środa, 8 stycznia 2014

Moja kolekcja książek Stephena Kinga i inne...



Dziś recenzji nie będzie. Będzie za to mała reklama. Kilka dni temu na Facebooku założyłam grupę fanów Stephena Kinga. Jeśli ktoś jeszcze nie dołączył, a chciałby to zapraszam! :) Warunek członkostwa? Nie spamujemy i jesteśmy kulturalni oraz grzeczni. ;)



Właśnie dziś poprosiłam członków o małe chwalipięctwo - robimy zdjęcia naszym kolekcjom książek Mistrza. Zaczęłam od siebie i zaprezentowałam co następuje:








Kto ma profil na Facebooku niech dołącza! :)



poniedziałek, 6 stycznia 2014

"Trzy..." Piter Murphy





wydawnictwo: RW2010
data wydania: 2011 
ISBN: 978-83-63111-50-2
liczba stron: 166
typ: ebook


O Piterze Murphym słyszał już chyba prawie każdy recenzent – jest to autor dość rozpoznawalny w blogosferze i nie tylko. Od dłuższego czasu prowadzi blog: pisanyinaczej.blogspot.com, a w 2011 roku na rynku książek elektronicznych pojawił się jego debiut literacki pt. „Trzy…” i o nim właśnie dziś wam troszkę opowiem. Dodam tylko, że mnie przyszło rozpocząć poznawanie jego twórczości od opowiadania pt. „Powrót ojca”, które ukazało się w antologii „Szkice z życia”. Pamiętam, że historia ta urzekła mnie swoją emocjonalnością i już wiedziałam, że do tego pisarza na pewno jeszcze wrócę. I stało się…

Tytuł tej opowieści, tj. „Trzy…”, nie wziął się znikąd. Na wstępie poznajemy kolejno trzy kobiety. Z lekka wyniosłą dziennikarkę Ewelinę, która ma o sobie zbyt wygórowane mniemanie. Spokojną Martę, mocno doświadczoną przez los, który zesłał na nią najpierw ciężką chorobę, a następnie zdradę męża i cudowne ozdrowienie (obydwa wydarzenia zbiegły się w czasie). Maria zaś to starsza kobieta, która mieszka na wsi w zapuszczonym domu i uchodzi za miejscową czarownicę, szarlatankę i oszustkę. W rzeczywistości jest bardzo dobrą osobą, której los i bieda nie oszczędzały, i która naprawdę przynosiła schorowanym ludziom ratunek. Uzdrowiła syna szanowanego adwokata z epilepsji, a pewną kobietę z nowotworu. Tą kobietą okazała się właśnie Marta. Z kolei Ewelina dostaje dyspozycję od szefa, by za pomocą dziennikarskiego śledztwa bezlitośnie obnażyć rzekome oszustwa znachorki. To w małej miejscowości na Podkarpaciu zbiegają się losy tych trzech kobiet. Co z tego wyniknie?

Na pewno wiele emocji i sporo ciekawych wydarzeń. Nie brak tu miłości, obaw, cierpienia, strachu czy nawet groźby utraty życia (autor pokusił się o niezły misz-masz gatunkowy – od opowieści obyczajowej po thriller z elementami grozy). Ciekawe postaci to kolejny atut literackiego debiutu autora – wzbudzają emocje, a to przecież duży plus. Ewelina wybitnie nie przypadła mi do gustu z racji swojego usposobienia, a Marta wręcz przeciwnie – zyskała moją sympatię dzięki swej sile, hartowi ducha i chęci zerwania z życiem, które było dla niej destrukcyjne.

Jednak debiut to debiut i rzadko zdarza się taki, który byłby pozbawiony wad. Moim zdaniem opowieści Murphy’ego brakuje realizmu. Wiele z przedstawionych zdarzeń dzieje się za szybko i z nieprawdopodobną łatwością, co ostatecznie sprawia wrażenie nienaturalności. Jednak trzeba wspomnieć o tym, że tekst pisany był na konkurs literacki, więc pewnie istniały jakieś ograniczenia jego długości. W krótkim objętościowo utworze trzeba było zawrzeć akcję, przedstawić postaci oraz problemy, z którymi się zmagają – nie jest to łatwa sztuka i dlatego podziwiam autora, że udało mu się sprostać takiemu wyzwaniu.

