piątek, 9 maja 2014

Monogram - Joanna Marat





wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 20 marca 2014
ISBN: 9788378397182
liczba stron: 328


Lubię kryminały – to chyba żadna nowość dla tych, którzy śledzą moje wrażenia z przeczytanych lektur. Lubię też, gdy zawierają nieco humoru (najlepiej czarnego, ale to nie jest wymóg). W związku z tym kiedy tylko zobaczyłam w zapowiedziach tytuł, który miał stanowić mieszankę jednego z drugim, nie mogłam przejść obok niego obojętnie, zwłaszcza, że opis książki dawał nadzieję na naprawdę dobrą lekturę.

Czy taką się okazała? O tym za moment. Najpierw słów kilka o fabule „Monogramu” Joanny Marat oraz o tym, co jest bez wątpienia siłą tej książki, czyli głównych bohaterach. Są nimi przede wszystkim dwaj policjanci. Ernest Malinowski jest czterdziestokilkulatkiem o nienagannej prezencji, na którą składa się niczego sobie aparycja, nieźle wyrzeźbione ciało oraz dobry gust w doborze ubioru. Jego totalnym przeciwieństwem jest Marek Kos, zwany też Koszmarkiem. Mimo że jego pseudonim w gruncie rzeczy nie wziął się z jego wyglądu, to jednak idealnie oddaje jego stan: furtka między zębami, znoszony i wiecznie niedoprany marmurkowy garniturek oraz mała flaszeczka gorzkiej żołądkowej za pazuchą. Obaj policjanci różnią się od siebie diametralnie. Właściwie zagadką pozostaje, jakim cudem, współpracując w policji, wytrzymują ze sobą tyle czasu.

Tak czy siak dogadywać się jakoś muszą, tym bardziej, że na tapecie pojawia się okrutna zbrodnia, której okoliczności trzeba czym prędzej wyjaśnić, a jeszcze szybciej – schwytać mordercę. W Lasku Bielańskim odkryto zwłoki kobiety, zwłoki w niepełnym składzie, jak mógłby powiedzieć Kos, bo bez głowy. Śledztwo okazuje się być wyjątkowo trudne, bo początkowo ciężko o jakiekolwiek poszlaki czy wskazówki co do motywu morderstwa. Sprawy nie ułatwia także życie osobiste policjantów, którym prawie w tym samym czasie zbiera się na amory. Malinowski jedzie do Wrocławia spotkać się z kobietą poznaną za pośrednictwem Internetu, zaś Koszmarek w sposób nieudolny, ale ostatecznie skuteczny podrywa cycatą panią doktor od krojenia zwłok. Do tego osobliwego grona zalicza się też nieumiarkowana w jedzeniu oraz erotycznych igraszkach z młodszymi panami pani prokurator. Wszyscy razem starają się rozwikłać zagadkę bezgłowych zwłok, chociaż… niektórzy z nich śledztwo bardziej utrudniają niż ułatwiają.

Mimo że ten krótki opis może sugerować, że cała fabuła opiera się wyłącznie na wątku kryminalnym, to wcale tak nie jest. Jak już wspomniałam, mamy też wątki uczuciowe, choć przedstawione w sposób raczej humorystyczny. Ponadto bohaterowie rozliczają się także z przeszłością swoją oraz swoich rodziców, płacąc wyższą lub niższą cenę za ich wybory i błędy. Wszystko to w dość trudnych okolicznościach, bo w obliczu tragedii smoleńskiej.

Co mogę powiedzieć o tym tytule? Czy jest dobry, czy zły? Na pewno książka mnie zaskoczyła, bo po opisie spodziewałam się, że będzie to okraszona humorem, lekka opowiastka z tłem kryminalnym, tymczasem okazało się, że wcale tak banalna nie jest. Wątek morderstwa ma swoje głębsze dno, jego motywy nie są łatwe do przewidzenia i w ogóle sprawa jest znacznie grubsza niż może się wydawać. Postaci są szalenie charakterystyczne. Właściwie każda, którą spotykamy w „Monogramie”, jest wyrazista i nieszablonowa (nie licząc pomysłu na postać policjanta-alkoholika).

Jedyne, co mi w książce przeszkadzało, to pewne odrobinę przegadane momenty. Niektóre kwestie nie wnosiły niczego nowego czy ciekawego do fabuły, a po prostu były – zupełnie niepotrzebnie.

Niemniej „Monogram” to dobra powieść, która na tle tych schematycznych i mało wyrazistych wyróżnia się mocno, ale czy zapadnie mi w pamięć? To się okaże. Chyba że Koszmarek… Tak, ten wulgarny typ na pewno nie da mi o sobie zapomnieć.

