poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziewczynka z balonikami - Agnieszka Turzyniecka





wydawnictwo: Szara Godzina
data wydania: 16 kwietnia 2014
ISBN: 9788364312229
liczba stron: 176


Mało które książki robią na mnie naprawdę silne wrażenie. Nie mam na myśli łez wzruszenia czy niepohamowanej euforii. Mam na myśli książki, po których przeczytaniu jeszcze długo o nich myślę, bo nie dają mi o sobie zapomnieć. Z taką właśnie spotkałam się w ostatnich dniach. Jest to książka niepozorna, bo nieobszerna. Dodatkowo jej okładka oraz tytuł kojarzą się dość sielsko, choć dziewczynka, którą widzimy na froncie, odwrócona jest do czytelnika plecami, przez co nie widzimy wyrazu jej twarzy. Być może na jej buzi maluje się piękny, niewinny i rozbrajający uśmiech, a może wręcz przeciwnie – po policzkach płyną łzy… Z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia w przypadku osób cierpiących na depresję – ich uczuć nie da się dostrzec na pierwszy rzut oka. Są skryte głęboko w ich wnętrzach i nierzadko pod płaszczykiem sztucznego uśmiechu i pozorowanej radości. Jak nikt inny wie o tym Marlena, bohaterka powieści Agnieszki Turzynieckiej pt. Dziewczynka z balonikami.

Marlena jest młodą kobietą, która jakiś czas temu wyjechała do Niemiec, szukać lepszego życia. Koleje jej losów jednak nie toczą się nazbyt pomyślnie – nie udało się jej skończyć studiów, praca nie jest szczytem jej marzeń, a i na polu uczuciowym szczęście nigdy szczególnie jej nie dopisywało. Na domiar złego najbliższa rodzina Marleny nie jest tą, którą można by sobie wymarzyć. Z rodzeństwem od najmłodszych lat nie ma najlepszych relacji, a matka, zamiast okazywać własnemu dziecku zainteresowanie i troskę, woli kwitować jej problemy stwierdzeniem „jesteś głupia”. Na wsparcie może liczyć tylko ze strony ojca.

Czy gdy na światło dzienne wychodzi wieść o problemach zdrowotnych Marleny, to sytuacja rodzinna poprawia się? I tak, i nie. Co prawda matka zdaje się okazywać córce nieco więcej zainteresowania, ale chyba nie jest ono ani trochę zdrowsze od tego z czasów dzieciństwa. Rodzina ma Marlenę za wariatkę, a matka winę za chorobę zrzuca na jej barki, mówiąc że sama jest sobie winna. I właśnie ta postawa rodzicielki głównej bohaterki poraziła mnie w książce najmocniej. Jestem skłonna stwierdzić, że to właśnie matka w dużej mierze przysłużyła się do problemów zdrowotnych Marleny – zamiast być dla niej podporą, kochającą osobą, która motywuje i wspiera, była taranem, który niszczy to, co w jej córce najlepsze. Była siłą niszczycielską, która nie bacząc na nic, zabijała kruche i delikatne wnętrze Marleny. Zastanawiające jest to, jak niektórzy rodzice potrafią destrukcyjnie wpływać na swoje dzieci, często nie mając o tym pojęcia lub żyjąc w przeświadczeniu, że wszystko robią dobrze, podczas gdy popełniają jeden błąd wychowawczy za drugim…

A propos lektury Dobry ojciec Diane Chamberlain zastanawiałam się, czy każdy może być dobrym rodzicem i czy można się tego nauczyć z czasem. Doszłam do wniosku, że jeśli nie ma się tego we krwi, to jak najbardziej można tę cechę nabyć. Teraz jednak mam ku temu solidne wątpliwości i to na tyle silne, by stwierdzić, że niektórzy zwyczajnie rodzicami być nie powinni (nie chcę w tym momencie nikogo urazić).

Jeśli chodzi o styl i budowę powieści, to składa się ona z krótkich rozdziałów opatrzonych tytułami, w których w dużej mierze śledzimy losy bohaterki podczas pobytu w jednym z niemieckich szpitali. Nie ma tu nużących wynurzeń bohaterki i przygniatających opisów jej stanu emocjonalnego. Powieść napisana jest w możliwie lekkim stylu jak na tak trudną tematykę, dlatego tak dobrze się broni i nie odstrasza czytelnika ciężarem negatywnych emocji. Zakończenie zaś daje nutkę optymizmu, powiew wiary w lepsze jutro bohaterki. Wierzę w to, że się jej uda.

Bardzo chciałabym, by książkę przeczytało jak najwięcej osób, szczególnie te, które mają słabe pojęcie o depresji i uważają ją za wymysł. To według mnie też lektura obowiązkowa dla każdego rodzica. Dziewczynka z balonikami – to solidna lekcja na temat tego, jak nie postępować z dzieckiem i których błędów nie popełniać.


