Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haruki Murakami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haruki Murakami. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2014

Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami





tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
tytuł oryginału: Kami no kodomo-tachi wa mina odoru
wydawnictwo: MUZA
data wydania: 10 stycznia 2007
ISBN: 83-7495-181-4
liczba stron: 182


Właśnie sprawdziłam, że w marcu 2012 roku pierwszy raz miałam okazję spotkać się z Harukim Murakamim. Oczywiście nie dosłownie – jedynie za pośrednictwem jednej z jego książek, mianowicie 1Q84. Bardzo chciałam poznać pisarza, który obecnie jest chyba jednym z flagowych autorów literatury współczesnej i spodziewałam się, że miłość do jego twórczości porazi mnie natychmiast i że nigdy mnie nie opuści. Niestety, strzała Amora mnie nie ugodziła. Być może leciała w moim kierunku, ale nagle, nie wiedzieć czemu, zmieniła tor i chybiła.

Nie znaczy to jednak, że postanowiłam raz na zawsze odpuścić sobie powieści tego pana. Obiecałam sobie, że jeszcze kiedyś po którąś z nich sięgnę i wtedy ostatecznie zdecyduję o mojej ewentualnej sympatii do jego twórczości. Szczęśliwy traf sprawił, że wygrałam konkurs, a w ramach nagrody przywędrował do mnie zbiór sześciu opowiadań autorstwa Murakamiego właśnie, pt. Wszystkie boże dzieci tańczą. Teksty te są krótkie, zwarte i ciekawe, dzięki czemu szybko je przeczytałam.

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich opowiadań jest tragedia, która dotknęła miasto Kobe, położone na wyspie Honsiu w Japonii – trzęsienie ziemi z 1995 roku. Trzęsienie to w mniejszym lub większym stopniu obecne jest w życiu bohaterów zbioru. I tak np. w UFO ląduje w Kushiro poznajemy mężczyznę, którego żona opuściła, pod wpływem relacji telewizyjnych, z miejsca dotkniętego kataklizmem. Przed odejściem napisała mu krótką wiadomość, w której stwierdziła, że odchodzi bo życie z nim przypominało życie z grudą stwardniałego powietrza[1]. Bohater Krajobrazu z żelazkiem jest dojrzałym mężczyzną, który opuścił Kobe już jakiś czas temu, zostawiając tam rodzinę. Mieszka w nowym miejscu, przyjaźniąc się z dwójką młodych ludzi i fascynując się ogniskami – uwielbia te duże, w których odbija się wewnętrzny spokój ludzi… Poza tym boi się śmierci w lodówce, dlatego w swoim mieszkaniu jej nie posiada. W opowiadaniu Wszystkie boże dzieci tańczą poznajemy dziecko samego Boga, a w Tajlandii (które polubiłam chyba najbardziej) – pewną kobietę, panią doktor, która właśnie w tym kraju spędza urlop, a kierowca, który ją wozi z miejsca na miejsce, zabiera ją również w podróż sentymentalną – w głąb samej siebie.

Haruki Murakami
(źródło: www.lubimyczytac.pl)
W zasadzie każdy z bohaterów uczestniczy w takiej podróży, każdy się czegoś o sobie dowiaduje, mierzy się ze swoimi problemami, z rozterkami, samotnością. Rozważa nad życiem i śmiercią. Wszystko to w melancholijnej oprawie, nierzadko z nutką magii. Murakami, balansując na pograniczu świata rzeczywistego i nierealnego, tworzy proste historie z głębią, która mają czytelnika poruszyć. Cóż, mnie nie poruszyły. Przeciwnie, jestem niewzruszona wobec tego, co miały na mnie wymóc. Znam inne tytuły, które w dużo większym stopniu skłaniały mnie do przemyśleń na tematy poruszane przez Murakamiego. Mam jednak świadomość, że za mało wiem o literaturze Wschodu, zbyt rzadko się z nią spotykam, aby wystarczająco dobrze odczytać przekaz autora. A może jednak zwyczajnie między mną a Murakamim nie ma i nie będzie już chemii?

