sobota, 15 listopada 2014

Sobotnie refleksje o blogowych aferkach...




Miniony czwartek - na Faceboooku widzę link do wpisu Ani, który informuje m.in. mnie o nowej blogowej aferce. Okazuje się, że my - recenzenci amatorzy - jesteśmy do d... w tym, co robimy. Piszemy przesłodzone recenzje marnych książek... I w ogóle nie potrafimy pisać recenzji... bo tak naprawdę tylko streszczamy to, co przeczytaliśmy... itede...itepe...

Wczorajszy piątek - Marta pokazuje mi kolejną aferkę. Dla odmiany, tym razem chodzi o krytyczną recenzję pewnej książki. Autorowi mocno nie spodobał się tekst jednej z blogerek. Ok, miał prawo mu się nie spodobać, miał prawo o tym powiedzieć (tak jak my mamy prawo wypowiadać się w sposób subiektywny o czytanych przez nas lekturach). I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie sposób wyrazu tegoż niezadowolenia. Blogerka została nazwana hejterką i gęsią. 

Miniony poniedziałek - rozmawiam drogą wirtualną z moją siostrą, która mieszka od wielu lat za granicą. Rozmawiamy o typowo marudnym usposobieniu Polaków. O tym, że nam wiecznie coś się nie podoba, że wiecznie coś jest złe i nie takie, że zawsze w całym znajdziemy jakąś dziurę...

Jakże pięknie to obrazują tego typu blogowe afery (między innymi one, oczywiście)... Dlaczego z pola, które daje nam wszystkim tyle frajdy, tyle szczęścia, a niejednemu poczucie spełnienia robimy coraz głębsze i zalatujące fetorem bagno?

Mam świadomość tego, że mój styl pisania nie odpowiada każdemu. I całe szczęście, bo jakże nudno by było, gdyby każdemu podobało się to samo. I ja sama nie zachwycam się każdym napotkanym blogiem. Naturalna sprawa, prawda? Zatem:

1. Nie podoba Ci się czyjś styl pisania/blog? Nie odwiedzaj go, nie komentuj, nie siej zamętu, nie obrażaj. Znajdź inne miejsce w blogowym świecie, które spełni Twoje oczekiwania.

2. Autorze, nie wysyłaj swojej książki do recenzji danemu blogerowi tylko dlatego, że ma świetne statystyki. Zapoznaj się najpierw ze stylem, którym ów bloger się posługuje. Zastanów się czy właśnie taki Tobie odpowiada. 

3. Żyj i daj żyć innym - po prostu. Tobie blog Iksińskiej nie musi się podobać, ale wiedz, że dla Iksińskiej ten blog może być bardzo ważnym elementem w jej życiu. Może tylko on aktualnie daje jej poczucie spełnienia? Nadaje sens codzienności? A Ty włażąc w jej kawałek świata z brudnymi buciorami i obrażając ją, zabierasz jej radość z tego, co kocha robić? Ok, może nie jest w  tym idealna, może nie ma odpowiedniego wykształcenia, by móc pełnoprawnie nazywać się recenzentką, ale robi to, bo to kocha. Bo to jej pasja. Chciałbyś by ktoś zabrał Ci radość z robienia tego, co kochasz? Podejrzewam, że nie... więc nie rób tego innym.

To tyle, jeśli chodzi o telegraficzny skrót moich przemyśleń na temat niegasnących blogowych afer i ciągłego dokuczania sobie nawzajem. Zamiast prowokować kolejne spięcia weźcie do ręki książkę. Taki pięknie brzydki pogodowo do tego weekend akurat mamy... :)

35 komentarzy:

  1. To ja krótko i na temat: Lubię to! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat pogoda nastraja do takich zachowań. Brawo Ewa! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Post AnnRK jest na poziomie w przeciwieństwie do postu wiadomego bloggera/pisarza/tłumacza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się pod każdym akapitem powyższych refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z koleżankami i kolegami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie. Jakby każdy się do tego stosował, to nasze życie byłoby o wiele prostsze. Przecież już dzieci w podstawówce znają zasadę: "Nie podoba Ci się? Nie patrzi i idź porób coś innego". Szkoda, że dorośli o tym zapominają i mamy w internecie tylu 'hejterów".

