczym szczególnym się nie wyróżnia (choć kilkukrotne użycie na początku całej historii wyrazu „tele” zamiast „telewizja” trochę mnie zdziwiło, bo niespecjalnie pasowało do całości).

Reasumując, swoje bratanie się z tym gatunkiem mogłam zacząć zdecydowanie lepiej – myślę, że tak by było, gdybym skusiła się na inny tytuł. „Nic nie trwa wiecznie” to typowa, niczym szczególnym niewyróżniająca się „obyczajówka”, z morałem zawartym już w samym tytule (niespecjalnie odkrywczym, trzeba dodać).

Nie czuję się tą lekturą usatysfakcjonowana, ale nie jest żadną tajemnicą fakt, że lubuję się w mocniejszych akcentach fabuły i pewnie stąd wzięła się moja niechęć do tej książki właśnie. Dlatego nikomu jej nie odradzam, polecam natomiast wszystkim wrażliwym fanom powieści obyczajowych.


Ocena: 3/6


Oficjalna recenzja dla portalu lubimyczytac.pl: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/2164/o-tym-co-oczywiste



Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!" (368 stron)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa - lektury dla klasy VI


Moi drodzy... Dzisiaj (z małym opóźnieniem u mnie, za co przepraszam) zostanie przedstawiony spis lektur klasy VI. Jak wszyscy wiemy jest to ostatnia klasa szkoły podstawowej. Potem nastanie błogi czas leniuchowania - w przenośni i dosłownie. ;)

Klasę szóstą zakończymy w dniach 21-23 czerwca. Uroczyste zakończenie podstawówki odbędzie się 28 czerwca. Wtedy to podsumujemy wszystkie klasy.

Ależ się zrobił nastrój. Pisząc to, czujemy się jak nauczyciele, którzy żegnają swą klasę. Tym bardziej, że możemy nie spotkać się we wrześniu. Wszystko jest w fazie ustaleń. Dziękujemy też Wam wszystkim za zabranie głosu w sprawie kolejnej edycji. Na pewno weźmiemy to pod uwagę. Osoby, które jeszcze nic nie mówiły, zachęcam do udziału w ankiecie (po prawej stronie na górze) - bardzo nam pomożecie. Głosujemy do zakończenia akcji i roku szkolnego - 27 czerwca (28.06 przedstawimy Wam końcowy efekt naszych ustaleń). Mam nadzieję, że nasze obrady przyniosą dobre efekty. ;)




1. Linki prosimy umieszczać u mnie lub u Legera do 18 czerwca włącznie.
2. Podsumowanie klasy szóstej opublikujemy między 21-23 czerwca.
3. Zapraszamy wszystkich uczestników akcji 28.06.2013r. na nasze blogi, by odpowiednio uczcić zakończenie naszej akcji - czas podstawówki. Uwaga! Nie obowiązuje strój galowy. ;)

1. "Bajki Robotów" S. Lem
2. "Szatan z Siódmej Klasy" K. Makuszyński
3. "Marcin Kozera" M. Dąbrowska
4. "Przypadki Robinsona Kruzoe" D. Defoe
5. "Opowieść Wigilijna" K. Dickens


********************************************

Na koniec mała przypominajka. :) Do końca mojego KONKURSU URODZINOWEGO został już tylko T Y D Z I E Ń !!


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie" Agnieszka Steur





wydawnictwo: Poligraf
data wydania: styczeń 2013
ISBN: 978-83-7856-071-5
liczba stron: 280



    Ile to już razy pisarze za pomocą swoich powieści namawiali nas do wyobrażenia sobie innego świata, często istniejącego równolegle z naszym? Albo kazali nam porzucić wizję  dobrze nam znanej rzeczywistości, zapomnieć, że kiedykolwiek istniała, i kreowali zupełnie nowe formy życia i przestrzeni? Znamy wiele takich przykładów. Ja sama często powracam do mocno zakorzenionego w mojej pamięci świata stworzonego przez Tolkiena – urzekającego, magicznego, wspaniałego… Nie dziwi więc fakt, że gdy nadarzyła się okazja podróży w urokliwy świat fantasy, bez wahania skorzystałam z zaproszenia i przeniosłam się do wyjątkowej krainy – Jangblizji, w której władzę sprawują (a właściwie – sprawowali)  królowa Zara i król Taro. Zresztą, niech królowa przedstawi się sama:

Nazywam się Zara Karmit Namin. Od dwudziestu lat jestem władczynią Jangblizji. W chwili obecnej uwięziona we Wschodniej Wieży przez siły Szmaragdowej Pani. Jeszcze dwa przesilenia temu nasz świat wyglądał zupełnie inaczej. Jangblizja zmieniała się razem z przyrodą i wyznaczanymi przez nią sezonami, a teraz… Mój świat to samotność i strach. Nigdy nie myślałam, że można bać się aż tak bardzo. Nigdy nie myślałam, że będę obawiać się o tak wiele.[1]

    Co wzbudza w Zarze tak silny lęk? Czego tak się boi? Po pierwsze, jako matka bardzo obawia się o los swoich dzieci: Nany oraz Roana, którzy zostali ukryci w Tamtym Świecie, gdy wojna w Jangblizji stała się faktem, a królową zamknięto w wieży za karę, że nie chciała zdradzić miejsca pobytu książąt oraz króla. Po drugie, martwi się o los swojego narodu i o to, czy uda jej się powrócić do władzy.