W każdym razie nie zamierzam oceniać tegoż tytułu, bo chyba jestem jedną z ostatnich osób, które powinny to robić. A samej sobie już na pewno nie będę mogła zarzucić, że nie próbowałam się z tym pisarzem zaprzyjaźnić. Chęci miałam szczere – nie wyszło.




[1] H. Murakami, Wszystkie boże dzieci tańczą, MUZA, Warszawa 2011, s. 31.

środa, 21 marca 2012

"1Q84" Haruki Murakami




Znacie to uczucie bardzo długiego oczekiwania na możliwość przeczytania książki pisarza niemal wszechobecnego? Media co jakiś czas przypominają o mającej się niebawem ukazać nowości sygnowanej nazwiskiem sławy świata literackiego, a rozliczne recenzje wcześniejszych publikacji obiecują niezapomniane wrażenia podczas lektury. Nie jestem żadnym wyjątkiem, który na powyższe pytanie odpowiedziałby przecząco. Bardzo długo przyszło mi czekać na pierwsze chwile sam na sam z twórczością Harukiego Murakamiego.

W ostatnim czasie „padłam ofiarą” udanej akcji wzajemnego wypożyczenia niektórych okazów własnych biblioteczek z osobą z blogowego świata (i tu ukłony w kierunku Książki w mieście). Po otwarciu przesyłki moim oczom ukazały się same atrakcyjne tytuły, będące wyśmienitymi kąskami dla mojej bibliofilskiej duszy. Wśród nich znalazł się osławiony już tytuł Harukiego Murakamiego – „1Q84”. Choć o książce tej przeczytałam niezliczoną ilość pochlebnych recenzji, to tak do końca nie wiedziałam, czego się spodziewać. Pisarz i jego twórczość były dla mnie jak egzotyczna potrawa, której zawsze chciałam skosztować, ale obawiałam się, że jej walory smakowe mogą nie być zbieżne z moim gustem. Jak było w istocie? O tym za chwilę. Najpierw kilka słów o samej fabule.

Ta podzielona jest na zapis życia dwóch osób. Tengo – umysł ścisły lubujący się w naukach matematycznych, jednak z zamiłowaniem do pisarstwa, w którym stawia swoje pierwsze kroki. Wolny ptak spełniający raz w tygodniu swoje erotyczne fantazje z kochanką.
Aomame – kobieta o dwóch twarzach. Na co dzień i oficjalnie instruktorka sztuk walki, która w czasie wolnym od pracy przeistacza się w bezwzględną zabójczynię niepozbawioną jednak zasad. Aomame jest osobą inteligentną, świadomą swoich atutów, wad oraz potrzeb. Nie gardzi licznymi seksprzygodami z mężczyznami poznawanymi na jedną noc. Losy tych dwojga bohaterów już kiedyś się zbiegły. Po wielu latach zanosi się na to, że znów przyjdzie im się spotkać. W jakich okolicznościach?

Murakami splata losy tych dwóch osób w nader interesujący sposób. Nim jednak do tego dojdzie, daje możliwość wnikliwego poznania każdej z osobna. Wszystko to łączy ze sobą przy pomocy wątków magicznych osadzonych w twardej rzeczywistości, elementów grozy, a także dobrej, choć często dosadnej erotyki.

„1Q84” nie jest powieścią z gatunku banalnych i komercyjnych. Nie będę też nikogo zapewniać, że każdy, kto tylko zechce, polubi jego styl od pierwszego wejrzenia i pozostanie mu wierny, ponieważ dla mnie samej proces poznawania specyfiki jego talentu literackiego nie był łatwy. I choć nie jest to może powieść, która za sprawą fabuły wciąga czytelnika od pierwszej strony, to ma ona w sobie magiczną moc wpływania na wyobraźnię, i takiego przedstawiania zdarzeń, że nie sposób o niej zapomnieć.

Wielu z Was już pokochało Murakamiego, czy ci, którzy jeszcze go nie znają, również mają szansę na miłość od pierwszego przeczytania? Tego obiecać nie mogę, ale wiem, że warto dać mu szansę. Sama do twórczości tego pisarza na pewno jeszcze kiedyś wrócę.

Ocena: 4/6