czwartek, 6 września 2012

"Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding



Marudne, humorzaste, złe, apodyktyczne, zagubione, roztrzepane, rozkojarzone, niepotrafiące czytać map, nieumiejące w sposób klarowny wytłumaczyć zagubionemu drogi do celu, rzadko znające się na motoryzacji i innych typowo „męskich sprawach” – są takie istoty na świecie! Często dużo wymagają, bywają despotyczne i w oczach wielu osobników płci brzydkiej stanowią zło tego świata. Jednak czy ten potrafiłby się obejść bez nich? Najprawdopodobniej nie, bo to właśnie KOBIETY są jego siłą napędową (moja zgryźliwa natura nakazuje mi dodać, że tuż obok pieniędzy i seksu, ale nie… nie powstrzymam się… ;)).

A jak one się na to zapatrują? Pewnie wiele pań zgodzi się ze mną, że świat dla płci pięknej jest jak dzika i niebezpieczna dżungla, gdzie na każdym kroku czyhają zasadzki, a w tej dżungli najgroźniejszymi drapieżnikami są… oczywiście mężczyźni! Nieustająca wojna płci od zawsze była źródłem literackich dywagacji. Czy to na poważnie, czy z przymrużeniem oka – nieważne. Ważne, że tego tematu nie sposób wyczerpać ani się nim znudzić.

Pewnie między innymi z tego powodu „Dziennik Bridget Jones” autorstwa Helen Fielding cieszy się niesłabnącym powodzeniem od chwili pojawienia się na rynku, a ekranizacja chyba już na dobre umocniła książkę w kanonie lektur rozrywkowych. Jednak czy powinno się ją rozpatrywać tylko w kategorii rozrywki? O tym za chwilę. Najpierw kilka słów o samej fabule, którą i tak pewnie większość czytelników mojego bloga już zna, ale na wypadek, gdyby znalazł się jeszcze jakiś rodzynek…

Bridget Jones to trzydziestokilkuletnia stara panna lub singielka (jak kto woli), ale niekoniecznie z wyboru. Bridget bardzo chciałaby poznać mężczyznę swego życia, lecz jej zwichrowana natura albo zły, okrutny i nieustępliwy los ciągle podsuwa jej emocjonalnych (i nie tylko) popaprańców, którzy zdają się czyhać na dogodną chwilę, by zapolować z maczetą na jej delikatne i wątłe serce. Owe zamachy kończą się zazwyczaj sukcesem, a biedna Bridget znów zaczyna studiować poradniki tyczące się relacji damsko-męskich, zapijając sowicie cierpienie alkoholem, trując je dużą dawką nikotyny i atakując zmasowaną ilością słodkości. Kończy się to zwykle dantejskimi scenami po bliskim spotkaniu z wagą, która niewzruszona rozpaczą bohaterki pokazuje coraz to wyższe wartości. Zatem jaki może być finał zakochania i romansu z szefem, który jest (delikatnie rzecz ujmując) wyjątkowo kochliwy i wrażliwy na kobiece wdzięki? No cóż… sprawdźcie sami.

Gwarantuję, że ta gorzko-wesoła historia pisana w formie pamiętnika nie pozwoli Wam się nudzić i wywoła naprawdę wiele chwil z uśmiechem na twarzy. Ta nieporadna, roztrzepana, chwilami infantylna i dziecinna kobieta ma tak niebywały urok, że nie sposób mu się oprzeć. Zabawna i z pozoru niewnosząca nic wartościowego w życie czytelnika historia, tak naprawdę okazuje się być świetną formą autoterapii w chwilach zwątpienia i w tzw. gorszych dniach. Przypomina nam, że wszystko, co złe, kiedyś wreszcie musi się skończyć, bo szczęście w końcu puka do drzwi i każdy na nie zasługuje. Mówi także o tym, że nie ma wśród nas ideałów, że każdy ma swoje wady, w każdym z nas można też odnaleźć większą lub mniejszą cząstkę Bridget Jones. Wszak ona jest prawdziwa, pełnokrwista – jak my.