    W tym samym czasie, gdy królowa zmagała się z własnymi myślami i emocjami, a dni mijały powoli, jej dzieci poznawały nowy, okrutny Tamten Świat – miejsce znane do tej pory tylko z przerażających opowieści, w którym wszystko było nowe. Na domiar złego, wiele z zasłyszanych legend okazało się prawdą – choćby to, że mieszkańcy Tamtego Świata dopuszczali się przestępstwa jadania mięsa. Ponieważ Jangblizjanie nie znali telewizji, telefonów komórkowych, komputerów czy nawet basenu, zetknięcie się z tymi wynalazkami było dla nich szokiem.

Nana
rysunek pochodzi z książki

    Gdyby tylko na tym miał upływać czas naszym młodym bohaterom, oczekującym  zakończenia działań wojennych w ojczyźnie i powrotu do domu, to ich losy można by uznać za w miarę przewidywalne i nawet nużące. Jednak z powodu bardzo specyficznego wyglądu książąt – ukrytego jak pod maską za sprawą czarodziejskiego pyłu kamuflującego – oraz faktu, że w Tamtym Świecie na każdym kroku mogli czaić się szpiedzy największego wroga, czyli Szmaragdowej Pani, żyli oni w ciągłym strachu o własne życie, więc i relacja o ich przygodach dostarcza nam wielu emocji.

    Tak w wielkim skrócie i bardzo ogólnym zarysie przedstawia się treść powieści Agnieszki Steur „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie”. Uff… wrażenia po lekturze są we mnie tak silne, że nie wiem, od czego zacząć, by się nimi podzielić.
Może najpierw powiem, że dużym zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że autorka tak wiele zdołała opowiedzieć zaledwie na dwustu osiemdziesięciu stronach – mamy tu przecież historię ostatnich miesięcy Jangblizji, charakterystykę jej mieszkańców, samej rodziny królewskiej i oczywiście to, co stanowi istotę powieści, a o czym już wcześniej wspomniałam – zmaganie się przez młodych bohaterów z bardzo trudną sytuacją.

Na uwagę zasługuje sposób prowadzenia narracji – główna relacja o zdarzeniach jest przeplatana fragmentami dziennika, jaki prowadzi królowa Zara, będąc w niewoli.
Jednym z największych atutów powieści są też moim zdaniem różnorodne postaci pojawiające się w utworze, które nie ograniczają się tylko do istot ludzkich. Mamy tu Myszowatych, Psowatych, Koniowatych itp.

Kolejny, ogromny plus pierwszego tomu „Wojny w Jangblizji” to bardzo przystępny styl opowiadania i kształtowania fabuły oraz prosty, ale pobudzający wyobraźnię czytelnika, język oraz nazewnictwo (idealne dla młodszych czytelników!).

Debiut autorki to nie tylko baśń, bajka, fantazja… To też problemy współczesnego świata – w Jangblizji przedstawiciele różnych gatunków nie mogą łączyć się w pary, bo jest to zakazane i bardzo źle widziane. Czyż w naszych realiach nadal nie spotykamy się z tym zjawiskiem? Niestety tak…

Opowieść niemal przez cały czas utrzymana jest w baśniowym i magicznym klimacie, choć pewnie natężenie fantastyki byłoby większe, gdyby znaczna część akcji miała miejsce w samej Jangblizji. W zasadzie nic nie wiemy też o Szmaragdowej Pani – kim jest i czego tak naprawdę chce od królewskiej pary? Domyślam się jednak, że dowiemy się tego wszystkiego w kolejnych tomach powieści.

Wisior z pyłem kamuflującym
rysunek pochodzi z książki

Nie sposób też nie wspomnieć o pięknych ilustracjach autorstwa Ewy Kieńko Gawlik (żałuję, że nie było ich w książce więcej).

    Zapoznając się z powieścią Agnieszki Steur, odniosłam wrażenie, że autorka wniosła do niej bardzo wiele siebie samej. I nie chodzi tu tylko o wyobraźnię pisarki, ale także o jej doświadczenie życiowe i przekonania. Książkę czyta się zawsze lepiej i przyjemniej, gdy mamy poczucie, iż czegoś się z niej dowiadujemy o samym twórcy, że jest nam on w jakimś sensie bliższy.

    Komu polecam pierwszy tom „Wojny w Jangblizji”? Czytelnikom bez względu na wiek – młodszym i starszym. Fanom fantasy, baśni, magii oraz marzeń o drugim, innym, ale jednocześnie tak bliskim nam świecie.

Ocena: 5/6






[1] A. Steur, Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie, Poligraf, Brzezia Łąka 2013, s. 9.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorce.




niedziela, 21 kwietnia 2013

Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa - podsumowanie klasy V


Kochani, przyszedł czas na podsumowanie wyzwania "Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa" obejmującego klasę V szkoły podstawowej. Jak zwykle spisaliście się świetnie. A niektórzy nawet do potęgi. :) Kto konkretnie? O tym za chwilę, teraz przyjrzyjmy się rankingowi lektur, które wybieraliście:

Jjon - "Ten Obcy"
Karriba - "Ten Obcy" 
Melania - "Kajtuś Czarodziej"
               "Ten Obcy"
               "W pustyni i w puszczy"
Kraina Czytania - "Przygody Tomka Sawyera" 


Najchętniej czytaną lekturą klasy piątej został
"Ten Obcy".


Nikt za to nie sięgnął po "Anię z Zielonego Wzgórza". A kto przeczytał najwięcej lektur? Tak. To Melania! Gratulujemy!!! Z godnie z tradycją podsumowań kolejnych klas, wręczamy skromny upominek w postaci dyplomika :)





A dla kogo przygotowaliśmy dyplom za pomysłowość i profesjonalizm? Ach... Kraina Czytania nie słabnie. Przebiła wszystkich swoją profesjonalną recenzją książki pt. "Przygody Tomka Sawyera". 




