Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Instytut Wydawniczy Erica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lipca 2014

Parabellum. Horyzont zdarzeń - Remigiusz Mróz




seria/cykl wydawniczy: Parabellum tom 2
wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
data wydania: 27 marca 2014
ISBN: 9788364185205
liczba stron: 312


Gdy w zeszłym roku czytałam pierwszy tom cyklu Parabellum autorstwa Remigiusza Mroza pt. Prędkość ucieczki, nie sądziłam, że tak bardzo przypadnie mi do gustu zarówno cała historia jak i jej bohaterowie – a jednak! Na drugi tom trzeba było troszkę poczekać, ale już teraz mogę Wam zdradzić, że… było warto!

Nim pokrótce opowiem, co dzieje się w drugim tomie, pt. Horyzont zdarzeń, najpierw przypomnę, co jest głównym tematem cyklu – z myślą o tych, którzy jeszcze o nim nie słyszeli. Tłem całej historii był i jest czas drugiej wojny światowej. Postaciami, na których najbardziej skupiamy swoją uwagę jest narzeczeństwo: Maria i Stanisław – para wysokiego ryzyka, można by rzec, ponieważ wybranka Stanisława jest z pochodzenia Żydówką. Przeczuwając, że w Polsce nic dobrego ich nie czeka, postanawiają uciec na zachód i tam, na pewniejszym i spokojniejszym gruncie rozpocząć wspólne życie.

Z kolei gdzieś hen daleko, na froncie z nieprzyjacielem walczy brat Stanisława – Bronek. Łatwo nie jest, ale mężnie daje sobie radę. By cała historia nie była opowiadana oczyma tylko jednej ze stron, poznajemy też działania wroga. Wroga, który chwilami niekoniecznie nim jest albo nie do końca sprawia takie wrażenie. Christian Leitner – to człowiek niby wierny ideałom nazizmu, ale jakby nie ze wszystkimi jego założeniami zgadzający się. Człowiek zdystansowany i chłodny, w którym pewnego dnia budzą się uczucia i to względem nie byle kogo, bo samej Marii.

Z takiego zauroczenia nic dobrego wyniknąć nie może, co potwierdza już sam początek Horyzontu zdarzeń. Fakt spoufalania się, delikatnie rzecz ujmując, wysokiej rangi przedstawiciela rasy panów z Żydówką nie przechodzi bez echa i Leitner zostaje za to ukarany. Wyjątkowo trudne losy spotykają Bronka, który wraz z kompanami będzie próbował odbić kapitana z niewoli. A Maria i Staszek? Nie rezygnują ze swoich marzeń o spokojnym życiu na zachodzie – zmienia się jedynie kraj, do którego chcieliby dotrzeć.

Trzeba przyznać, że autor, podobnie jak w przypadku pierwszego tomu, zadbał solidnie o to, by bohaterowie jego powieści nie nudzili się. Dzieje się tu dużo a nawet jeszcze więcej. Same postacie są jeszcze bardziej wyraziste i lepiej dają się poznać czytelnikowi. Maria ujęła mnie jeszcze mocniej swoją zadziornością i z lekka kąśliwym poczuciem humoru (przyznacie, że zwrot „barani łbie” kierowany do narzeczonego jest nieco osobliwy).

Sama budowa powieści i tempo akcji są niemal identyczne jak te z poprzedniego tomu. Parabellum. Horyzont zdarzeń utrzymuje wysoki poziom poprzednika, trzyma w napięciu i na koniec bardzo sugestywnie nakłania do sięgnięcia po tom trzeci, gdy ten tylko ujrzy światło dzienne. Jak mniemam, przyniesie on wiele niespodzianek w losach bohaterów, na pewno wiele się zmieni. Czy na lepsze, czy na gorsze? Odpowiedź na to pytanie obecnie zna zapewne tylko autor. Oby nam nie kazał zbyt długo czekać na jej poznanie.

Ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorowi.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz




seria/cykl wydawniczy: Parabellum tom 1
wydawnictwo: Instytut Wydawniczy ERICA
data wydania: 10 września 2013
ISBN: 9788362329939
liczba stron: 411


Czas II wojny światowej przywoływany jest w literaturze bardzo często – mam wrażenie, że nawet częściej niż inne wydarzenia historyczne. Najwięcej jest o nim mowy – co chyba naturalne – w literaturze faktu, ale i krąg beletrystyki czerpie z tego tematu całymi garściami. Historii, których akcja toczy się w tym właśnie okresie, nie brakuje; jest w czym wybierać. Dlatego przed autorami, decydującymi się właśnie na II wojnę światową jako tło historyczne swoich powieści, stoi bardzo wysoka poprzeczka: napisać coś, co nie zginie w natłoku innych tytułów, ale się wyróżni i zapadnie w pamięć.