Przeciwnicy „Dzienika Bridget Jones” – krzyczący że to dno, wodorosty i sto metrów mułu – niech mówią, co chcą. Ja chyba już zawsze będę cenić sobie tę pozycję za chwile radości, które potrafią dać nadzieję na lepsze jutro. A Wy? Lubicie tę kobietkę?

Ocena: 4,5/6


97 komentarzy:

  1. Swego czasu bardzo podobały mi się "dzienniki" Bridget Jones. Ciekawe, jak teraz bym je przyjęła? Pewnie nadal bym się zaśmiewała, jak za pierwszym przeczytaniem ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko, kiedy ja to czytałam :D zarówno tę część, jak i kolejną... kilka ładnych lat będzie :) ale wówczas mi się podobała ta lekka, śmieszna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację. Arcydzieło to to nie jest, ale jak przyjemnie spędza się przy tej książce czas! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie czytałam, ale czas to zmienić

    OdpowiedzUsuń
  5. Dłuuugo się powstrzymywałam przed Bridget, dopiero niedawno obejrzałam sobie film, który zapewnił mi niezłą rozrywkę, ale do książki jakoś mnie nie ciągnie:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba z trylion razy (no może trochę przesadziłam ;)) oglądałam film na podstawie tej książki. Ale czytać to jej chyba nie czytałam, a wiem, że chciałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam książkę, dobra lektura na wieczór, aby się rozluźnić i pośmiać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja dobrze wspominam "Dziennik Bridget Jones" - lubię czasami sięgnąć po takie lekkie książki, które wprawiają w dobry humor. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie się przy niej bawiłem, co najmniej równie dobra jak film, no i widać, że była to inspiracja dla polskiej literatury kobiecej - Grocholi itd., co zresztą widać po stylu ale której daleko, niestety, do pierwowzoru.

    OdpowiedzUsuń
  10. Honorato - nie dziwi mnie to. :)

    Cinnamon - myślę, że tak...Tego typu książki raczej nie tracą na swoich właściwościach rozweselających. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Miłośniczko Książek - może warto sobie znów ją przypomnieć?:)

    bezrobotna.pl - nawet bardzo przyjemnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kingo - nadrób zaległości koniecznie. :)

    Isadoro - i nie trzeba było się powstrzymywać, bo choć to film z kategorii nieambitnych to zapada w pamięci. Książka również. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Irenko - ja też. :) Jak tylko tv ją przypomina zawsze ją oglądam. :)

    Melanio - tak, doskonały odstresowywacz. :)

    Sylwuch - ja tak samo. :)

    Marlow - mam podobne zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oglądałam film i choć nie przepadam za tym gatunkiem, to był całkiem sympatyczny :) Książki nie czytałam ale jest na mojej liście stu książek, więc pewnie po nią sięgnę. Świetna recenzja, początek mnie zabił ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. nie wiem czemu mnie do niej nie ciągnie;)
    Może przeczytam, ale nie wiem:D

    OdpowiedzUsuń
  16. Rincewind99 - dziękuję bardzo. :):) Ja też zaczęłam od filmu, więc nie masz się co przejmować niewłaściwą kolejnością, bo odbiór książki na tym wcale nie traci wg mnie. :)

    Hadziu - przecież nie musi. :) Ale w ramach poprawy humoru na jesienne dni polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka rzeczywiście może wprawić czytelnika w dobry nastrój i czasem,to wystarczy by ksiązka zyskała wielka popularność.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Kto by pomyślał że właśnie tutaj znajdę recenzję Bridget ;-) A ja myślałam że takie książki omijasz szerokim łukiem ;-p Dobra, już Cię nie drażnię. ;-) Sama lubię czasem poczytać takie sympatyczne książki. Szczególnie takie które mimo całej przewidywalności jednak czymś mnie zaskoczą, fajnym szczegółem, sceną, splotem akcji... Taka własnie była dla mnie Bridget :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytałam i miło wspominam:-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hordubal - i podobnie chyba było z Bridget. :)

    Alison moja droga ;) - widzisz, potrafię Cie jeszcze jednak zaskoczyć. :P;) Naszło mnie na Bridget i cóż poradzić? ;) A ta książka ma swój urok. :)