Gratulujemy! Skoro już podsumowaliśmy klasę piątą... No właśnie - piątą. I tu mamy problem. W najbliższym czasie podamy listę lektur klasy szóstej i co potem? Tego jeszcze z Legerem nie wiemy. Aczkolwiek mamy plany, które obecnie są w fazie ustaleń. Możliwe, że będziemy potrzebowali Waszej pomocy. Powiem tylko, że bardzo możliwa jest druga edycja "Niezapomnianych...". Może będzie chodziło o lektury gimnazjum? Albo o lektury, które czytaliśmy w okresie dorastania? A może... to już koniec?  Co wy o tym sądzicie? Mielibyście ochotę na takie wyzwanie?

czwartek, 18 kwietnia 2013

"Rzeź niewiniątek" John Saul

"Suffer the children" John Saul




tłumaczenie: Andrzej Grzędzicki
tytuł oryginału: Suffer the children
seria/cykl wydawniczy: Książnica kieszonkowa
wydawnictwo: Książnica, Katowice
data wydania: 2008
ISBN: 9788324576722
liczba stron: 368



    Dawno, a nawet bardzo dawno temu w niewielkim miasteczku wydarzyła się straszna tragedia. Pewna rodzina straciła swoją małą i ukochaną córeczkę – dziewczynka zaginęła bez śladu… Chwilę później jej ojciec rzucił się ze skarpy w otchłań morza. Choć był to czyn wstrząsający, wielu rozumiało emocje, które kierowały mężczyzną w tym akcie desperacji. Mniej zrozumiałe było co innego – zając, a raczej jego truchło, które ojciec – gdy jeszcze był w domu – trzymał na kolanach, delikatnie głaszcząc…

    Od tej smutnej i na pierwszy rzut oka dziwnej historii zaczyna się powieść Johna Saula pt. „Rzeź niewiniątek”. Zanim przekonani, że to kolejna historia o krwiożerczych zombie, zrezygnujecie z czytania dalszej części mojej recenzji, wykażcie cierpliwość i – proszę – zostańcie. Bo owszem, książka ta jest zaliczana do gatunku horroru, jednak straszy nie tym, czego wszyscy się spodziewają, zasugerowani tytułem. O tym jednak powiem za chwilę, teraz powróćmy do fabuły.

    Rodzina Congerów jest znana mieszkańcom Port Arbello od niemal niepamiętnych czasów. Nie tylko za sprawą domniemanego bogactwa, którym się kiedyś otaczali, ale także dzięki mrocznej legendzie, którą przywołałam na samym wstępie. Przekazywana dzieciom z pokolenia na pokolenie, ma działać odstraszająco – powstrzymywać je od beztroskich zabaw w pobliżu niebezpiecznych miejsc, tj. skarpy, lasu i kamieniołomów. Przychodzi czas, że małżeństwo Congerów, czyli Rosa i Jack, również postanawia opowiedzieć tę historię swojej trzynastoletniej córce Elizabeth ku przestrodze – by ta nigdy nie udawała się tam sama ani w towarzystwie swojej młodszej o dwa lata i zaburzonej psychicznie siostry Sary. Mimo problemów małżeńskich, z jakimi borykają się Rose i Jack, oraz choroby Sary, życie bohaterów toczy się bez większych zgrzytów. Oczywiście do czasu… Sara zaczyna się bowiem zachowywać coraz gorzej, a pewnego dnia przynosi ze spaceru do domu odciętą, ludzką rękę!

    Powiało grozą, prawda? I wieje nią w tej powieści jeszcze wielokrotnie, ale nie dzięki żywym trupom, istotom z zaświatów czy innym wyimaginowanym postaciom. W „Rzezi niewiniątek” boimy się tego, co w ludziach tajemnicze i złe – boimy się szaleństwa drzemiącego w pozornie spokojnych i zrównoważonych osobach. Tu straszy przede wszystkim człowiek i działania, których się podejmuje. I pod tym względem jestem ogromnie zadowolona z tej lektury – już dawno tak mocno nie odczuwałam świetnie wykreowanego klimatu powieści grozy. Tu nie dzieje się nic nagle, akcja nie goni na oślep, wręcz przeciwnie – rozkręca się bardzo powoli, a na jej mocne akcenty przychodzi czytelnikowi czekać dość długo. Ale wierzcie mi, że warto!

    Jednak „Rzeź niewiniątek” nie jest powieścią idealną. Kilkakrotnie spostrzegłam, że niektóre wątki fabuły są na bakier z logiką, że pewnym wydarzeniom brakuje naturalności i wiarygodności. Ponadto spodziewałam się, że postać Sary, borykającej się z tajemniczą przeszłością, która ma znaczący wpływ na jej stan psychiczny, będzie wyraźniej nakreślona. Tak jednak nie jest, pozostaje więc pewien niedosyt. Pod tym względem braki nadrabia (i to po stokroć) postać Elizabeth – myślę, że jako postać literacka na długo zapadnie mi w pamięć…
I jest jeszcze coś… zakończenie, które – niestety – nie przypadło mi do gustu. Skąd to rozczarowanie? Ma związek z moim poczuciem sprawiedliwości – nie tak wyobrażałabym sobie finał opowiedzianej przez Johna Saula historii. Ale jakby na to nie patrzeć, zarówno zakończenie, jak i cała fabuła wzbudzają silne emocje, a to przecież największy atut literatury.

    Przeglądając wcześniejsze opinie na temat „Rzezi niewiniątek”, spotkałam się na ogół z bardzo skrajnymi ich odmianami – większość czytelników albo była zachwycona, albo zawiedziona; mało było reakcji obojętnych czy stonowanych. Zawiedzeni w większości są ci, którzy spodziewają się rasowego, nowoczesnego horroru z potokiem krwi, górą rozczłonkowanych ciał i charczeniem zombie tuż za uchem – tego tu nie szukajcie, bo nie znajdziecie. Jeśli jednak lubicie się bać, poznając mroki ludzkiej psychiki i obserwując niszczącą moc szaleństwa, to jest to lektura dla Was. Ja jestem zdecydowanie na tak!

