Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofie Sarenbrant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofie Sarenbrant. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

"Zamiast ciebie" Sofie Sarenbrant


"I stället för dig" Sofie Sarenbrant



tłumaczenie: Robert Kędzierski
seria/cykl wydawniczy: Agnes tom 2, Czarna Seria
wydawnictwo: Czarna Owca
data wydania: 23 stycznia 2013
ISBN: 978-83-7554-437-4
liczba stron: 320


Gdy przeszłość powraca

Jak może czuć się mężczyzna po zaginięciu swojej ciężarnej żony? Nietrudno się domyślić, że bardzo źle, a jeśli dodać do tego podejrzenia policji, iż to właśnie on stoi za tajemniczym zniknięciem współmałżonki, to sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. A przecież miało być tak pięknie! Postanowili wybrać się na krótkie wakacje wraz z przyjaciółmi i odpocząć od codzienności. Miła rozrywka jednak w pewnym momencie przeradza się w kłótnię, a kolejnego dnia po kobiecie ginie wszelaki ślad… Z tak przykrym scenariuszem wydarzeń zapoznałam się w zeszłym roku, czytając debiut literacki szwedzkiej pisarki, Sofie Sarenbrant, pt. "36 tydzień".

Obecnie przyszła kolej na lekturę drugiej części kryminalnej serii, której akcja toczy się w miasteczku Brantevik (aktualnie autorka pracuje już nad czwartym tomem). Kontynuacja opatrzona jest tytułem „Zamiast ciebie”. Znów spotykamy w niej Tobby'ego, który szesnaście lat wcześniej musiał zmierzyć się z zaginięciem żony, Agnes. Nową, główną postacią w powieści jest ich pełnoletnia już córka, Nicole. W pierwszej chwili chciałam napisać, że to właśnie Nicole powoduje, że znów dochodzi do dramatu w rodzinie, a przeszłość wraca ze zdwojoną siłą, ale tak naprawdę winę za tę dramatyczną sytuację ponosi cała trójka. Przemilczanie prawdy z przeszłości, tajemnice i kłamstwa ostatecznie doprowadzają do tego, że Nicole, podobnie jak jej matka przed laty, ginie w tajemniczych okolicznościach, próbując na własną rękę dotrzeć do prawdziwej wersji zdarzeń sprzed szesnastu lat. Czy Nicole poznała prawdę? Czy wróciła szczęśliwie do domu?


Lektura książki Sarenbrant na pewno przyniesie wam odpowiedzi na te pytania. Ponadto, jeśli macie już za sobą pierwszą część, czyli „36 tydzień”, to szybko zorientujecie się, że pod względem rozbudowania fabuły, jak i przedstawienia głównych bohaterów wypada ona dość blado przy „Zamiast ciebie”. W najnowszej odsłonie tajemniczej opowieści więcej dowiedziałam się o bohaterach, zdecydowanie lepiej poznałam Tobby’ego oraz Agnes – ich rysy osobowościowe są bardziej wyraziste, a odczuwane przez bohaterów emocje – jeszcze bardziej wydobyte. Sposób prezentowania losów postaci spowodował, że zaczęłam wczuwać się w ich sytuację – żal było mi okłamywanej Agnes, która przez długi czas była pewna, że ma wokół siebie życzliwych ludzi. A Tobby? Okazało się, że – niestety – niczym pozytywnym się nie odznaczył, wręcz drażniło mnie jego szczeniackie zachowanie i lekkomyślność.

Sama fabuła powieści, jak już wspomniałam, jest dużo lepiej skonstruowana, akcja biegnie szybko, ciągle coś się dzieje. Ponadto mamy możliwość spojrzenia na życie bohaterów z perspektywy każdego z nich. Nie brakuje tu też retrospekcji. Co warte podkreślenia – autorce udało się tak połączyć wszystkie elementy, by czytelnik nie czuł się przytłoczony ilością wątków czy tempem akcji. W zasadzie jedyne, co nie do końca mi „zagrało” w tej książce, to brak wiarygodności niektórych opisywanych zdarzeń (a to ktoś się na coś zbyt szybko godził, a to komuś za łatwo szło dochodzenie do zamierzonego celu, ktoś inny znów był przeraźliwie łatwowierny…). Jednak to są tylko drobne – moim zdaniem – mankamenty, które nie wpływają na całościową ocenę książki.