    Izabell - to tak jak ja. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Książki nie czytałam, ale film widziałam wiele razy i bardzo go lubię - na pewno nie jest genialny, ale ciepły, sympatyczny i zabawny. Nie wszystko musi być z najwyższej półki, żeby się fajnie czytało/oglądało :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Parę lat temu próbowałam czytać tę książkę, ale chyba byłam po prostu na nią za młoda, bo jakoś nie bardzo mnie przekonała i porzuciłam po kilkudziesięciu stronach. Może jeszcze kiedyś do niej wrócę. Film mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  23. Książkozaurze - nic dodać, nic ująć. :) Film również widziałam już wiele razy. :)

    Marto - jeśli tylko film Ci się podobał to wróc jeszcze do książki. W końcu trafisz z nią na właściwy moment. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja przyznaję, że nie czytałam "Dziennika Bridget Jones", i mimo wszystko jakoś nie mogę się do niego przekonać. Może film obejrzę, z ciekawości, choć wyznaję zasadę- najpierw książka, później film.

    OdpowiedzUsuń
  25. Agato - myślę, że w tym przypadku nie trzeba się tak mocno trzymać tej zasady. Nic się nie stanie jeśli zmienisz kolejność jak zrobiło wielu w tym ja. ;) Jeśli będziesz miała ochotę na coś lekkiego, zabawnego co poprawi Ci nastrój to poznaj Bridget. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. czytałam kiedyś, nawet mi się podobało

    OdpowiedzUsuń
  27. Lubimy i to jak! Zabawna, wtłoczona w formę, biedna Bridget... A jednak sobie radzi! Mnie jeszcze bardziej podobała się druga część książki, przy której śmiałam się do rozpuku;) Miłe wspomnienia. Filmy też lubię.

    OdpowiedzUsuń
  28. Uwielbiam "Dziennik...", to jedna z tych książek, którą czytałam wiele razy i nadal mam ochotę czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Alannado - :)

    Danusiu - muszę się zaopatrzyć czym prędzej w drugą część. :)

    Pandorcio - i ja pewnie do niego jeszcze wrócę. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Uwielbiam tę bohaterkę. Książkę czytałam dawno temu, chichocząc raz po raz, bo nasycona jest przednim humorem.:) A jej autorce znakomicie udało się stworzyć modelową postać współczesnej kobiety z jej wszystkim typowymi obsesjami i marzeniami. Pewnie dlatego książka i filmy cieszą się niesłabnącą popularnością.

    OdpowiedzUsuń
  31. Beato - ano tak...Ponadto Bridget nie jest wyidealizowana, wręcz przeciwnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam tą książkę jak i film :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja bardzo lubię film! Naprawdę poprawia humor :-). Świetnie dobrana obsada. A książkę czytałam, ale mniej mi się podobała. Może to kwestia tłumaczenia. Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  34. Książkę czytałam dawno temu i nie polubiłam głównej bohaterki. Trudno mi powiedzieć dlaczego, jakoś Bridget nie podbiła mojego serca.

    OdpowiedzUsuń
  35. Hibou - ja również. :)

    Felicjo - też ociupinkę wyżej stawiam film niż książkę, ale ostatecznie obie wersję lubię bardzo. :)

    Dosiaku - a film widziałaś?:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Film jest świetny, ale książka mi się nie podobała. Jakoś tak topornie napisana, i zupełnie nie trafiła w moje poczucie humoru. Co ciekawe - ekranizacji się to udało;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Carrie - może to też rzecz wydania? Z tego co wiem było ich sporo.