Piter Murphy
źródło: przesłane przez Pisarza
„Trzy…” powstało na potrzeby uczestnictwa w konkursie, w którym brały udział teksty o tematyce kobiecej i przeznaczone dla kobiet. Z tego zadania autor również wywiązał się znakomicie, gdyż problemy poruszane w książce są bliskie wielu kobietom – w niejednym domu są tematem tabu, a dla wielu kobiet są pewnego rodzaju normą. Warto się troszkę dłużej nad nimi zastanowić…

Ostatecznie debiut Pitera Murphy’ego uważam za całkiem udany, choć gdybym to ja o nim decydowała, to zaleciłabym dokonanie delikatnych przeróbek, poszerzenie objętości książki, wprowadzenie do fabuły takich wydarzeń, które by ją urealniły – dopiero potem zdecydowałabym się ją wydać. I wtedy pewnie nikt nie miałby żadnego „ale” do „Trzy…”.

Dobrze się też stało, że miałam okazję najpierw zapoznać się z opowiadaniem Murphy’ego, a dopiero potem z jego książkowym debiutem, bo jak na dłoni widzę imponujący progres warsztatowy pisarza –nie stoi on w miejscu, cały czas idzie naprzód. Dlatego chętnie obserwować będę jego postępy, gdy taka okazja się nadarzy.

Ocena: 4/6

Wyzwania: "Polacy nie gęsi".

piątek, 3 stycznia 2014

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stieg Larsson





tłumaczenie: Paulina Rosińska
tytuł oryginału: Flickan som lekte med elden
seria/cykl wydawniczy: Millennium tom 2, Czarna Seria
wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca
data wydania: 11 maja 2009
ISBN: 9788375540901
liczba stron: 704


Papieros (o którym wspominałam tutaj) dokonał swego żywota trawiony ledwie żarzącym się ogniem. Moja lektura pierwszego tomu trylogii „Millennium” Stiega Larssona także. I o ile po wypalonym papierosie został tylko krótkotrwały niesmak w ustach, o którym jak najszybciej chciałam zapomnieć, to kolejnego tomu ze wspomnianej trylogii – „Dziewczyna, która igrała z ogniem” – pragnęłam mocniej niż widoku Maxime’a Chattama w samym szlafroku na środku mojego pokoju…

Jednak swoje musiałam odcierpieć i cierpliwie poczekać, nim wróciłam do najlepszych postaci literackich, jakie dane mi było poznać w minionym roku 2013. Oczywiście było warto, bowiem w życiu Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander znów wydarzyło się wiele.

Perypetie opisywane w powieści „Mężczyźni,którzy nienawidzą kobiet” to już przeszłość. Sprawa związana z bogaczem, Henrikiem Vangerem, została rozwikłana. Mikael i Lisbeth całkiem dobrze na tym wyszli, choć nie obyło się bez skutków ubocznych… Lisbeth nie chce mieć już więcej do czynienia ze sławnym dziennikarzem i unika go jak ognia, choć sam zainteresowany nie ma pojęcia dlaczego. Jednak koleje losu sprawią, że ich drogi znów się zejdą i to pomimo że początkowo każde z nich zajmie się „swoimi” sprawami.

Wydawnictwo Millennium dostaje ciekawą propozycję opublikowania książki, która najpewniej okaże się wielkim hitem, a przy okazji zrujnuje kariery zawodowe i zniszczy życie wielu ważnym osobom ze świata polityki, policji i dziennikarstwa. Dag Svenson i Mia Bergman wspólnymi siłami dotarli do materiałów w bezlitosny sposób obnażających mroczny świat handlu żywym towarem i seks-biznesu, w którym nierzadko uczestniczyły niepełnoletnie dziewczyny. Ujawnienie takich szokujących informacji mogłoby poważnie zaszkodzić licznym osobom i wielu z nich może zależeć na tym, by książka nigdy nie ujrzała światła dziennego. Nic więc dziwnego, że Dag i Mia szybko wpadają w poważne tarapaty.

Sporo dzieje się także u Lisbeth, bo przeszłość tej ekscentrycznej kobiety upomina się  o swoje i wraca po to, co się jej należy. Okazuje się, że Lisbeth jednak nie jest tak samotna, jak wynikało to z pierwszej części trylogii, i ma więcej wrogów, niż mogłoby się wydawać… Kto czytał pierwszy tom, ten pewnie kojarzy okoliczności, w których padają takie słowa:

Jestem sadystyczną świnią, dupkiem i gwałcicielem.