Ocena: 5/6


Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!" (368 stron)


wtorek, 16 kwietnia 2013

Drugie urodziny Książkówki + KONKURS!! :)


Mili moi... Czytelnicy najdrożsi... :) Dziś mija drugi rok mojego blogowania! Naprawdę samej ciężko mi w to uwierzyć. Nie dość, że wytrwałam, to przez te dwa lata ani raz nie dopadła mnie ochota na zawieszenie czy zamknięcie (o zgrozo!) bloga. I czuję się na swój sposób z tego dumna, bo na przełomie tych dwóch lat zauważyłam wielu blogowiczów, którzy albo się szybko wypalili, albo rzeczywistość ich pochłonęła i przestali pisać.

Jak każdy miewam gorsze chwile i czasem zwyczajnie nawet od książek muszę odpocząć, ale... to nadal tylko krótkie chwile. :) Ponadto tak bardzo przyzwyczaiłam się do Was, do tego, że jesteście, odwiedzacie mnie, komentujecie, że ciężko mi już wyobrazić sobie życie bez waszego udziału. :) Za to, że po prostu jesteście - serdecznie Wam kochani, dziękuję! Całe to recenzowanie-opiniowanie-blogowanie (niech każdy użyje dogodnego terminu) bez Was nie miałoby najmniejszego sensu. :)

Poza tym w ciągu tych dwóch lat nawiązałam szereg owocnych współprac, razem z Legerem "odpaliliśmy" nasze wspólne wyzwanie pt. "Niezapomniane lektury z naszego dzieciństwa", otworzyłam też cieszący się niesłabnącą popularnością, Kuferek Książkówki. :) Wiem, że jakieś nad wyraz wielkie osiągnięcia to nie są, ale wierzcie mi, że dały mi całe mnóstwo radości. :)

Zmienił się też wygląd Książkówki, czym sukcesywnie katowałam Was od jakiegoś czasu. Jednak na tę chwilę uznaję prace remontowe na blogu za zakończone. Zmiany to nie tylko efekt mojego widzimisię, czy wiosny za oknem, ale też sygnały od Was, że coś się nie otwiera, coś rozjeżdża a jeszcze coś nie wyświetla się tak jak powinno. Dlatego zdecydowałam się na standardowy szablon bloggera i delikatne urozmaicenie go. Paulinie pięknie dziękuję za podpowiedzi. :) Wiem też, że poprzedni szablon podobał się niektórym z Was bardziej, ale cóż - musicie oswoić się z tym. :)

Dobrze, koniec tych sentymentów i rozczulań. ;) Teraz będzie mowa o konkursie urodzinowym, o którym trąbiłam tu już od kilku tygodni. ;) Konkurs jest, przewiduje w swej puli nagród 6 książek (każdy może wybrać maksymalnie 3 tytuły) i wymaga spełnienia pewnego zadania. 

Banner konkursowy

Regulamin konkursu (LEKTURA OBOWIĄZKOWA!!):

  1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: http://ksiazkowka.blogspot.com
  2. Konkurs trwa od 16.04. do 30.04. godz. 23:59.
  3. By wziąć udział w konkursie należy umieścić banner konkursowy na swoim blogu (jeśli go posiadacie) oraz wypełnić zadanie konkursowe:

Gdyby Ewa-Książkówka miała zostać główną bohaterką jakiejś powieści (już istniejącej lub nie), to w jaką postać miałaby się wcielić? Swój wybór uzasadnij/opisz.

  1. Zgłoszenie konkursowe należy umieścić w komentarzu pod tym postem i winno ono przedstawiać się tak:

Nick:
Adres e-mail:
Wybrane tytuły z puli nagród:
Odpowiedź:

  1. Zwycięską odpowiedzią będzie ta, która najbardziej przypadnie do gustu organizatorowi konkursu. Zastrzegam sobie możliwość nagrodzenia kilku osób.
  2. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi na początku maja.
  3. Spośród puli nagród każdy uczestnik może wybrać maksymalnie trzy tytuły.
  4. Wysyłka nagród obowiązuje na terenie kraju (Polska) i jej koszt ponosi organizator konkursu.

A teraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli nagrody. :) Pamiętajcie, że spośród tych tytułów możecie wybrać sobie maksymalnie 3 (słownie: trzy).














Wszystko jest jasne? Jeśli nie, pytajcie. Nagrody się podobają? Jeśli tak, to czekam na Wasze odpowiedzi. :) Nie ograniczajcie swojej wyobraźni - piszcie o wszystkim, co Wam do głów przyjdzie. :)  Może być poważnie, może być śmiesznie, może być groteskowo, strasznie, erotycznie (no co?:P ) - jak tylko sobie zamarzycie. :)

PONIEWAŻ DO KONKURSU NADAL ZGŁASZAJĄ SIĘ OSOBY TO MOŻLIWOŚĆ KOMENTOWANIA ZOSTAŁA WYŁĄCZONA - KONKURS DAWNO SIĘ ZAKOŃCZYŁ.


niedziela, 14 kwietnia 2013

Kolejna zabawa blogowo - książkowa :)



Droga Mery uznała wczoraj, że mam dużo wolnego czasu i na pewno mogę sobie pozwolić na kolejną z internetowych zabaw – nie myliła się. ;) Co widać po ciągłych zmianach na blogu – obiecuję, że już finiszuję. :) Ankieta już zamknięta - dziękuję za pomoc. :)



1. Ukochana książka i odkrycie tego roku?

Tego roku? Hmmm…Jak do tej pory: „Siedem minut po północy” Patricka Nessa. Za ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie. 