    OdpowiedzUsuń
  38. Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie tej pani z toną kompleksów i wiecznymi problemami z facetami. Nie jestem ani jej zwolenniczką, ani też przeciwniczką. Jakoś obojętnie podchodzę do tej książki i nigdy nie dałam ponieść się fali euforii. Poza tym, ze mną jest tak, że im więcej szumu robi się wokół czegoś, tym ja biorę od tego większy dystans. Może kiedyś przeczytam, choć nie obiecuję, bo nie lubię czytać książek, których fabułę już znam z opowiadań. Taka moja przekora :-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Aga - czasem zdarza się, że te osławione tytuły wokół jest dużo szumu są rzeczywiście naprawdę dobre. Może nie będę tu wychwalać akurat Bridget Jones, bo to byłaby przesada, ale np. "Igrzyska śmierci"...:) Nie ma co tak wszystkich "sławnych" tytułów generalizować. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Ewuś, ale ja nie twierdzę, że Bridget jest zła i że w ogóle nie będę jej czytać. Być może kiedyś po nią sięgnę, tak dla odprężenia. U mnie z tą książką jest dokładnie tak samo, jak z "Wichrowymi Wzgórzami". Już nawet któraś blogerka mnie wręcz prosiła, żebym wreszcie te Wzgórza przeczytała, a mnie jakoś z nimi nie po drodze, bo znam fabułę. Wolę przeczytać coś, co jest mi zupełnie obce, niż coś, co w jakiś sposób już znam. Natomiast "Igrzysk..." nie znam zupełnie, więc tutaj bym się pokusiła i to już, gdybym miała taką możliwość :-)

    OdpowiedzUsuń
  41. Aga - to trzymam za słowo, że recenzję "Igrzysk..." kiedyś u Ciebie na blogu zobaczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Szczerze ? nawet tej książki nie czytałam ;)
    Pora się jednak za nią zabrać.

    OdpowiedzUsuń
  43. Dość sceptycznie podchodzę do tej książki. Jakoś mnie ona nie przekonuję, ale może kiedyś się to zmieni:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  44. Jestem bardzo ciekawa tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  45. ..."niepotrafiące czytać map, nieumiejące w sposób klarowny wytłumaczyć zagubionemu drogi do celu, rzadko znające się na motoryzacji i innych typowo „męskich sprawach” – są takie istoty na świecie!" - to przecież o mnie! :D

    Lubię. Bo każda kobitka ma w sobie coś z Bridget! :)

    OdpowiedzUsuń
  46. haha! Ja jak komuś tłumaczę drogę do celu, to uruchamiam wszystkie zwoje mojej mózgownicy i muszę wyobrazić sobie, która to strona lewa, a która prawa. Nie umiem też szacować odległości w metrach. Nie wiem np., ile to jest 50 metrów. To dla mnie abstrakcja :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Filmy kocham, ale książek nie czytałam - kiedyś muszę! :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Film widziałam, za książkę jakoś się jeszcze nie zabrałam. Ale na pewno przeczytam, bo Bridget jest tego warta ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Czytałam tę książkę i oglądałam film. Obie wersje bardzo mi się podobały. Są takie lekkie i humorystyczne.

    OdpowiedzUsuń
  50. Pierwszy egzemplarz "zczytany", drugi jeszcze się trzyma, pewnie na trzecim się nie skończy ;)

    OdpowiedzUsuń
  51. Wstyd się przyznać, ale...nie czytałam :D
    Chociaż jakoś nie ciągnie mnie do tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Filmy? Bardzo lubię! Książkę? Wstyd, ale jeszcze nie czytałam. Wiem, wiem. Muszę to zmienić. I zmienię! Obiecuję... sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  53. Wiedźminko - prawda! :)

    Kasandro - skuś się, warto. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  54. AnnieK - przeczytaj ją. :)

    Oleńko - mam podobnie, choć akurat z lewą i prawą stroną problemów nie mam. ;) Jednak gdy kurier dzwoni z jakiejś bliskiej mi, ale jednak słabo znanej wioski pytając jak do mnie dojechać to najpierw się plączę, potem jąkam, miedzy czasie pot rosi moje czoło, a na koniec w poczuciu klęski oddaję słuchawkę komuś z rodziny. ;) Oj biedny żywot nas kobiet, biedny...;) Kierowcą też wyśmienitym nie jestem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. symtuastic - koniecznie! :)

    Paulo - oj tak, jest tego warta. :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Cyrysiu - dokładnie, odstresowujące. :)

    Taki jest świat - haha i to mi się podoba. :):)

    OdpowiedzUsuń
  57. Kingo - ja też się długo zbierałam, zdążyłam obejrzeć już wiele razy film za nim zabrałam się za książkę. :)

    Ruczku - koniecznie! :) Warto. :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Uwielbiam książkę jak i film. Oczywiście najpierw obejrzałam film, widziałam obie części chyba ze 100 razy ale i tak nigdy mi się nie znudzą. Książkę znalazłam przez przypadek w Matrasie - dwie części kosztowały mnie aż 10 zł ;). Czytałam kilka razy ale za każdym śmieję się jak głupia ;p. bardzo lubię i dziwię się jak można nie lubić Bridget ;). Mam nawet dwie książki w tym stylu - "Jestem nudziarą" i "Z deszczu pod rynnę" - bardziej polecam tą pierwszą ;).