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja to już w sumie zaczęłam olewać te blogerskie ,,zadymy". Każdy każdego poucza, każdy wie lepiej jak reszta powinna prowadzić swoją działalność... Poza tym, kiedy ludzie się nauczą, że można dyskutować o książce, ale nie obrażać pisarza? Kiedy się nauczą, że można dyskutować o wartości merytorycznej recenzji, a nie obrażać recenzenta? Tak trudno zapamiętać, że przedmiotem dyskusji ma być wytwór, a nie jego autor? Kto by pomyślał, że tyle chamstwa można znaleźć w blogosferze książkowej. Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie, lepiej poczytać jakąś książkę, niż uczestniczyć w bezsensownej i jałowej dyskusji. Te ciągłe afery są strasznie męczące...

    OdpowiedzUsuń
  9. 1. Nie podoba Ci się czyjś styl pisania/blog? Nie odwiedzaj go, nie komentuj, nie siej zamętu, nie obrażaj. Znajdź inne miejsce w blogowym świecie, które spełni Twoje oczekiwania - tak jak blogerki mają prawo oceniać książki, tak internauci mają prawo oceniać blogi recenzentek.

    3. Żyj i daj żyć innym - po prostu. Tobie blog Iksińskiej nie musi się podobać, ale wiedz, że dla Iksińskiej ten blog może być bardzo ważnym elementem w jej życiu. Może tylko on aktualnie daje jej poczucie spełnienia? Nadaje sens codzienności? A Ty włażąc w jej kawałek świata z brudnymi buciorami i obrażając ją, zabierasz jej radość z tego, co kocha robić? Ok, może nie jest w tym idealna, może nie ma odpowiedniego wykształcenia, by móc pełnoprawnie nazywać się recenzentką, ale robi to, bo to kocha. Bo to jej pasja. Chciałbyś by ktoś zabrał Ci radość z robienia tego, co kochasz? Podejrzewam, że nie... więc nie rób tego innym - skoro według recenzentek każda książka musi być idealna i macie prawo włazić z butami w twórczość ludzi, to dlaczego inni nie mogą tego robić na waszych blogach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Oczywiście, ale wszystko powinno się odbywać z zachowaniem kultury. Bez obrażania kogokolwiek.
      2. Nie każda jest idealna i nie każdą tak opisujemy. Wiem, bo sama odwiedzam też inne blogi i czytam teksty na nich umieszczane. "(...)macie prawo włazić z butami w twórczość ludzi(...)" - autor z własnej woli wysyła blogerowi książkę do przeczytania i zrecenzowania, gdzie tu włażenie z butami w jego twórczość?

      Usuń
    2. Drogi Anonimie, oczywiście, że mamy prawo mieszać z błotem kiepską pisaninę. Powiem więcej - mamy nawet taki obowiązek - BA - nawet moralny obowiązek, coby inni ludzie nie zdecydowali się przypadkiem na marnowanie swojego czasu na pseudoliterackie gnioty. Czas to wielki dar, trzeba wykorzystywać go godziwie.

      Poza tym, drogi skrzywdzony pisarzu (podejrzewam, bo się waść nie podpisałeś/aś), jeśli się decydujesz coś napisać i puszczasz to w obieg, to to już nie jest wchodzenie "z buciorami w twórczość" - nikt Ci po szufladach nie grzebie i nie komentuje pamiętników, jak wydałeś, to licz się z tym, że mamy prawo to przecież czytać i oceniać. Nie ma coś takiego, jak "wchodzenie z buciorami w twórczość", można "wchodzić z buciorami w czyjeś życie", to dwie różne sprawy.

      Booooże, dlaczego wciąż trzeba ludziom tłumaczyć OCZYWISTOŚCI....??????????

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. I 100% tchórzostwa z Twojej strony. Brak odwagi, by się podpisać z imienia i nazwiska Anonimie?

      Usuń
    2. Tak najłatwiej. Skrytykować, obrazić, ale anonimowo, bo nie ma się odwagi, żeby podpisać się pod własną wypowiedzią - tak jakby piszący wstydził się swoich słów i nie miał odwagi podpisać się pod nimi.

