Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeffery Deaver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeffery Deaver. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 maja 2014

Październikowa lista - Jeffery Deaver





tłumaczenie: Łukasz Praski
tytuł oryginału: October List
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 22 kwietnia 2014
ISBN: 9788378397502

Nie mogę powiedzieć, by za pierwszym razem słynny na całym świecie pisarz thrillerów Jeffrey Deaver zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Właściwie nie zrobił nawet dobrego… Spodziewałam się, po licznych pochwałach jego książek, że swoim stylem, wplecionym w doskonałą fabułę, wgniecie mnie w fotel, a tymczasem zwyczajnie mnie znudził. Tak było w przypadku powieści Mag. Mimo to obiecałam sobie, że dam mu jeszcze szansę, choćby po to, by zapoznać się z pierwowzorem filmu Kolekcjoner kości. Na flagową powieść Deavera z pewnością przyjdzie jeszcze czas, tymczasem w ręce wpadł mi jego najnowszy tytuł, czyli Październikowa lista.

Przez znaczną część lektury nic nie zapowiadało jakiejś spektakularnej zmiany w moim podejściu do pisarstwa tego pana, choć przyznaję, że już na starcie był w stanie mnie zaskoczyć. Czym? Tym, że po otwarciu książki, zamiast ujrzeć rozdział numer jeden, zobaczyłam… trzydziesty szósty. Deaver postanowił opowiedzieć tę historię od końca. Już na pierwszych kartach powieści poznajemy Gabrielę – szalejącą z niepokoju matkę sześcioletniej Sarah. Dziewczynka została uprowadzona i nie wiadomo, co się z nią dzieje aż do dnia, w którym do drzwi Gabrieli puka nie kto inny, jak sam porywacz. Jego żądania są konkretne: pół miliona dolarów oraz tajemnicza „październikowa lista”. Co zawiera? Dlaczego jest tak cenna dla porywacza? I czy mała Sarah wróci do matki?

Gdy poznałam odpowiedzi na wszystkie te pytania, uśmiech nie schodził mi z twarzy przez pół dnia. Deaver zdołał uśpić czujność starego wyjadacza w dziedzinie czytania thrillerów, omamił mnie i wywiódł w pole, czyli zrobił mnie w bambuko. Naprawdę! Zakończenie (a właściwie początek) powieści jest fenomenalne i właśnie dla niego warto przemęczyć się przez znaczną część dość nużącej lektury i mało (albo wcale) wyrazistych bohaterów. Do minusów powieści po raz kolejny muszę zaliczyć jej klimat. Długo nie byłam w stanie w niego wsiąknąć ani zżyć się z bohaterami. Jednak czytałam dalej, bo przecież musiałam dowiedzieć się, co się dzieje z małą i co zawiera tajemnicza lista. Dopiero zakończenie sprawiło, że książki nie ocenię tak nisko, jak pierwotnie miałam w planach.

Po lekturze skusiłam się na przejrzenie kilku recenzji Październikowej listy. W jednej z nich spotkałam się ze stwierdzeniem, że książkę spokojnie można czytać od końca – absolutnie odradzam takie postępowanie! W ten sposób tego, co najlepsze, dowiecie się już na początku i tym samym pozbawicie siebie efektu zaskoczenia, który jest najmocniejszą stroną tej pozycji.

Ostatecznie Deaver znów nie rzucił mnie na kolana, jednak spisał się znacznie lepiej niż podczas mojego pierwszego spotkania z jego twórczością. Kolejne na pewno będzie związane z jednym z jego starszych tytułów, co obiecuję oficjalnie Wam, a także sobie samej, natomiast zagorzałych fanów pisarza, jak i nietypowych rozwiązań w konstruowaniu powieści odsyłam do Październikowej listy.