Ostatnio wpadł mi w ręce jeden z takich tytułów, którego autorem jest nasz rodzimy pisarz, Remigiusz Mróz. Zapoczątkował on cykl powieści tomem pt. „Parabellum. Prędkość ucieczki”. Mamy tu rok 1939, groźba wkroczenia wojsk niemieckich do Polski jest już bardzo realna, tak jak i rozpoczęcie działań militarnych. Nikt jednak nie wiedział, że będzie to konflikt na tak wielką skalę – spodziewano się krótkiego czasu trwania walk, które nie dotkną cywilów. Stało się jednak inaczej. Braci Zaniewskich wojna zastała w dwóch różnych miejscach. Bronek odbywa służbę wojskową pod rumuńską granicą, a jego młodszy brat Stanisław jest szczęśliwie zakochany i planuje zaręczyny, spokojnie żyjąc w Warszawie. I nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jego wybranka jest z pochodzenia Żydówką. Pewne jest, że ojciec Stanisława nie będzie z tego faktu zadowolony. Jednak to nic w porównaniu z losem, jaki czeka Żydów po rozpoczęciu wojny – o tym Stanisławowi przyjdzie się zapewne dopiero przekonać…

Nadchodzi wrzesień, Niemcy wkraczają na teren Polski i wojna się rozpoczyna. Bronek przebywa w tym czasie w wojsku i ma na głowie wyjątkowo błahe problemy, zupełnie nieprzystające do tego, co zaczyna się dziać wokół, np. popada w konflikt ze swoim przełożonym Chwieduszką i dochodzi do bójki między nimi. Tymczasem na Polskę spadają pierwsze bomby…

Stanisław i jego ukochana Maria, wiedząc, że nic dobrego nie czeka ich w kraju, planują ucieczkę na zachód – można by powiedzieć, że wprost w paszczę lwa, ale oni widzą w tym szansę na ratunek. W daleką podróż wybiera się z nimi miejscowy oprych, który zapewnia całej trójce fałszywe dokumenty wystawione na austriackich dziennikarzy. Nie jest on łatwym kompanem w tak dalekiej wędrówce, dlatego i z jego powodu wiele się wydarzy podczas długiej tułaczki bohaterów…

Akcję książki śledzimy też z perspektywy Niemców, co umożliwia nam wprowadzenie do powieści kontrowersyjnej postaci kapitana Christiana Leitnera, który z jednej strony nie popiera idei wyższości rasy aryjskiej jako panów i nadludzi, ale z drugiej jest ślepo oddany Hitlerowi i jego władzy. Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym, skrytym i niezwykle chłodnym, a przy tym nie pozostaje obojętny na wdzięki niedawno poznanej kobiety…

Już po moim opisie fabuły można wywnioskować, że w książce Mroza dzieje się dużo – nawet bardzo dużo, zwłaszcza że akcja postrzegana jest z kilku różnych perspektyw: żołnierzy niemieckich, polskich (w tym Bronka) oraz polskich cywilów. Tuż obok ciekawej i dynamicznej akcji, należy wymienić jako zaletę interesująco skonstruowane postacie ludzi, którzy pomimo panującej wokół okrutnej rzeczywistości starają się pamiętać o uczuciach, odruchach serca, są inteligentni i odważni. Szczególnie zaintrygowała mnie postać kapitana Leitnera, jakby skrywającego w sobie dwie natury…

Remigiusz Mróz
źródło: przesłane przez Pisarza
Dzieląc się swoimi wrażeniami z lektury, muszę też wspomnieć o obawach, jakie pojawiły się na początku mojej przygody z pierwszym tomem Parabellum. W prezentacji fabuły wskazano, o czym będzie traktować książka i czego w niej na pewno nie zabraknie, tj. wojny, wojska i jego brutalnej rzeczywistości, rozlewu krwi i cierpienia. To samo sugerowała okładka, co dodatkowo spotęgowało moje obawy, ale… Miłe zaskoczenie przyszło na szczęście bardzo szybko. „Prędkość ucieczki” jest według mnie wyjątkowo delikatną literaturą wojenną – nie ma tu natłoku brutalnych scen, są co prawda momenty drastyczne, ale nie aż tak jakby można się było tego spodziewać. Żołnierski i dosadny język obfitujący w wulgaryzmy? Jest obecny, ale też w wyjątkowo słabym natężeniu (chwilami nawet nienaturalnie słabym). To wyjątkowo łagodna lektura jak na taką tematykę, co mnie – jako kobietę – bardzo uradowało i sprawiło, że czytało mi się powieść wyśmienicie i szybko.