Ocena: 4/6

Oficjalna recenzja dla Lubimy Czytać - LINK.

wtorek, 6 maja 2014

Badacz potworów - Rick Yancey





tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
tytuł oryginału: The Monstrumologist
seria/cykl wydawniczy: Monstrumolog tom 1
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: 15 stycznia 2014
ISBN: 9788376862262
liczba stron: 464


Monstrumolog – któż to taki? – zapytacie. Jest to człowiek o niebywałej odwadze, inteligencji i harcie ducha; człowiek, który chyba niczego się nie boi (albo przynajmniej takie sprawia wrażenie): niestraszna mu najczarniejsza noc, podejrzane trzaski i hałasy a nawet wycieczki późna porą na cmentarz; człowiek, który ma dobre układy z grabarzami… Brzmi groźnie? I słusznie, bo monstrumolog – to nikt inny jak badacz potworów.

Jest nim też doktor Pellinore Warthrop – jeden z dwóch głównych bohaterów powieści Ricka Yanceya pod tytułem – właśnie – Badacz potworów. Doktor – to wybitny znawca swojej dziedziny, który pracuje ciężko dniami i nocami, prawie nie śpi i prawie nie je. Nad tym, by jego życie zawierało choćby podstawowe elementy normalnej egzystencji, czuwa jego młody asystent, Willy Henry. Osierocony przez rodziców, kilkunastoletni chłopiec jest głównym powiernikiem sekretów doktora. Wyrusza z nim na niebezpieczne wyprawy, podczas których spotykają grasujące w okolicy potwory zwane androfagami. Później obydwaj pracują nad stołem sekcyjnym i badają swoje znaleziska. Chociaż sami ze spotkań z potworami wychodzą cało, to nie znaczy, że potwory nie mają swoich ofiar… Wręcz przeciwnie! Dlatego tak niebezpieczne jest zajęcie, którym parają się doktor i jego asystent, i tak ważne jest zapobieżenie szerszemu rozprzestrzenianiu się działalności stworów.

O ile ten telegraficzny skrót tego, co dzieje się w toku fabuły, być może zapowiada się całkiem obiecująco, to szczerze powiem, że książka wzbudziła we mnie bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony bardzo podobał mi się klimat grozy, jaki autorowi udało się wykreować. Sceny na cmentarzu czy spotkania oko w oko ze stworami robią mocne wrażenie. Nie brakuje też krwistej makabry i jakże dosadnych opisów.

Sześć stóp od drzwi leżało twarzą w dół ciało (…). Głowa spoczywała wzdłuż ramienia, niemal prostopadle do tułowia, bo szyja została częściowo oderwana od ramion, widać było kręgosłup i serpentyny żył oraz ścięgna i mięśnie. Tył głowy został rozbity, z rany wyciekł mózg: pulpiasta masa, niczym szary rozrobiony twaróg wylewający się z pękniętej misy[1].

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie bardzo toporne tempo akcji – zbyt wiele tu się nie dzieje. Ja, jako czytelnik już od dawna pełnoletni, byłam nim znużona, więc jak może je odebrać czytelnik w wieku młodzieńczym, którego często tak trudno nakłonić do czytania? Sceny rodem z horrorów obecne są tutaj tylko sporadycznie (choć są naprawdę dobre), a cała reszta – to masa męczących dialogów i zbędnego słowolejstwa autora. Jestem również zaszokowana sugestią wydawcy na okładce, jakoby książka nadawała się dla młodzieży w wieku powyżej 14 lat. Wątpię, czy tak młodzi ludzie powinni czytać tak mocne opisy, w których krew leje się litrami, wnętrzności potworów czy ofiar wypływają z ciał, a stwory wychodzą z grobów. Powiedziałabym, że raczej jest to książka odpowiednia dla wieku 16-17 lat. Choć niektórzy może uznają, że nazbyt czepiam się szczegółów, zważywszy na krwawe i pełne agresji gry komputerowe, w których dzieciaki się lubują…

Ocena, którą książce wystawiam, jest dość wysoka tylko z uwagi na jej dobry klimat i makabrę – te wyszły autorowi przednio. Gdyby nie to, końcowa nota byłaby jeszcze niższa.

Ocena: 3/6




[1] W.J. Henry, Badacz potworów, Jaguar, Warszawa 2014, s. 249.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Jaguar.
Wyzwania: Czytamy literaturę amerykańską.

piątek, 2 maja 2014

Syberia. Moje miejsce na ziemi - Theodor Kröger




tłumaczenie: Bronisław Pionke
tytuł oryginału: Das vergessene Dorf
wydawnictwo: Replika
data wydania: 20 maja 2014 recenzja przedpremierowa


Gdyby ktoś zapytał mnie, który region świata wypada wyjątkowo wyraziście w odsłonie literackiej, to bez wahania wskazałabym Syberię. Skrajności klimatyczne: gorące lata obfitujące w gwałtowne burze i ulewne deszcze oraz srogie zimy, w których mróz, śnieżyce i przenikliwy wiatr utrudniają nawet myślenie, nie mówiąc o w miarę normalnym funkcjonowaniu – jest to region szalenie trudny do życia dla ludzi, jednak nawet tam znajdują się osady, w których mieszkańcy starają się dostosować do warunków, jakie serwuje im przyroda. Przekonał się o tym Theodor Kröger – autor autobiograficznej powieści pt. Syberia. Moje miejsce na ziemi, w której opowiada nie tyle o całym swoim życiu, co o tej jego części, w której przyszło mu wieść trudny żywot właśnie na Syberii, w miejscowości Nikitino.