Ocena: 5/6


Za mozliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorce.

piątek, 8 sierpnia 2014

W niewoli seksu - K. S. Rutkowski





wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 2014
ISBN: 9788379421725
liczba stron: 136


Podobno to kobiety mają skomplikowaną naturę, a mężczyźni – wręcz przeciwnie. Jednak większość kobiet zapytana o to, czy z poprzednim zdaniem się zgadza, pewnie miałaby do wtrącenia jakieś małe „ale” na ten temat. Sytuacji, w których kobiety zwyczajnie panów nie rozumieją jest całe mnóstwo i nieraz wtedy chciałybyśmy zajrzeć do głów tych mężczyzn, którzy z jakichś powodów spędzają nam sen z powiek albo przynajmniej zabierają spokój. I ja ostatnio ku temu okazję miałam – oczywiście niedosłowną, bo zdolność telepatii jest mi obca – ale w pewnym sensie udało mi się dokonać tej niemożliwej rzeczy. „Jakim cudem?” – zapytacie. Otóż za sprawą opowiadań K.S. Rutkowskiego pt. W niewoli seksu.

Bohaterami tych tekstów są właśnie mężczyźni, następnie kobiety, które znacząco wpływają na koleje ich losów, zaś spoiwo łączące wszystkie opowieści – to seks. Panowie będący bohaterami opowiadań Rutkowskiego znajdują się na różnych etapach życia, w różnych miejscach świata i mają różne plany, marzenia oraz wizje swojej przyszłości, jednak z tymi samymi potrzebami seksualnymi, które nierzadko wpędzają ich w niezłe tarapaty. Mamy tu emigranta, który będąc na zagranicznym dorobku, korzysta z szansy, jaką podsunął mu los i regularnie sypia z żoną swojego szefa, która to ostatecznie chce go wplątać w morderstwo. Z kolei barowy podrywacz, usiłujący zdobyć względy pięknej barmanki i zaliczyć kolejną noc pełną uciech z nieznajomą, nie spodziewa się, że to on właśnie będzie tym wykorzystanym i poniżonym. Inny, będący ofiarą psychicznej przemocy, której latami dopuszczała się jego małżonka, pewnego dnia postanawia zakończyć swoje cierpienie raz na zawsze, wybierając dla żony karę najsroższą z możliwych. Jeszcze inny – to ofiara chorobliwej zazdrości.

I to zaledwie maleńka cząstka opowieści, które można znaleźć w zbiorze Rutkowskiego. Wszystkie są ciekawe, z dobrymi zakończeniami, dają do myślenia i pozwalają spojrzeć na mężczyzn i ich świat typowo męskim okiem. Takiż sam jest język, którym posługuje się autor – twardy, męski, dosadny i często wulgarny, co wcale nie jest wadą tych utworów, wręcz przeciwnie – pieprzny język dodaje im realizmu.

Jednak nie mogę powiedzieć, by W niewoli seksu miało mi zapaść w pamięć na dłużej. Oprócz chwilowej możliwości zajrzenia w męskie umysły w zasadzie nic więcej z lektury nie wyniosłam. Choć jej tematyka nie jest lekka, to i tak w ostateczności jest ona zbiorem niezobowiązujących tekstów, które czyta się szybko, w ciągu kilku chwil. To dobry przerywnik pomiędzy długimi i trudnymi lekturami. Fanom krótkich form oraz pisarstwa naszych rodzimych autorów zbiór ten bez wątpienia przypadnie do gustu. I jeszcze jedno! Wszystkim spodziewającym się pozycji pokroju 50 twarzy Greya śpieszę z informacją, że to nie ten typ literatury – to nie literatura erotyczna sensu scricto.

Ocena: 3/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej Autorowi.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Zbaw nas ode Złego - Lisa Collier Cool, Ralph Sarchie





tłumaczenie: Edyta Stępkowska
tytuł oryginału: Deliver Us from Evil
wydawnictwo: Esprit
data wydania: 30 czerwca 2014
ISBN: 9788363621964
liczba stron: 448



Zgrzyt… pisk… podejrzane trzaski… To się zdarza w każdym domu i niekoniecznie tylko nocami – tak to sobie tłumaczysz za każdym razem, gdy słyszysz je u siebie. Jednak pewnego razu na tym się nie kończy. Trzy stuknięcia… telefon trzema dzwonkami w bezlitosny sposób rozdzierający ciszę w środku nocy… Odgłos kroków pod domem, po chwili obecny na korytarzu a za moment – tuż obok twojego łóżka. Nagłe uczucie chłodu wokół oraz ten przyśpieszający oddech tuż za twoim uchem. To tylko iluzja? Bezlitosny żart wybujałej fantazji? A może duch? Powiesz: „Nie wierzę w duchy!” Bez wątpienia w nie uwierzysz, gdy któryś mocno pociągnie cię za włosy, a gdy się odwrócisz, by powstrzymać napastnika, nikogo tam nie zobaczysz.

