Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ransom Riggs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ransom Riggs. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2015

Miasto cieni - Ransom Riggs





cykl: Pani Peregrine (tom 2)
tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
tytuł oryginału: Hollow city
wydawnictwo: Media Rodzina
data wydania: 30 października 2014
ISBN: 9788380080102
liczba stron: 460


Jaki ten dzień szary, bury i… zwyczajny. Jeszcze wczoraj płynęłam łodzią poruszaną w takt spienionych morskich fal, dziś moje ciało stabilnie trzyma się fotela. Jeszcze wczoraj przemierzałam mroczne zakamarki szumiących gęstwin lasu, wypatrując wroga tuż za moim ramieniem, dziś beznamiętnie spoglądam w monitor komputera. Jeszcze wczoraj chowałam się przed ścigającymi mnie sterowcami i żądnymi mojej krwi upiorami, a dziś… Już wiem! Dziś Wam o tym wszystkim opowiem i przeżyję to wszystko ponownie!

W ostatnich dniach miałam ogromną przyjemność spędzić czas ze starym (choć wiekowo młodziutkim) znajomym Jacobem, bohaterem powieści Ransoma Riggsa pt. „Osobliwy dom pani Peregrine” oraz jej kontynuacji – „Miasto cieni”. Gdy w roku 2012 dopiero zawiązywała się między nami ta specyficzna przyjaźń, nie sądziłam, że będzie tak trwała i że wywrze na mnie tak silne wrażenie. Bo Jacob to nie jest zwykły chłopiec, to chłopiec o s o b l i w y.

Z Jacobem poznaliśmy się w trudnym dla niego momencie: gdy jego ukochany dziadek umierał. Zanim jednak odszedł z ziemskiego padołu, zostawił w jego pamięci wiele niesamowitych opowieści, które odciskały na nim piętno. Zatroskani rodzice chłopca posłali go nawet na psychoterapię, jednak terapeuta – zamiast przepisać mu garść tabletek i odesłać do domu – zasugerował długą i daleką podróż… Podróż śladami opowieści seniora rodu, której meta znajdowała w tajemniczym i mrocznym sierocińcu na pewnej odległej wyspie.

Od tamtych wydarzeń minęło już trochę czasu, ale przygody Jacoba na tym się nie zakończyły. Wręcz przeciwnie: jeszcze ich przybyło! Wraz z gromadką bogato obdarzonych w różne niesamowite zdolności przyjaciół chłopiec musi ratować panią Peregrine (dyrektorkę wspomnianego już sierocińca), której życie wisi na włosku. Zadanie łatwe nie jest, zwłaszcza że po ratunek młodzi bohaterowie muszą udać się aż do ogarniętego wojną Londynu – a ty, drogi Czytelniku, wraz z nim.

Tak jak on i ja, będziesz uciekać przed wrogiem, który osaczy cię ze wszelkich możliwych stron, z lądu i z powietrza. Poznasz nowe miejsca i nieznane ci wcześniej istoty – emurafy (będące krzyżówką osła i żyrafy), mówiącego psa z wyższych sfer, którego maniery, obycie oraz fajka w pysku przywodzą na myśl samego Sherlocka Holmesa, czy kury armagedońskie znoszące wybuchające jaja. Będziesz ryzykować własne życie, uciekając przed świstem kul pędzącym pociągiem i walcząc z głęboką wodą. Poznasz Londyn, ale nie ten spokojny, senny i deszczowy: Londyn opustoszały, schowany pod gruzami, gdzie nadal spadają niemieckie bomby. Zmierzysz się także z całym złem i okrucieństwem wojny z perspektywy dziecka. Nie myśl jednak, że czeka cię tylko to, co najgorsze. Doświadczysz też życzliwości, poznasz smak pierwszej miłości oraz podejmiesz pierwsze poważne decyzje, które zaważą na twoim losie…Wszystko to w towarzystwie Jacoba i jego osobliwych przyjaciół.

O to, by nikt nie nudził się podczas lektury „Miasta cieni”, zatroszczył się w wyśmienity sposób jej autor – Ransom Riggs. Nie mogę wyjść z podziwu dla jego talentu i niebywałej wyobraźni. Pisarz stworzył wspaniałą i porywającą historię, wykreował szalenie barwne postacie, które prześcigają się w oryginalności, osadził całość w różnych miejscach (z czego kluczowym jest zniszczony wojną Londyn) i opisał to plastycznym, choć nadal przystępnym językiem. Umiejętności budowania klimatu oraz napięcia mogliby się uczyć od niego nawet najlepsi twórcy powieści: gdy trzeba, jest zabawnie, czasem gorzko i smutno, kiedy indziej słodko i romantycznie, a nierzadko też strrrraszno! Na wyróżnienie zasługuje też bardzo wyrazisty obraz wojny (albo raczej ich następstw) widzianej oczyma dziecka: ta dziecięca wrażliwość na zło, brak akceptacji dla wojennych realiów, brak zrozumienia dla postępowania dorosłych…