Ocena: 4.5/6







Oficjalna recenzja dla Lubimy Czytać - LINK.

piątek, 20 grudnia 2013

"Mag" Jeffery Deaver





tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
tytuł oryginału: The Vanished Man. A Lincoln Rhyme novel
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: marzec 2009
ISBN: 9788376480794
liczba stron: 448


Czego oczekujecie od kryminałów i thrillerów? Jeśli o mnie chodzi, to jednym z najważniejszych ich aspektów, na który zwracam szczególną uwagę, jest realizm. Im bardziej wiarygodna zbrodnia i prawdopodobny morderca, tym lepiej, bo wtedy zaczynam się bać. Boję się i wierzę, że dana historia mogłaby się wydarzyć naprawdę, a to działa na wyobraźnię najmocniej. Od thrillera psychologicznego, który czytałam w ostatnich dniach, też tego oczekiwałam, mimo że już sam tytuł dawał odczuć, że może być nieco inaczej.

„Mag” Jeffery’a Deavera była pierwszą książką tego pisarza, jaką miałam okazję przeczytać. Bardzo chciałam zakosztować prozy tego autora i zasugerowałam się przy wyborze oceną punktową na jednej z internetowych biblioteczek. Ocena była bardzo wysoka, więc wkrótce do mojego domu wprowadził się… iluzjonista.

Nie byle jaki to prestidigitator, bo ze skłonnościami do morderstw. Co ciekawe – do morderstw, które traktuje każdorazowo jak występ przed publicznością. Tyle że rekwizytami scenicznymi są ofiary, a publicznością – policja i społeczeństwo. A wszystko zaczęło się od nietypowej zbrodni w szkole muzycznej w Nowym Jorku. Policja, docierając na miejsce przestępstwa na czas, jest przekonana, że ma psychopatę w garści, gdy ten zamyka się w jednym ze szkolnych pomieszczeń. Po otwarciu drzwi okazuje się, że pokój jest pusty, po mordercy nie ma prawie żadnego śladu, a to, co jest, niewiele wnosi do prowadzonego śledztwa.

Poszukiwaniem mordercy zajmuje się ambitna funkcjonariuszka Amelia Sachs wraz z niepełnosprawnym Lincolnem Rhymem, który jest pomocny dzięki swojemu doświadczeniu. Ich współpraca szybko przynosi efekty, bowiem okazuje się, że poszukiwany zabójca jest mistrzem w dziedzinie iluzji. Jednak cała sprawa, choć z pozoru nieskomplikowana, okazuje się być bardzo zagmatwana i nie taka oczywista, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Tak jak w świecie iluzji – nic nie jest tym, czym wydaje się być…

Jeffery Deaver
źródło: www.lubimyczytac.pl
I niby wszystko z tą powieścią jest w porządku – nawet bardzo. Od strony technicznej niczego jej nie brak, naprawdę nie jestem w stanie do niczego się przyczepić. Jest wartka akcja i jej liczne zwroty, jest też dbałość autora o szczegóły w relacjonowanym śledztwie. Żeby było jeszcze ciekawiej, to w toku dochodzenia poznajemy też tajniki pracy iluzjonistów (!). Ale… jest coś, co całość powieści troszkę mi „oszpeciła”. Chodzi o coś, co dla większości jest największym plusem tej powieści, a o czym wspomniałam na początku. Fabuła opiera się na magii, a raczej sztuce iluzji, i co za tym idzie, główny podejrzany w sprawie właśnie tym się zajmuje. I co mam powiedzieć? Że podejrzany uciekający przed policją dzięki petardom i zasłonie dymnej zrobił na mnie mrożące krew w żyłach wrażenie? Że się go bałam? Absolutnie nie. Tego wątku powieści niestety nie „kupiłam” – jak to się mówi. Zabrakło mi realizmu i prawdopodobieństwa, które najbardziej cenię w tym gatunku.

Ostatecznie całość wypada bardzo dobrze, ale nie przemawia do mnie wątek iluzjonistyczny. Oczywiście jest to moje wrażenie, wybitnie subiektywny wniosek, dlatego wy nie musicie się nim kierować przy wyborze tej lektury. Wiedzcie, że technicznie powieść jest bardzo dobra, dopracowana i szczegółowa – to niech przemawia na jej zdecydowaną korzyść i zachęca was do sięgnięcia po „Maga” Deavera.

Ocena: 4/6

Wyzwania: "Czytamy Polecane Książki" z polecenia Marty"Kryminalne wyzwanie".