      Usuń
  11. Ech... Mądrzy ludzie już mi wytłumaczyli, że przeżywanie tego typu afer nie ma sensu, w związku z czym stwierdziłam, że już nie będę dolewać oliwy do ognia, za to robić swoje, cieszyć się z tego, co mi wychodzi i poprawiać to, co poprawek wymaga. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi. :) Zająć się sobą i darować sobie uczestnictwo w tych przepychankach. :)

      Usuń
    2. Nawet nie odpowiadałam na komentarze spod tego nieszczęsnego postu. Zresztą, jest już nowa afera, więc i tak już przestałam nadążać :D

      Usuń
  12. Masz rację. A od siebie dodam - kultura obowiązuje wszędzie. Można komuś zwrócić uwagę czy nawet "dać popalić" używając kulturalnych słów.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowość w Internecie daje władzę, która idzie zbyt daleko. Wyrażając opinie powinniśmy kierować się poczuciem smaku, zakładać te same filtry, które stosujemy w realu.
    Swoją drogą - nie rozumiem zjawiska ekscytowania się kiepskimi blogami, czerstwymi wypowiedziami i beznadziejnym stylem (bądź jego brakiem). Jeśli czytanie konkretnego tekstu konkretnej osoby sprawia mi ból, to bez żalu żegnam się z nimi na amen.
    Celujący z wuefu za aktywność, mimo słabych wyników - zdarza się, że chęci znaczą wiele więcej niż umiejętności.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aż chyba sama napiszę posta o aferkach, bo... Często chętnie bym się wypowiedziała... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Amen. Podpisuję się:)
    Żyj i pozwól żyć innym, sama się tego trzymam i niektórzy też mogliby się do tego zacząć stosować.
    Ja ostatnio ograniczam moje "przebywanie" w internecie, część afer mnie omija i dobrze, zdrowsza wtedy jestem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Normalnie już przestaję być na bieżąco z tymi blogowymi aferami.... No za cienki Bolek jestem, nie bywam chyba tam gdzie trzeba :P hihi
    Ale mam ich już dość i napiszę tyle: całkowicie się z Tobą zgadzam w tych 3 punktach Ewa!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Też już mam dość tych afer. Zgadzam się z Tobą w punkcie pierwszym, drugim i trzecim. A zdanie przedostatnie jest najlepsze :)
    Bym napisała pewnie na ten temat więcej, ale sądzę, że lepiej będzie jak to wszystko ucichnie i wróci do nomy. Nie ma sensu kłócić się z pewnymi osobami, bo jak znam życie i tak nic do nich nie dotrze.

    http://ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Skandale i afery mają tę cudowną cechę, że przyciągają gapiów... Przysłowiowe "baleron rzucili" - lat 80'tych .Chwalny Pana (Alleluja), że są.

    Jednak (i tu istota rzeczy samej) krytyka zarówno literatury, jak i bloga, winna smakować niczym dowcip Zagłoby.

    No. Chyba, że komuś wstyd się podpisać pod swoim słowem... To se można popierdzieć w klawiaturę.