Po przeczytaniu ostatniej strony od razu zaczęłam się zastanawiać, jak potoczą się dalsze losy bohaterów; jedno jest pewne – na pewno czytelnicy nie będą się nudzić podczas poznawania treści kolejnych tomów.

Na początku pisałam, że autor, który chce umiejscowić akcję swojej książki w realiach II wojny światowej, musi się mocno postarać, by czytelnik chciał po właśnie ten tytuł sięgnąć, przeczytać powieść z zapartym tchem i jeszcze chcieć więcej. Remigiuszowi Mrozowi udało się tego dokonać – stworzył intrygującą opowieść, w której wiele się dzieje i która nie pozwala tak po prostu o sobie zapomnieć.

Ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorowi.


środa, 25 lipca 2012

"Awantura na moście" Marcin Hybel



Promienie letniego słońca delikatnie otulają Twoje ciało (bez krzty przesady w sile ogrzewania!), zefirek chłodzi je, gdy to niezbędne. Deszcz pada tylko wtedy, gdy nikomu to nie przeszkadza w codziennych zajęciach i tylko po to, by w odpowiednim stopniu nawodnić uprawy. Rozliczne i urodzajne pola (ugór? a co to jest?) rodzą zawsze pełnowartościowe i obfite plony swoim właścicielom, których omijają zmartwienia o to, czy zbiory w danym roku zapewnią wikt na okres zimowy. W miejscu tym nikomu niczego nie brakuje, każdy ma odpowiednio dużo pieniędzy, każdy jest szczęśliwy i nikt nie doświadcza tu żadnych trosk. Wspaniała wizja idyllicznego raju na ziemi czy przerażający obraz osady bez skazy?

To już będziecie mogli ocenić sami, bo tak mniej więcej prezentuje się średniowieczny gród z debiutu literackiego Marcina Hybla pt. „Awantura na moście”. Osada nosi nazwę Nograd od imienia założyciela – Nograsza. Nie bez początkowego trudu stworzył on miejsce na wskroś idealne. Wszyscy tu są dla siebie do bólu uprzejmi i mili, każdy ma dóbr materialnych pod dostatkiem, a złodzieje i inni złoczyńcy już dawno temu nawrócili się na właściwą życiową drogę. Rozważano nawet objęcie małej bandy zbójników, która kiedyś zaszczyciła swą obecnością Nograd, specjalną ochroną – wszak to goście niecodzienni i rzadcy niczym orły bieliki.


W Nogradzie było tak błogo, że niektórych aż krew zalewała. Wielu wierzyło, że to klątwa. Kara za dawne czyny lub ostrzeżenie przed czymś, co dopiero miało nadejść. Ogólnie, cokolwiek by rzec, nuda dawała się we znaki wielu mieszkańcom.[1]

Nic więc dziwnego, że na dniach zrodził się plan, by stan rzeczy jednak zmienić, by w Nogradzie wreszcie coś zaczęło się dziać. Co się do tego przyczyni? Pewna miłość, chęć zdobycia sławy przez jeszcze kogoś i wreszcie niecny plan dwóch emerytowanych złoczyńców. Tylko czy ktoś pomyślał o tym, że owe zmiany mogą zaistnieć już na zawsze?

Odpowiedź na to pytanie przyniesie lektura tej komedii fantasy. Nim dobrniecie do jej końca spostrzeżecie bez wątpienia kilka cech charakterystycznych, tj. specyficzny i stylizowany na czasy średniowieczne język (przeplatany współczesnym), humor w bardzo dużej dawce (prosty i nieskomplikowany, więc śmiem twierdzić, że trafi do każdego) oraz satyrę, która dotyka fantasy, wiary i nauki.
Wszystko razem robi duże i pozytywne wrażenie, ale niestety tylko na początku powieści.
W miarę zagłębiania się w lekturę zaczęło mi to powszednieć; ze strony na stronę wrażenie było coraz mniejsze, ostatecznie jej koniec stał mi się już obojętny. Zabrakło tu jakiegoś silnego elementu zaskoczenia, który ożywiłby czas spędzony z „Awanturą na moście”.

W ogólnym rozrachunku książka Marcina Hybla wypada całkiem dobrze jako lekki i zabawny „odstresowywacz”; lektura niewymagająca i dająca wiele chwil z uśmiechem na ustach. A czego chcieć więcej w okresie wakacyjnym?

Ocena: 4/6


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica.





[1] M. Hybel, Awantura na moście, Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2012, s. 24.