Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Czubaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Czubaj. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lipca 2015

Piąty beatles - Mariusz Czubaj





data wydania: 6 maja 2015
ISBN: 9788328015135
liczba stron: 320


Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy świat był lepszy kiedyś, czy może jest taki dziś. Obserwując to, co się dzieje, dość łatwo wydajemy osąd, że dziś jest znacznie gorzej. Czy tak naprawdę jest? To już temat na głębszą dyskusję. Jedno, co jest pewne to to, że muzyka kiedyś miała się znacznie lepiej… Na scenach królowały prawdziwe talenty wokalne, świetna muzyka i wartościowe teksty – wszystko zgoła inne od sieczki, jaką słyszymy teraz w stacjach radiowych.

Bohater nowej powieści Mariusza Czubaja, pt. Piąty beatles, wie o tym bardzo dobrze. Rudolf Heinz, policjant i topowy profiler, jest niczym dinozaur, który jakimś cudem zdołał przetrwać do współczesnych czasów. Jak bardzo nie pasuje do teraźniejszości, przekonuje się, gdy ginie syn ważnego biznesmena, a on rozpoczyna wędrówkę tropem sprawcy. Zbrodnia ta może by specjalnie nie wyróżniała się na tle innych, gdyby nie jej niespodziewany, muzyczny akcent na miejscu odnalezienia zwłok – pamiętne zdjęcie członków The Beatles przechodzących przez pasy, zdobiące okładkę płyty Abbey Road. Czyżby mordercą mógłby być zagorzały fan Beatlesów?

Rozwiązanie tej zagadki nie jest rzeczą łatwą, a fakt znalezienia zdjęcia w miejscu morderstwa niczego nie ułatwia, wręcz przeciwnie. Śledztwo wlecze się niemiłosiernie, przełożeni cisną, podobnie jak media. Fakt, że ojciec zamordowanego ma ambitne plany polityczne, dodatkowo sprawę komplikuje. Jednak Heinz nie wydaje się być mocno tym przejęty. Choć poświęca się sprawie jak należy, to nie robi tego za wszelką cenę. Jego natura lekkoducha i rockmana nie daje o sobie zapomnieć. I to w tej postaci podoba mi się najbardziej. To, że Rudolf cały czas jest sobą, nikogo nie udaje i ma swój specyficzny charakter.

A styl Czubaja? Bardzo zbliżony do postaci profilera. Luźny, z tzw. jajem, ale i profesjonalny, gdy trzeba. Oprócz muzycznego tła powieści (dodam, że rozdziały zostały opatrzone tytułami piosenek ze wspomnianego już krążka Beatlesów), mile zaskoczyło mnie dość szczegółowe odwzorowanie pracy policjantów nad śledztwem, jak i sporadyczne (ale zawsze) wzmianki o seryjnych mordercach (T. Bundy czy R. Kuklinski ps. The Iceman), które dodały powieści realizmu. Podobało mi się też poczucie humoru Rudolfa – z lekka sarkastyczne, takie jak lubię.

Powieść Czubaja może nie powaliła mnie na kolana licznym suspensem czy gnającą na oślep akcją, ale zdecydowanie ma swój klimat i bardzo dobrze czyta się ją w letnie wieczory. To odpowiednia pozycja dla fanów pisarza, fanów kryminałów, jak i tych dinozaurów, którym tęskno do lat, w których chłopaki z Liverpoolu rządzili na scenie muzycznej i robili to wyśmienicie.

Piąty beatles to swego rodzaju podróż w czasie —starszym czytelnikom gwarantuje powrót do lat szczenięcych, a młodym pozwala poznać czasy, w których może niekoniecznie na co dzień działo się lepiej (bo i wówczas istniało wiele problemów), ale na scenie muzycznej — zdecydowanie już tak. Pamiętajcie o tym, gdy hitem tego lata znów stanie się kawałek z do znudzenia powtarzającym się „oh jeje, oh uu uu” i rozebraną lalunią w teledysku.