2. Pisarz współczesny, którego zaprosiłabyś na długi spacer?

Panie King…zapraszam na przechadzkę, tylko proszę włożyć wygodne buty, bo spacer będzie długi. :)

3. Książka, którą możesz czytać na okrągło?

Jeszcze takiej nie ma, ale na pewno stanie się nią „Władca pierścieni” Tolkiena.

4. Miejsce w którym najlepiej czyta się książki?

Moje własne… łóżeczko.

5. Książka, którą gdybyś miała okazję, kupiłabyś sobie od razu? (w porywach do dwóch pozycji)

Jest wiele takich z zakresu lit. o II WŚ, obozach…

6. Pisarz, który wzbudza w Tobie największy podziw i szacunek?

Bohumil Hrabal – za to, że potrafi zawrzeć ogrom wartościowej treści w książkach, o na ogół, niewielkiej ilości stron.

7. Ukochane książkowe miejsce?

Rzadko tam bywam, ale księgarnie, biblioteki.

8. Książkę, jaką byś mi poleciła.

Szczerze przyznaję, że nie pamiętam czy czytałaś, ale zważywszy na mamy podobny gust literacki to polecam Ci „Chłopca w pasiastej piżamie” – niedługo będzie wznowiona. :)

9. Książka, przy której płaczesz.

Niewiele brakło bym popłakała się przy „Siedem minut po północy”

10. Ulubiony film z Tomem Hanksem?

O rany, i jak tu wybrać jeden? :) Najmniej podobał mi się w „Kodzie da Vinci”. A najbardziej?? Tak…to będzie „Philadelphia” – jejku jak ja pokochałam bohatera, którego grał…

11. Ulubiona ekranizacja dobrej książki?

Jedna? Nie dam rady… :) „Tajemniczy ogród”, „Zielona mila”, „Lśnienie”, „Forest Gump” (tu film przerósł książkę moim zdaniem), „Skazani na Shawsank” i wiele innych. :)


Do zabawy nikogo nie nominuję ani nie zadaję swoich pytań, bo wiem, że nie każdy je lubi. A jak ktoś ma ochotę, niech odpowie na powyższe pytania. :)

----------------------------------------------------------------------

Do zabawy zaprosiła mnie także Kropka - dziękuję. :)



1. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?

Chyba mam więcej miłych wspomnień z czasów dorosłości. :)

2. Książka, która zmieniła Twoje przekonania? 

Nie ma takiej.

3.  Jaka jest Twoja ulubiona potrawa?

Ciężko mi wyróżnić jedną. Bardzo lubię polską kuchnię, częściowo włoską i meksykańską. :)

4. Co ostatnio sobie kupiłaś?

Tu Was zaskoczę... Książkę! ;)

5. Lubisz jeść?

Niestety tak i widać tego efekty po minionej zimie...

6. Czy lubisz uprawiać sport? Jaki?

Tak, czytanie długodystansowe. ;)

7. Coś bez czego nie wyobrażasz sobie życia to...

Miłość, książki, muzyka, filmy.

8. Jakich obowiązków domowych najbardziej nie lubisz?

Chyba nie ma takich. Wszystkie lubię/ nie lubię w takim samym stopniu. ;)

9. Jaka jest najbardziej szalona rzecz, którą zrobiłaś?

Coś by się znalazło, ale na forum publiczne się te historie nie nadają. ;)

10. Jakie jest Twoje największe marzenie (z tych, które można wyjawić) ? ;))

Chciałabym napisać i wydać kiedyś książkę. :)

11. Czy chętnie oglądasz ekranizacje swoich ulubionych książek?

Tak, bardzo chętnie. :)


piątek, 12 kwietnia 2013

"Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" Michele Primi

"Tragedie e misteri del rock'n'roll" Michele Primi




tłumaczenie: Hanna Turczyn-Zalewska
wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
data wydania: listopad 2012
ISBN: 978-83-7778-274-3
liczba stron: 272



O nieśmiertelnych


    „Żyjemy albo umieramy. Jeśli umieramy, musimy się z tym pogodzić. Jeśli żyjemy, musimy się jakoś pogodzić z tym, że żyjemy”. Tak właśnie John Lennon podsumował związek między muzykami rockowymi i życiem. Są to słowa geniusza, który dobitniej niż inni pokazywał, że muzyka, jak każda forma sztuki, żyje nawet po śmierci.[1]

    Takie słowa witają nas na wstępie albumu, który dziś chcę Wam zaprezentować, albumu o wymownym tytule: „Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie”, autorstwa Michele Primi.

    Byli młodzi, piękni, sławni… Ich kariery sięgały szczytu, a głosy były rozpoznawalne niemal w każdym zakątku naszego globu. Utwory, które wykonywali, stały się nieśmiertelne i cieszą nasze uszy i dusze po dziś dzień. To oni są ikonami światowego rock and rolla – artyści, którzy odeszli za wcześnie…

    Wielu z nich zaliczanych jest do specyficznej grupy pod nazwą „Klub 27”. Jej członkami są ci, którzy odeszli z tego świata w wieku zaledwie dwudziestu siedmiu lat. Wśród znanych wykonawców, wymienianych przez autora „Klatwy rock and rolla” i należących do tego klubu, pojawia się m.in. Brian Jones - jeden z założycieli legendarnego już zespołu The Rolling Stones. Po dziś dzień fakt utonięcia Jonesa w basenie własnej willi jest owiany tajemnicą i budzi wiele kontrowersji.

zdjęcie pochodzi z książki


    Jako o ofierze sukcesu pisze Primi o Elvisie Presley’u. Ten zmarły w wieku zaledwie czterdziestu dwóch lat piosenkarz, zachwycający swym niezwykle intrygującym i głębokim wokalem, zbyt mocno wczuł się w rolę, jaką odgrywał na scenie i w mediach, będąc nie tyle wspaniałym artystą, co kimś, kogo w dzisiejszych czasach określa się mianem celebryty (szkoda tylko, że ci obecni nie mają takiego talentu jak Elvis…). Ludzie, którymi otaczał się na co dzień (współpracownicy, tzw. „przyjaciele”), również w dużym stopniu przyczynili się do tego, jak zakończył swoje życie, wymagając wciąż więcej i żerując na nim. Substancje psychoaktywne (przede wszystkim leki), czyli jego bezpośredni zabójcy, pozbawiły go życia 16 sierpnia 1977 roku.