Komu polecam oba utwory Sarenbrant? Fanom delikatniejszych thrillerów i kryminałów (nazwałabym je wersją soft). Amatorzy potoku krwi, gęsto ścielących się trupów oraz wyczuwalnego oddechu mordercy na karku niech poszukają innej lektury.


Ocena: 5/6






sobota, 28 lipca 2012

"36 tydzień" Sofie Sarenbrant



"Kryminał z morałem"

„Kochanie, gdybym tylko wiedział, że ten wieczór skończy się w taki sposób, to za żadne skarby świata nie pozwoliłbym Ci odejść samej od naszego stolika. Gdybym tylko wiedział, że za chwilę znikniesz, a kilkanaście godzin później będziesz poszukiwana przez policję, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Jestem głupcem, któremu alkohol odebrał chwilowo rozum i oderwał uwagę od tego, co liczy się w moim życiu najbardziej – od Ciebie i naszego, mającego na dniach się narodzić, dziecka...”

Właśnie tak mogłyby wyglądać myśli Tobby’ego, jednego z bohaterów książki Sofie Sarenbrant pt. „36 tydzień”, w chwili, gdy zaginięcie jego żony Agnes stało się ponurym faktem. Nie tak miał się zakończyć ich wakacyjny wypoczynek, na który wybrali się wraz z parą najlepszych przyjaciół (Johanną, również będącą w ciąży, i Erykiem), ale przecież nikt nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. Najpierw sprzeczka Tobby’ego i Agnes, potem brak kontroli mężczyzny nad ilością spożywanego alkoholu i ostatecznie rezygnacja Agnes ze wspólnej zabawy. Następnego dnia rano Tobby z przerażaniem stwierdza, że jego żona zniknęła. Ponadto wszczęte dochodzenie w sprawie wskazuje, jakby on sam miał coś wspólnego z całym incydentem. Czy tok śledztwa biegnie w odpowiednim kierunku?

O tym każdy z Was może się przekonać na końcu tej trzymającej w napięciu lektury. Autorka długo każe czekać na jakiekolwiek wieści o stanie, w jakim znajduje się Agnes. Gdy już decyduje się na uchylenie rąbka tajemnicy, robi to w sposób bardzo niespodziewany. Od tego momentu nie sposób oderwać się od książki, bo chęć poznania trudnych losów bohaterki jest wprost niepohamowana. O tak, trzeba przyznać, że Sofie Sarenbrant potrafi budować napięcie; początkowo jest ono delikatne, a im dalej wchodzimy w głąb fabuły, tym mocniej przybiera na sile.

Koniecznie muszę też przyznać autorce ogromnego plusa za kreację emocji męża Agnes – są wyraziste, namacalne i bardzo prawdziwe, nie ma w nich krzty przesady czy ckliwości i przesłodzenia, bardzo dobrze oddają to, co może czuć zakochany mężczyzna, gdy miłość jego życia ginie w tajemniczych okolicznościach. Świetnie ukazuje jego zmagania z samym sobą, walkę z bezsilnością oraz przyznanie się do popełnianych błędów.

A zakończenie? Robi wrażenie! Jedna z ostatnich scen poruszyła mnie szczególnie, wywołując dreszcze na ciele. Sarenbrant pokazała, że wcale nie trzeba przyprawiać czytelnika o szybsze bicie serca już na starcie lektury. Można dawkować mocne doznania tak, by na koniec pozostawić najsilniejszą dawkę i sprawić, że odbiorca ma chęć na jeszcze.

Zazwyczaj po zakończonej lekturze sugeruję, kto powinien ją przeczytać, ale tym razem wskażę, kto nie powinien brać jej do rąk. Myślę o młodych mamach i tych kobietach, które dopiero nimi zostaną. Zdecydowanie to lektura zbyt ostra i brutalna (przypominam, że obie bohaterki są w ostatniej fazie ciąży), niektóre z opisanych tu scen mogłyby źle odbić się na samopoczuciu, zatem te panie proszę o odłożenie tej książki na późniejszy czas.

Polecam zaś „36 tydzień” osobom o mocnych nerwach i tym, którzy także w beletrystyce lubią doszukiwać się morałów. Jaki wypływa z tej pozycji? Nie żegnaj się z bliskimi Ci osobami w atmosferze złości i nie przyczyniaj się do czyjegoś smutku w sercu, bo może się nagle okazać, że nie będzie ci dane tego naprawić...

Ocena: 5/6