Plakat filmu, dla którego twórców inspiracją jest
książka.
Po tym wstępie zapewne spodziewacie się, że jestem pod wpływem dopiero co przeczytanego horroru, ale tu was zaskoczę, bo chodzi o… literaturę faktu, jak głosi okładka książki pt. Zbaw nas ode złego autorstwa Lisy Collier Cool oraz Ralpha Sarchie. Kluczową postacią tytułu jest jej współautor, Ralph, który na co dzień godzi dwie prace – policjanta i demonologa. Tak, dobrze czytacie – ten zasłużony zawodowo policjant po godzinach zajmuje się (zupełnie nieodpłatnie) wypędzaniem duchów z nawiedzonych domostw czy ludzi – aktywnie uczestniczy w egzorcyzmach. Nazywanie sił nadprzyrodzonych, z którymi ma do czynienia Ralph, duchami, jest dużym uproszczeniem i do tego nie do końca zgodnym z wiedzą, którą dysponują demonolodzy. Siły, które opanowują dom lub człowieka i które wyraźnie szkodzą, są demonami. Duchy (np. osób zmarłych) na ogół nie szkodzą i zjawiają się wśród żywych najczęściej wtedy, gdy mają na ziemi jakieś niedokończone sprawy.

Jak odróżnić jedne od drugich? Lata doświadczeń Ralpha zdecydowanie mu w tym pomogły, zwłaszcza, że zdobywał je u znanego małżeństwa demonologów, tj. państwa Warrenów, których część z was może kojarzyć z filmu Obecnośćich specyficzna kolekcja przedmiotów związanych z prowadzonymi przez nich sprawami, a szczególnie charakterystyczna lalka, na pewno zapadła w pamięć tym, którzy widzieli obraz. Wróćmy jednak do książki. Jakie przypadki opisuje Sarchie? Przeróżne, począwszy od dramatów rodzin, które licząc na szczęśliwe życie w nowych domach srodze się na swych nadziejach zawiodły, stając w obliczu demonów, poprzez przypadki nawiedzenia (a nawet opętania) ludzi a skończywszy na… nawiedzonym telefonie (tak, nawet telefon może mieć swojego demona). Nie brak tu także jasnych wskazówek czy porad jak rozpoznać, że w naszym domu obecny jest demon.

(…) telefon może trzykrotnie zabrzmieć dzwonkiem nienaturalnie krótkim albo zbyt długim. Po podniesieniu słuchawki możesz usłyszeć nieludzki ryk, dziwne dźwięki, szum albo głuchą ciszę (…) Możesz też słyszeć dźwięki zdecydowanie bardziej niepokojące: ktoś wyszepcze twoje imię, kiedy będziesz sam w domu, ktoś będzie ciężko oddychał ci do ucha (…)[1].

Przyznaję, że fragmenty takie jak powyższy robią mocne wrażenie i szczerze odradzam czytanie książki, gdy jest już ciemno a reszta domowników już smacznie śpi (że nie wspomnę o sytuacji, gdy jesteśmy zupełnie sami). Nawet osoba, która ani trochę nie uwierzy w opowieści Ralpha, ma szansę porządnie najeść się strachu – gwarantuję. Co nie oznacza, że nie można się też przy niej zwyczajnie dobrze bawić albo pośmiać. Przyznaję, że wspomniany już przypadek nawiedzonego aparatu telefonicznego wywołał u mnie duży uśmiech na twarzy i tę historię czytałam z przymrużeniem oka.

Czego nie da się odmówić Cool i Sarchie? Na pewno szczegółowości i znakomitej umiejętności takiego opowiadania historii, że nie sposób oderwać się od książki. Oczywiście zastanawiają niektóre decyzje czy wybory ludzi, z którymi Ralph spotykał się przy prowadzeniu spraw. Niektóre są mocno zastanawiające i rodzą pytania typu: dlaczego małżeństwo zwyczajnie nie wyłączyło telefonu opanowanego przez demona, tylko pozwoliło, by aparat ich terroryzował (jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało)? Jednak to już zastrzeżenia bezpośrednio skierowane do opowiadanych historii a nie strony technicznej książki, której chyba nie sposób niczego zarzucić.

Zbaw nas ode złego wciąga i nęci na swój poniekąd chory sposób. Im bardziej boimy się po przeczytaniu danego rozdziału, tym bardziej kusi nas to do poznania kolejnych. Oczywiście siła rażenia tytułu będzie znacznie większa, jeśli jej czytelnik jest osobą wierzącą. Niewierzący przeczytają ją z równie dużym zainteresowaniem, choć już nie jako literaturę faktu a ciekawostkę, której głównym tematem są egzorcyzmy, duchy, demony i najczystsze zło, które się pod ich postaciami kryje. Dla osób zainteresowanych tematem – to naturalnie pozycja obowiązkowa.

Ocena: 5/6




[1] L.C. Cool, R. Sarchie, Zbaw nas ode złego, Esprit, Kraków 2014, s. 111.


Oficjalna recenzja dla portalu Lubimy Czytać - LINK.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Kuferek Książkówki - odsłona 23





Witam Was niedzielnie i przepraszam za małą zwłokę w ogłoszeniu wyników z lipcowej edycji mojej zabawy. Już to nadrabiam i informuję, że zwycięzcami tym razem są:

Cyrysia

i

Cząstka Mnie

Gratuluję a pozostałych zapraszam do Kuferka, gdzie pojawiły się nowe tytuły.