    Nie mogłoby tu także zabraknąć tragicznej historii Johna Lennona, zamordowanego 8 grudnia 1980 roku przez fana-zabójcę, czyli Marka Davida Chapmana. Mordercę, będącego  fanatycznym chrześcijaninem, oburzyła wypowiedź Lennona, w której wyznał, iż marzy mu się świat pełen pokoju, bez wojen, nieba, piekła i religii. Pozbawił więc artystę życia przed budynkiem hotelu, w którym ten nocował.

     Komu z nas choć raz nie zakręciła się łezka w oku po wysłuchaniu pierwszych taktów utworu „Bohemian Rhapsody” zespołu Queen? Kogo choć raz nie rozczuliły słowa śpiewane przez Freddiego Merkury? Muzyka tego zespołu stanowi solidną część mojego dzieciństwa. Merkury chorował na AIDS, zmarł  24 listopada 1991 roku.
zdjęcie pochodzi z książki


    W gronie omówionych w „Klątwie rock and rolla” sylwetek znalazł się także Kurt Cobain (lider legendarnej Nirvany), Michael Jackson, Amy Winehouse, Whitney Houston oraz wiele innych wspaniałych gwiazd muzyki.

    W tej przepięknie wydanej publikacji poznajemy koleje życia wyjątkowych artystów, począwszy od tych, którzy opuścili nas już dawno temu, a zakończywszy na tych, których śmierć zszokowała świat całkiem niedawno (tj. W. Houston). Łącznie zaprezentowane zostały sześćdziesiąt trzy sylwetki. Całość wydrukowano na dobrej jakości kredowym papierze i zamknięto w twardej oprawie. Przejmującym opowieściom o życiu artystów towarzyszą liczne zdjęcia, które robią niesamowite wrażenie swoim pięknem – gdybym mogła, zaprezentowałabym je Wam wszystkie! Poszczególne historie są dość szczegółowe, spisane językiem prostym, ale przy tym w sposób oddający zmarłym twórcom należny szacunek i wyrażający podziękowanie za dobro, które po sobie zostawili, stając się przez to nieśmiertelnymi. Tak Primi pisze o Whitney Houston:

W głębi duszy Whitney Houston była bezbronna, wystawiona na niepewność losu i zawiłości życia, które nigdy nie jest takie, jakbyśmy chcieli, nawet jeśli jest właśnie takie, o jakim marzyliśmy. Teraz Whitney zaznała spokoju. Zawsze była o oktawę wyżej niż inni, choć nie musiała śpiewać głośno.[2]

    Czego chcieć więcej od tego typu albumu? Odpowiadam: niczego. Jak dla mnie jest doskonały w każdym calu – to jedna z najpiękniejszych publikacji, z jakimi miałam do czynienia.

Ocena: 6/6




[1] M. Primi, Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie, G+J Gruner&Jar, Warszawa 2012, s. 6.
[2] Tamże, s. 262.

* zdjęcia pochodzą z albumu


Oficjalna recenzja dla portalu lubimyczytac.pl: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/2121/o-niesmiertelnych


Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!" (272 strony) 


wtorek, 9 kwietnia 2013

"Dźwięki kolorów" Jimmy Liao

"Sound of Colors" Jimmy Liao




tłumaczenie: Katarzyna Sarek
wydawnictwo: Officyna
data wydania: 2012
ISBN: 978-83-62409-19-8
liczba stron: 128


    Wyobraź sobie, że pewnego dnia zaczynasz widzieć gorzej niż normalnie – chwilami wszystko zdaje się być rozmyte, bez wyraźne zarysowanych kształtów i należytej ostrości. W miarę upływu czasu sytuacja pogarsza się. Masz wrażenie, jakby za dnia – gdziekolwiek się tylko pojawisz – świeciła sześćdziesięcio- a nie stuwatowa żarówka. Wszystko pogrąża się w nienaturalnym i złowrogim mroku… A Ty – choć bardzo tego nie chcesz  – musisz poruszać się w tej innej, często obcej przestrzeni, musisz znaleźć swój sposób na życie. 


    Pewnej dziewczynce, której imienia autor nie zdradza, przyszło się z tak okrutną sytuacją zmierzyć. Z dnia na dzień traciła wzrok i uczyła się życia w świecie wypełnionym ciemnością.

zdjęcie pochodzi z książki


Tamtego roku, kiedy anioł przy wejściu do metra pożegnał się ze mną, traciłam wzrok, stopniowo, powoli. W jesienny poranek mych piętnastych urodzin, gdy za oknem siąpiła mżawka, nakarmiłam kota i o szóstej pięć weszłam do metra.[1]