Ocena: 4.5/6

Oficjalna recenzja dla Lubimy Czytać - LINK.
Wyzwania: Polacy nie gęsi.

piątek, 16 maja 2014

Martwe popołudnie - Mariusz Czubaj





wydawnictwo: Albatros
data wydania: 30 kwietnia 2014
ISBN: 9788378858317
liczba stron: 352


Tak się zastanawiam, czy powieści, których akcja toczy się w świecie polskiej polityki, jest tak mało, czy tylko ja nie mam szczęścia do trafiania na nie? Jeśli pierwsza opcja jest zgodna z prawdą, to jestem nią mocno zdziwiona, wszak polska polityka – to idealne tło dla powieści kryminalnej, thrillera, komedii (w tym czarnej), dramatu, a nawet science fiction (wystarczy opowiedzieć o państwie rządzonym przez uczciwych i nieskalanych korupcją politykach – i temat będzie w stu procentach wyczerpany). Odkładając jednak żarty na bok, powiem Wam, że jestem pozytywnie zaskoczona faktem, że powieść Mariusza Czubaja pt. Martwe popołudnie, będącą thrillerem politycznym połączonym z kryminałem, czytało mi się tak dobrze.

Głównym bohaterem jest były policjant, specjalista do spraw bezpieczeństwa, imieniem Marcin Hłasko, który uchodzi za najlepszego w kraju specjalistę od odnajdywania zaginionych ludzi. Nic więc dziwnego, że zlecenia sypią mu się niemal jak z rękawa – kończy się jedno, a zaczyna drugie. Tym razem chodzi o odnalezienie złotego dziecka marketingu, Daniela Okońskiego. Zleceniodawca, choć początkowo nie chce zdradzić niczego w kwestii swoich powiązań z zaginionym, ostatecznie przyznaje się, że chodzi o pisaną przez marketingowca biografię jednego z rekinów polskiego biznesu. Jak się dość szybko okazuje, sprawa jest mocno powiązana ze światem rodzimej polityki i ważnymi dla niej postaciami, tym bardziej, że „przy okazji” na tejże arenie mamy do czynienia z dwoma dość tajemniczymi zgonami.

A w polityce? Wiadomo, nic nie jest tak czyste i nieskazitelne, jak wygląda oficjalnie. Politycy przedstawieni przez Czubaja – to kombinatorzy lubujący się w nielegalnych używkach, imprezach suto zakrapianych alkoholem, z paniami uprawiającymi najstarszy zawód świata. Przepych, pieniądze i układy – to charakteryzuje ten światek najlepiej. Co ciekawe, autor niespecjalnie starał się ukryć dość oczywiste podobieństwa fikcyjnych postaci do tych, które na co dzień możemy oglądać w telewizji, co dodaje powieści realizmu.

Bardzo przemyślaną i dobrze skonstruowaną postacią jest sam Hłasko, który w gruncie rzeczy jest w stanie podobać się chyba każdemu czytelnikowi. Lubisz sztukę? – Hłasko też ją lubi! Jesteś fanem Lisbeth Salander z trylogii Larssona – naturalnie Hłasko Millennium już zna! Jesteś maniakiem pewnych seriali? Grywasz w szachy? Jeśli tak – to kupisz i Hłaskę! Nie należy zapominać też o specyficznym, ironicznym i z lekka zgryźliwym poczuciu humoru tegoż pana – ja najbardziej dzięki niemu polubiłam Marcina.

Sam wątek morderstw początkowo wydaje się niespecjalnie intrygujący, ale im dalej brniemy w głąb lektury, tym jest lepiej, bo okoliczności zaginięcia Okońskiego wiążą się z ciekawą, choć czarną kartą w historii jednego z rejonów Polski, historii z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Zatem mamy tu kryminał, mamy thriller polityczny, znajdzie się także kropla historii i całkiem pokaźna dawka humoru. Całość wypada naprawdę dobrze i Martwe popołudnie czyta się dobrze i szybko, choć nie ma tu nic nowego, czego jeszcze bym nie spotkała w tego typu literaturze – ot, dobra rodzima powieść osadzona w świecie brudnej polskiej polityki (której aż tak wiele tutaj nie ma – wspominam o tym z myślą o czytelnikach, którzy obawiają się jakichś nudnych politycznych wywodów – tego tu nie znajdziecie).

Ja sama zaś oceniam moje pierwsze spotkanie z Mariuszem Czubajem za udane i na pewno nie będzie ono ostatnim, tym bardziej, że Martwe popołudnie otwiera cykl powieści z Marcinem Hłaską w roli głównej – dla tej postaci warto będzie sięgnąć po kolejny tom.

Ocena: 4.5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu ALBATROS Andrzej Kuryłowicz.