Wierzcie mi, że ich odbiorca jeszcze mocno namiesza w życiu Lisbeth, ściągając na nią kłopoty, przy których te związane z Henrikiem Vangerem to małe piwo. Tym razem naprawdę wiele się wydarzy w i tak już mocno pokręconym życiu bohaterki. Uwierzycie, że stanie się ona kimś pokroju wroga publicznego numer jeden w całym kraju? Nie? To sami się przekonajcie…

Ja dodam od siebie tylko tyle, że wszystkie nowe informacje, wypływające w toku fabuły „Dziewczyny, która igrała z ogniem”, naprawdę przyprawiają o zawrót głowy – dowiadujemy się o Lisbeth tego, czego nigdy byśmy się po niej nie spodziewali. Jej przeszłość jest jak szaleńcza przejażdżka na diabelskim młynie, a teraźniejszość to czas zmierzenia się z jej konsekwencjami. Wiele niejasności, na które napotykał czytelnik podczas lektury pierwszej części cyklu, znika, wiele elementów ze skomplikowanej układanki, czyli życia Lisbeth Salander, wskakuje na swoje miejsce. Ale… nie myślcie, że ta specyficzna kobieta odkrywa przed nami wszystkie karty – co to, to nie! Mimo że tak wiele się o niej tym razem dowiadujemy, to nadal pozostaje ona dla nas zagadką, nadal nas intryguje, wzbudza podziw swoją niesamowitą inteligencją i sprytem, nadal pociąga… Jest bohaterką idealną pod względem konstrukcji postaci literackiej (nie mam tu bynajmniej na myśli nieskazitelności jej charakteru i osobowości).

Stieg Larsson
źródło: www.lubimyczytac.pl
W pierwszej części „Millennium” tempo akcji nie było zawrotne – przez znaczną jej część wprost bardzo powolne – dopiero z czasem przyśpieszyło. W drugim tomie dzieje się dużo już od samego początku. Nie sposób się tu nudzić. Larsson dalej zaskakuje, wyprowadza czytelnika w pole i gra umiejętnie mu na nosie. Klimat może nie jest już tak chłodny  i melancholijny jak w Hedestad i w historii z Vangerem w tle, ale nadal intryguje  w znacznym stopniu. Zakończenie przyprawia o szybsze bicie serca i skoki ciśnienia, ale nie na tyle wysokie, by uniemożliwić nam poznanie trzeciego tomu. Trzeciego i ostatniego, który stworzył Larsson (choć – jak już wiem – powstał początek czwartej części, nad którą pracę przerwała nagła śmierć autora w 2004 roku).

Sama odkładam lekturę  „Zamku z piasku, który runął" na możliwie jak najpóźniej, bo wraz z jej końcem przyjdzie mi pożegnać się z tą trzytomową opowieścią. Nie będzie to rozstanie łatwe i przyjemne. Będzie boleć niczym zerwanie namiętnego i burzliwego romansu  z najlepszym kochankiem, jakiego mieliśmy szansę w życiu poznać…

Ocena: 6/6 (mogłaby być inna???)

Wyzwania: "Czytamy Polecane Książki" (z polecenia wielu blogerów) i "Kryminalne wyzwanie".

środa, 1 stycznia 2014

Kuferkowe losowanie nr 18





Witam wszystkich w ten pierwszy dzień Nowego Roku 2014. Doszliście już do siebie po zabawie sylwestrowej i zarwanej nocy? Ja się chyba już mocno starzeję, bo z roku na rok coraz trudniej znieść mi nieprzespaną noc... :)

Za nami pierwszy miesiąc zabawy kuferkowej na nowych zasadach, czyli z podaniem sytuacji/zdarzenia/powodu, który wzbudził u was radość w ostatnim czasie. Okazuje się, że z nami - Polakami - wcale nie jest tak źle - potrafimy cieszyć się nawet z najmniejszych powodów (a nie wciąż tylko narzekać). :)

W grudniu najczęściej sprawiały wam radość:
- wasze dzieciaczki,
- prezenty świąteczne (co chyba nikogo nie dziwi),
- nowe pozycje w bibliotekach,
- czas spędzony z rodziną i/lub przyjaciółmi.

Wśród waszych radostek znalazł się także słoik truskawek, który się uchował w czeluściach zamrażalnika, śnieg czy zmiana kierunku otwierania się drzwi lodówki. :D Czekam na wasze kolejne powody do radości! :)

Które osoby zamkną kuferkowy rok 2013? Już mówię. :)

Honorowym zwycięzcą i specjalnie przeze mnie wyróżnionym jest:

Bogdan Bartel (za wyklikanie na fanpage'u Książkówki 500-ego polubienia! :))


oraz

miqaisonfire (przekaż chłopakowi moje wyrazy uznania - niech wie, że jego starania nie idą na marne i by robił to nadal :) ).


Gratuluję! Oczekujcie ode mnie wiadomości. Co tam nowego w Kuferku? :)