    I tak rozpoczęła się wędrówka bohaterki po ulicach miasta, a potem po stacjach metra. Myląc przystanki, ciągle wsiadając i wysiadając nie tam, gdzie trzeba, błądziła po różnych miejscach metropolii. W końcu postanowiła udawać, że wokół niej nie ma nikogo, i w ten sposób nauczyła się rozmawiać sama ze sobą i nasłuchiwać własnych kroków. I wtedy dzieje się coś dziwnego – zaczyna widzieć, ale nie w zwyczajny sposób, lecz przy pomocy słuchu i wyobraźni. Przed dziewczynką otwiera się świat dźwięków, obrazów i przygód – słyszy ciężkie kroki cyrkowych słoni, szuka złotego liścia, najczerwieńszego jabłka…

Jestem w bezkresnym tunelu metra – słyszę wyraźnie jak motyl trzepocze skrzydłami i w tańcu to się zbliża to oddala.[2]

    Dziewczynka paradoksalnie widzi coraz więcej, codziennie odkrywa w swoim życiu i otaczającym ją świecie coś nowego,  poznaje inne miejsca i czuje to, co inni dostrzegają przy pomocy wzroku.
Czyż to nie fascynujące i piękne – widzieć przy pomocy słuchu, dotyku? Widzieć dźwięki kolorów? Słyszeć kształty?
zdjęcie pochodzi z książki


    Zatrzymując się choć na chwilę w tym biegnącym na oślep świecie, też moglibyśmy dostrzec znacznie więcej. Ale pochłonięci karierą, skoncentrowani na problemach i codziennym życiu tłumaczymy sobie, że nie mamy na to czasu. To duży błąd. Jimmy Liao i jego „Dźwięki kolorów” są podpowiedzią, jak smakować życie.

    Skromna pod względem ilości użytych słów, książka tajwańskiego autora i rysownika to tak naprawdę opowieść o życiu każdego z nas – o tym, jakie jest i jakie mogłoby być, gdybyśmy tylko chcieli. Jest niesamowicie prawdziwa, szczera i piękna – nie tylko za sprawą przekazu, jaki ze sobą niesie, ale także przepięknych rysunków. Ciężko się z nimi rozstać po zakończonej lekturze – dlatego u mnie ta właśnie książka jest cały czas pod ręką, bym w każdej chwili mogła znów do niej zajrzeć.

    Dla kogo ta zaczarowana opowieść? Dla starszych, dla młodszych… słowem, dla wszystkich! Ale wrażliwych i obdarzonych wyobraźnią. Gwarantuję, że każdy wyniesie z niej coś wartościowego dla siebie i że każdego oczaruje jej magia słów oraz wspaniałych ilustracji.

Ocena: 6/6

* ilustracje pochodzą z książki



[1] J. Liao, Dźwięki kolorów, Officyna, Łódź 2012, s. 10.
[2] Tamże, s. 105.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Officyna.


Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!" (128 stron) 


piątek, 5 kwietnia 2013

"Więźniowie własnych myśli" Alex Pattakos

"Prisoners of our thoughts" Alex Pattakos





tłumaczenie: Elżbieta Smoleńska
wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: listopad 2012
ISBN: 978-83-7554-407-7
liczba stron: 208


W poszukiwaniu tego, co najważniejsze



Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z książką zatytułowaną „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, autorstwa Viktora E. Frankla, która traktuje o tym, jak ważne jest odnalezienie celu życia - szczególnie w tych najtrudniejszych jego momentach, nie wiedziałam jeszcze, że będzie to dla mnie jedna z najbardziej wartościowych lektur. Tym bardziej nie spodziewałam się, że za jakiś czas przyjdzie mi poznać interesującą kontynuację myśli Frankla.

A jednak! W zeszłym roku (2012) wydawnictwo Czarna Owca pokusiło się o wypuszczenie na rynek książki pt. „Więźniowie własnych myśli”, której autorem jest Alex Pattakos, czerpiący inspirację z cennej spuścizny pozostawionej przez Frankla. Przypomnę, że ten światowej sławy psychiatra był twórcą oryginalnego systemu terapeutycznego – logoterapii. Twierdził on, że jeśli dopatrzymy się sensu w każdej chwili naszego życia, to jesteśmy w stanie podjąć odpowiedzialność za nie, mieć wpływ na własne decyzje i dostrzec wartość istnienia nawet w takich sytuacjach, gdy wydaje nam się to całkiem niemożliwe (opierał się przy tym na solidnym fundamencie - własnym doświadczeniu wyniesionym z pobytu w obozie koncentracyjnym).

Pattakos przeanalizował siedem zasad logoterapii, które mogą zmienić spojrzenie człowieka na poczucie sensu w życiu zawodowym, pomóc w pokonywaniu problemów z nim związanych oraz w odkryciu potencjału, który drzemie w każdym z nas. Najpierw, korzystając z założeń logoterapii, omawia szerzej pojęcie „wolnej woli”. Potem podejmuje kwestię „woli sensu”, by wykazać, że każdy z nas może odnaleźć wartość w swojej pracy zawodowej (dobrym przykładem jest tu jego listonoszka, która codziennie wykonuje swoje obowiązki z uśmiechem na ustach, a zapytana, skąd czerpie optymizm, odpowiada, że jej praca to nie tylko nużące roznoszenie przesyłek, lecz pomaganie ludziom w kontaktowaniu się ze sobą). Następnie wyjaśnia, czym jest sens absolutny (supersens) – dla wielu takim sensem może być miłość. Kolejny rozdział traktuje o „intencji paradoksalnej”, czyli o przesadnym koncentrowaniu się na wyniku swojej pracy, co prowadzi do autodestrukcji. Autor zwraca także uwagę na pojęcie „samoodłączenia”, które stało mi się na swój sposób bardzo bliskie; jego istotą jest spojrzenie na siebie z dystansem, wyrobienie w sobie umiejętności śmiania się z samego siebie. Pattakos podkreśla także, jak ważna jest umiejętność skupienia uwagi w momencie traumatycznego przeżycia na czymś zupełnie z nim niezwiązanym (szczerze mówiąc, jeszcze nie udało mi się w swoim życiu tego dokonać, ale może teraz osiągnę to dzięki świadomym wysiłkom?). Kończąc analizę tych siedmiu zasad, autor przybliża temat duchowego wydźwięku sensu absolutnego.