Autor rozpoczyna swoją opowieść w okresie początków I wojny światowej. Jako Niemiec mieszkający w Petersburgu uznawany był przez władze rosyjskie za wroga numer jeden –posądzony o szpiegostwo z marszu skazany został na karę śmierci. Ostatecznie jednak wyrok zmieniono na dożywotnie zesłanie na Syberię i życie pod czujnym okiem strażników.

Początkowo wydaje się, że życie w takim miejscu jest gorsze niż nawet najdłuższa kara w murach więziennych. Oprócz niesprzyjających warunków pogodowych Kröger musiał przywyknąć do fatalnych warunków mieszkaniowych, w których robactwo wyzierało niemal z każdego kąta, do biedy oraz do społeczności Nikitino, której specyfika polegała na tym, że brak regularnego spożywania alkoholu skutkował wykluczeniem. Sprawę asymilacji w nowym otoczeniu mocno utrudniła również niemiecka narodowość autora. Mimo wszystko przypływ gotówki, jakże pożądany, odmienił jego życie – w ciągu kilku dni stał się poważany wśród ludności, a policja nie pilnowała go już tak gorliwie jak na początku. Renoma, jakiej się dorobił, pozwoliła mu z czasem na wprowadzanie stopniowych zmian w miasteczku – pojawił się pomysł otworzenia szkoły a nawet kina. Sam Kröger zaś wkrótce zakochał się z wzajemnością i nawet rozkręcił własny biznes. Mimo to jeszcze wiele kłód rzucono mu pod nogi – jego opowieść to nie jest bajka o sielskim życiu na łonie przyrody…

Trzeba przyznać, że w czasie zsyłki na Syberię autor naprawdę wiele przeszedł. O wszystkich tych przeżyciach opowiada bardzo szczegółowo i bardzo wyraziście. Przechodziły mnie ciarki po plecach, kiedy opowiadał o pobycie w kazamatach, w twierdzy Schlisselburg, kiedy z przerażającą dokładnością opisywał, jak był o krok od szaleństwa, będąc zamkniętym w ciasnej, ciemnej i wilgotnej celi, broniąc się przez wygłodniałymi szczurami i wszędobylskimi pająkami.

Moimi największymi wrogami są szczury(…). Od czasu, kiedy w misce znalazłem kawałek szkła, przecinam im gardła i ciepłą krwią ogrzewam sobie ręce[1].

Nie inaczej opisuje swoje losy w Nikitino – surowość, bezwzględność i majestat Syberii oddał wręcz po mistrzowsku. Świetnie poradził sobie z charakterystyką tamtejszej społeczności, obnażając jej wady, nieustające ciągoty do kieliszka, ale także i zalety, w szczególności ludności tatarskiej. Styl autora jest dość specyficzny, ale myślę, że dobrze oddaje ducha tamtych czasów, choć jego język chwilami zdawał mi się nazbyt oficjalny.

Byłabym gotowa uznać tę powieść za wolną od wszelakich wad, jednak jest coś, na czym książka ta nieco traci. O ile początek jest szalenie intrygujący i porywający, to środkowa część (z akcją w miasteczku) w pewnym momencie zaczyna się dłużyć, przeżycia autora stają się monotonne i związane są właściwie wyłącznie z codziennością życia w Nikitino. Mimo to warto dotrwać do końca, bo epilog nie daje chwili wytchnienia, zostawiając nas z bardzo trudnym emocjonalnie zakończeniem.

Zatem komu polecam Syberię...? Osobom lubującym się w opowieściach życiowych, które nie są jedynie wytworem fantazji autora, fanom szczegółowych opisów miejsc, zdarzeń oraz uczuć bohaterów, czytelnikom zainteresowanym historią Syberii oraz zaintrygowanym jej surowością, fanom powieści, których akcja osadzona jest właśnie tam. Mimo niewielkiego mankamentu powieść Theodora Krögera jest naprawdę warta poznania.

Ocena: 4.5/6




[1] T. Kröger, Syberia. Moje miejsce na ziemi, Replika, Zakrzewo 2014, s. 23.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Replika.

czwartek, 1 maja 2014

Kuferek - majowa odsłona





Dziś zajmę Wam tylko mała chwilkę, bo chcę jedynie obwieścić, że Kuferek Książkówki powrócił. :) Na ten miesiąc włączam możliwość komentowania osobom niezalogowanym, ale jeśli spam znów zacznie mnie nękać, to od czerwca znów ją wyłączę. Zapraszam do Kuferka - tam znajdziecie nowe tytuły. :) Kwiecień na pewno przyniósł Wam ogrom powodów do radości, o których chcecie mi opowiedzieć. :)