Doprawdy, kontynuacja „Osobliwego domu pani Peregrine” to istne mistrzostwo! Jestem nią zwyczajnie zachwycona i pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w moim odczuciu druga część jest lepsza od pierwszej. Jedyne, co nie daje mi spokoju, to fakt, że twórczość Riggsa jest w Polsce chyba stosunkowo mało znana. Owszem, to dopiero dwie książki, ale są to powieści tak dobre i godne rozgłosu, że dziwię się, iż nikt z moich znajomych o nim wcześniej nie słyszał, a na blogach recenzenckich jest go naprawdę mało. Gdyby tak młodzież rzuciła w kąt te kiczowate, zmierzchopodobne historie i sięgnęła po przygody Jacoba…

Mam nadzieję, że przyszłoroczna ekranizacja „Osobliwego domu…” dużo w tej materii zmieni. A skoro za reżyserię filmu bierze się sam Tim Burton, to znak, że książka musi być dobra – niech to będzie zachęta dla wciąż nieprzekonanych. Sama zaś czekam z niecierpliwością zarówno na obraz Burtona, jak i… trzecią część przygód Jacoba, która już się pisze!

Ocena: 6+/6


Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać - LINK.

poniedziałek, 19 listopada 2012

"Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs






Data wydania: listopad 2012
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 398
ISBN: 978-83-7278-646-3




Podejrzewam, że każdy z Was zetknął się choć raz w życiu z taką książką, którą pragnął posiadać od pierwszego wejrzenia. Wystarczył opis, kusząca recenzja albo bardzo intrygująca okładka. Ta przypadłość dopadła i mnie ostatnimi czasy. Gdy zobaczyłam recenzję tytułu, o którym chcę tym razem Wam opowiedzieć, wiedziałam, że za wszelką cenę będę musiała go zdobyć. Kusicielką był nie kto inny, jak Krimifantamania i jej recenzja „Osobliwego domu pani Peregrine” autorstwa Ransoma Riggsa.

Biorąc do ręki rzeczony tytuł, już na starcie przeszły mnie dreszcze za sprawą wyjątkowo przerażającej dziewczynki na okładce, delikatnie lewitującej nad ziemią. Już to niosło ze sobą zapowiedź konkretnej dawki fantastyki i grozy. O ile drugiego waloru jest znacznie mniej, niż się spodziewałam, o tyle elementów fantastycznych jest tutaj pod dostatkiem.
A czyja to sprawka? W pierwszej kolejności dziadka głównego bohatera, Abrahama Portmana, i jego niezwykłych opowieści. Tyczyły się one jego żydowskiego pochodzenia, wojny, pobytu w oazie spokoju i bezpieczeństwa (jaką według niego był sierociniec położony na odległej walijskiej wyspie) oraz osaczających go… potworów z przeszłości, które wróciły, by go dopaść. Opowieści jednak urywają się nagle, gdy dziadek umiera w przedziwnych okolicznościach. Jego wnuk imieniem Jacob, oszołomiony tą nagłą stratą oraz wypełniony po końce włosów bajaniem seniora rodu, zaczyna martwić swym stanem rodziców. Co z kolei urasta do tego stopnia, że ci posądzają go o psychiczne zaburzenia i wysyłają na terapię do specjalisty. Ich zaskoczenie przybiera ogromne rozmiary, gdy lekarz zaleca Jacobowi podróż na ową wyspę (oczywiście w celach czysto terapeutycznych). Rodzice nie wiedzą jednak, że chłopiec tym samym wypełni ostatnią wolę nieżyjącego dziadka. Niedługo potem Jacob wraz ze swoim ojcem wyrusza w podróż, której efektem będzie nad wyraz fascynująca i wyjątkowo osobliwa przygoda…

Całość tej historii opiera się na solidnym fundamencie z fotografii. To nimi posiłkował się dziadek, kreśląc wizję sierocińca i to one zmuszały Jacoba do posuwania się coraz dalej w próbach poznania tajemniczej historii jego oraz mieszkańców. To dzięki nim po raz pierwszy zobaczył chłopca z zadziwiającą łatwością dźwigającego głaz, dziewczynkę, która musiała nosić buty z obciążeniem, by nie wznieść się mimowolnie do chmur czy młodzieńca, w ciele którego zamieszkały pszczoły.


zdjęcie pochodzi z książki


To właśnie dzięki tym fotografiom oprawa graficzna „Osobliwego domu…” nabiera zdecydowanego wyrazu i czyni go wyjątkowym. Wszystko to zawarte jest na dobrej jakości papierze i zamknięte jest w twardej oprawie. Fabuła zaś, zbudowana jest lekkim stylem Riggsa, w którym nie brak humoru, przyprawiających o gęsią skórkę opisów, całkiem przyzwoitej fantastyki i dość dobrze wyczuwalnego gotyckiego klimatu. Nie ma mowy o nudzie, bo w zasadzie cały czas coś się dzieje, choć nie ma tu tempa akcji zapierającego dech w piersiach. Osobiście dołożyłabym do fabuły więcej grozy, ale… w końcu to nie ja jestem autorką tej książki. 
Zakończenie jest ciekawe, choć dla mnie troszkę przewidywalne. Daje też nadzieję na dobrą kontynuację w drugiej części. Osobiście jednak najbardziej czekam na ekranizację, której ma podjąć się sam mistrz Tim Burton. Tak osobliwa powieść przeniesiona na ekran przez tak osobliwego reżysera ma szansę jakością prześcignąć papierowy pierwowzór i jakoś nie wątpię, że tak właśnie się stanie. A póki co… zapraszam do lektury!


Ocena: 5/6