    Z pozdrowieniem dla Pań, Panów komentujących i Autorki komentowanego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Im częściej się o aferach mówi i je komentuje, tym dłużej żyją. Lepiej je zdusić w zarodku, dlatego "no comment" i róbmy swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zaintrygowałaś mnie postem na FB, musiałam zajrzeć by sprawdzić cóź się znowu na naszym podwórku wydarzyło ;-) I powiem Ci że tym razem moje zdanie jest gdzieś pomiędzy Twoim i tym przedstawionym przez Anonimowego (szkoda tylko że takowy za przeproszeniem nie miał jaj by się podpisać) Nie ulega wątpliwości że używanie takich słów jak gęś względem autorki rzeczowej, krytycznej recenzji to przegięcie i takie zachowania trzeba piętnować. Powiem więcej, mam już dość ogólników w takich sprawach, jestem za przedstawianiem konkretów. Dotyczy to nie tylko wyżej przedstawionej sytuacji ale np przypadków w których blogerzy dostają propozycje pisania recenzji od autora lub wydawnictwa które z góry zastrzega że recenzja ma być pozytywna. Sama z czymś takim jeszcze się nie spotkałam ale czytałam już dziesiątki wpisów na blogu czy FB gdzie osoba jest oburzona takim zachowaniem lecz ... nie zniży się do tego poziomu by zdradzić o kogo czy też o jakie wydawnictwo chodzi. A ja bardzo chciałabym wiedzieć by nie ulec sugestiom osób ktore na takie warunki się zgodzą. W moim odczuciu jasne stawianie tego typu spraw miałoby szanse ukrócić tego typu praktyki. bo póki co jedynie się wkurzamy i kręcimy w kółko a rozwiązań dla tego typu praktyk nie widać... Trochę odbiegłam od głównego tematu ale co tam ;-)
    Osobiście nie widzę nic złego w stwierdzeniu że pewna część blogów jest na naprawdę słabym poziomie bo tak naprawdę jest. Po lekturze każdej książki zaglądam na kilka mniej lub bardziej przypadkowych blogów i czytam jej recenzję. Ot z ciekawości czy inni blogerzy mają podobne odczucia jak ja. Aż włos się jeży gdy człowiek czyta niektóre recenzje które naprawdę ograniczają się do daleko idącego streszczenia i pary ogólników typu - książka mi się podobała. Sama nie mam ani czasu ani chęci by pod każdą taką recenzją pisać co o niej myślę, jestem jednak zdania że ludzie mają prawo napisać że jest naprawdę słaba. Podobnie jak autorzy udostępniamy teksty dla wszystkich i musimy liczyć się z tym że części osób to co piszemy w ogóle nie przypadnie do gustu. I że niektóre z tych osób nie będą przebierały w słowach, pragnąc nas o tym poinformować. Nieraz spotykałam się ze stwierdzeniami że dana książka to gniot, pisarz w ogóle nie ma pojęcia o pisaniu, gdzieś kiedyś była nawet akcja w której robiono listę książek które nie są warte papieru na którym zostały wydane. Bronimy naszego prawa do wyrażania myśli, nawet dosadnie - liczmy się więc z tym że podobna krytyka, mniej lub bardziej wyrafinowana może dotkąć nas samych. Jasne, najłatwiej jest po prostu olać blog który ewidentnie nam się nie podoba, z drugiej strony sama mam w zwyczaju czytać do końca każdą napoczętą książkę, nawet jeśli po paru stronach wiem, że nie będzie mi się podobać....Czemu więc inni nie mieliby mieć prawa czytać i krytykować bloga? Nie jestem pewna czy udało mi się zebrać do kupy wszystko o czym w związku z tym postem rozmyślałam - ułomność kobiety w ciąży:-) ale najważniejsze chyba poruszyłam. Pozdrawiam! ps za to w punkcie 2 popieram Cię w całej okazałości :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. No właśnie czytałam ten tekst o tym, jak bardzo do du*y jestem. Wkurzyłam się. nie chcę wszystkiego wymieniać na kasę, co widocznie od razu robi ze mnie debila, bo świadomie rezygnuję z kokosów. No proszę Cię...

    OdpowiedzUsuń
  22. cóż mogę dodać sporo na ten temat przegadałyśmy. Ja chcę by ludzie mi pisali co jeszcze dodać do opinii, co ominęłam, ale zawsze musi być to kulturalna forma, bo ja takiej używam - inaczej nie rozmawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Szkoda, że ostatnio tyle tych afer. Przecież blog ma być dla nas przyjemnością, a nie stresem czy ringiem. Strach pisać źle o książkach, bo powiedzą, żeś gęś i nie masz przygotowania. Strach pisać dobrze, bo powiedzą, że laurki. Niech każdy pisze z własnym sumieniem, amen.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wspaniale to ujęłaś. W sumie nie mam nic do dodania.
    Ten temat ciągle wraca i pewnie będzie jeszcze wielokrotnie wracał. Na szczęście są i tacy autorzy, którzy mają dystans do siebie i swojej twórczości.
    Ale zamiast pisać to, co już wszyscy wiemy, faktycznie wracam do lektury. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zgadzam się z Tobą, wypunktowałaś to celnie. Obserwuję sobie tę wojenkę i wydaje mi się czy aby to zamieszanie nie zostało celowo wywołane. To jednak też forma reklamy. Co prawda kontrowersyjna, ale jednak fala poszła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Celowo, co ów autor już sam przyznał. :) Nie zmienia to jednak faktu, że są do jasnej ciasnej jakieś granice, których przekraczać się nie powinno...

      Usuń
  26. A wiesz, że przez ten wpis poczułam się zadowolona...przytaczasz 3 afery blogowe o których ja nie mam zielonego pojęcia i nawet mnie to nie ciekawi :] Wiec pomyślałam sobie, że jestem daleka od tego wszystkiego i dobrze mi z tym. Piszę sobie o książkach, ktore przeczytam lub filmach, które obejrzę i nie liczę każdego komentarza :) Robię błędy, pisze bzdury, czasem słodzę, czasem marudzę na książkę i kto mi zabroni? Mój blog, moje zasady :P

    Przyłączam się do Twojego apelu :)

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.