Choć „Więźniowie własnych myśli” to publikacja profesjonalna, której nie brak filozoficznego wymiaru, czyta się ją bardzo dobrze. Nie trzeba obawiać się, że jest to tytuł przeznaczony wyłącznie dla osób związanych z psychiatrią, pasjonujących się różnymi teoriami z tej dziedziny. Książka tak naprawdę adresowana jest do każdego, kto chce spojrzeć na swoje życie zawodowe i osobiste pod znacznie szerszym kątem. Wiadomo, że porażki w pracy przenoszą się na życie prywatne, dlatego rozważania Pattakosa mogą pomóc wielu osobom w walce z tym zjawiskiem (jeśli występuje nagminnie) lub w profilaktycznym uchronieniu się przed nim.

Polecam wszystkim osobom zainteresowanym psychiatrią, psychologią, ciągłym doskonaleniem się, jak i tym, którzy lekturę Frankla mają już za sobą – będzie jej doskonałym uzupełnieniem.

Ocena: 5/6






Recenzja bierze udział w wyzwaniu: "Pochłaniam strony, bo kocham tomy!!!!" (208 stron).

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

"Rozmowy bez retuszu" Artur Barciś, Marzanna Graff


wydawnictwo: Wydawnictwo M
data wydania: 2011 
ISBN: 978-83-7595-358-9
liczba stron: 220



    Jest taki człowiek niewielki ciałem, ale wielki duchem, osobowością i – przede wszystkim – talentem. Talentem aktorskim – co trzeba tu mocno podkreślić. Zdolności tych nie nabył w żadnej szkole, w żadnym z wielu teatrów, w których przyszło mu grać – on się z nimi po prostu urodził. I ani trochę tu nie przesadzam, o czym za chwilę się przekonacie…

    Na świat przyszedł w 1956 roku w miejscowości Kokawa pod Częstochową. Nigdy nie był rosły – wręcz przeciwnie, odznaczał się niskim wzrostem i skromną budową ciała. Jednak braki fizyczne nadrabiał przy pomocy innych atutów. Już w zerówce objawił swój szczególny  talent do publicznego czytania – pani sadzała chłopca na krzesełku, a dzieci z uwagą słuchały bajek, które im przedstawiał. Łatwo można było się domyślić, kim ten niepozorny chłopiec będzie w przyszłości – niewątpliwie aktorem. I rzeczywiście tak się stało, zaistniał jako jeden z najbardziej charakterystycznych aktorów polskiej sceny teatralnej oraz filmowej, a jego nazwisko – Barciś jest obecnie  rozpoznawalne przez większość Polaków. Właśnie o tym wyjątkowym artyście traktuje publikacja zatytułowana „Rozmowy bez retuszu”, będąca  plonem  owocnej współpracy Artura Barcisia i Marzanny Graff.

zdjęcie pochodzi z książki


    Nie myślcie sobie jednak, że wszystko to, co Artur Barciś osiągnął jako aktor, zostało mu podane na tacy. Co to, to nie! Swoje sukcesy okupił ciężką pracą, niewiarygodnym uporem i mnóstwem wyrzeczeń. Pomogły mu w tym także wola walki, wiara we własne siły oraz  czasami jeszcze coś – łut przysłowiowego szczęścia. Drogę do kariery aktorskiej rozpoczął  Barciś w Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, w której zdobywał szlify aktorskie m.in. u boku nieżyjącej już, niestety, Darii Trafankowskiej. W 1981 roku pojawiła się w jego życiu propozycja zagrania w filmie, który zna chyba każdy – „Znachor”. Potem miały miejsce występy w telewizji, a w latach dziewięćdziesiątych udział w kultowym już serialu „Miodowe lata”. Czy na tym koniec? Absolutnie nie. Artur Barciś nadal jest znaną postacią – obecny w mediach oraz w teatrze w dalszym ciągu dostarcza widzom niepowtarzalnych wrażeń i emocji. I oby  to się nie zmieniło.

zdjęcie pochodzi z książki


    Od zawsze darzyłam tego aktora dużym sentymentem. Poza bezsprzecznym talentem aktorskim miał i ma w sobie to „coś”, co nie daje mi o nim zapomnieć. Teraz, po zakończeniu lektury jego biografii, moja wiedza o nim jest bogatsza, poznałam go lepiej jako człowieka i jako artystę. Dzięki „Rozmowom bez retuszu” utwierdziłam się w przekonaniu, że Artur Barciś to wyjątkowe zjawisko na polskiej scenie, niezwykły człowiek, o ogromnej wrażliwości, kochający teatr, poezję, książki… Marzanna Graff, przeprowadzająca wywiad z aktorem, umiejętnie pokierowała rozmową, zadawane przez nią pytania są ciekawe i rzeczowe, przy ich pomocy odkrywa się przed czytelnikiem prawdziwe oblicze Artura Barcisia – bez scenicznych masek i póz, dowiadujemy się, co gra w duszy artysty. Nawet nie wiem, kiedy zdążyłam zapoznać się z tą publikacją – z mojej perspektywy trwało to jedynie chwilę. To naprawdę świetny zapis wywiadu z nieprzeciętnym człowiekiem, dlatego czyta się go z ogromną przyjemnością.

    Komu polecam „Rozmowy bez retuszu”? Fanom biografii oraz miłośnikom dwustuprocentowego aktorstwa, zamkniętego w niepozornym ciele Artura Barcisia.

Ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M