    OdpowiedzUsuń
  59. BlackRose - dzięki za info, rozejrzę się za nimi na pewno skoro sa w podobnym stylu. :)

    OdpowiedzUsuń
  60. A mi bardzo się podobała ta książka

    OdpowiedzUsuń
  61. uśmiałam się przy niej, zdecydowanie poprawia humor !

    OdpowiedzUsuń
  62. Też uwielbiam tę kobietkę - rzeczywiście idealna na poprawę humoru i odstresowanie się :))

    OdpowiedzUsuń
  63. O, tak - oddaję słuchawkę komuś z rodziny. A fakt, że mój mąż, który nie pochodzi stąd lepiej się orientuje w terenie tutaj niż ja, rodaczka, to już w ogóle dobrze o mnie świadczy :)))

    Ja kierowcą kiedyś próbowałam być i przestałam ... -.-

    :* :)

    OdpowiedzUsuń
  64. O "Brygidzie Jones" mam podobne zdanie jak autorka "Świata według blondynki" - ot, nieporadna i roztrzepana kobiecina. ;) Książki nie czytałam, ale film widziałam już kilkakrotnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  65. Na Zielonym Wzgórzu - :)

    Tosiu - ja również. :)

    Bibliofilko - oj tak. :)

    Olu - po namyśle stwierdzam, że ja tez powinnam już chyba przestać próbować...;)

    Malutka - taka jest, ale swój urok bez wątpienia ma. :)

    OdpowiedzUsuń
  66. Widziałam :) I chyba film jest lepszy od książki :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Bardzo lubię, jak w ogóle można jej nie lubić ?! :) Książkę czytałam raz i bardzo mi się podobała ale film mogę oglądać bez końca -to taki mój niezawodny rozweselacz :)Często słucham także piosenek z filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  68. Dosiaku - też mi się tak wydaje. :) Ale książkę też lubię. :)

    Dalio - podobnie jak ja. :) Fil oglądam zawsze, gdy tylko tv go powtarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  69. oglądałam tylko film i bardzo go lubię- idealny na poprawę humoru :) na razie nie czuję potrzeby zabierać się za książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Magdo - zgadzam się, film jest świetny. Książka też niczego sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Przyznam szczerze, że książki nie czytałem choć nie stronię od powieści ukazujących wrażliwą i delikatną sferę kobiecej spektakularności. Wiele mężczyzn mogłoby zmienić swój punkt widzenia, po przeczytaniu tej książki. Mój punkt widzenia się zmienił dziękuję za tą recenzję. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  72. Patryku - coś w tym jest co piszesz, może faktycznie troszkę inaczej spojrzeli by na kobiecą na turę po takiej lekturze. :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  73. dzięki Bridget pozbyłam się niejednego kompleksu ;-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  74. Niedoczytana - ja chyba też. :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  75. Czytałam chyba wieki temu ;) Ale bardzo sympatycznie wspominam, bo Bridget ma w sobie coś z każdej z nas..

    OdpowiedzUsuń
  76. warto przeczytać jesli się widziało film?

    OdpowiedzUsuń
  77. Nailo - dokładnie tak...:)

    Alojko - jak najbardziej! :)

    OdpowiedzUsuń
  78. Mam obie części na półce. Nie mogę już doczekać, kiedy je przeczytam! :)

    OdpowiedzUsuń
  79. ~Demismo - a ja jeszcze drugiej nie mam, ale braki na pewno nadrobię. :) Pierwszą polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
  80. Przeczytałam kiedyś obie części książki, filmy widziałam i bardzo miło wspominam i jedne i drugie :) Taką literaturę traktuję jako swoisty "reset dla mózgu", kiedy dość już mam książek z troszkę trudniejszą tematyką :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Jenah - ja również tak traktuje tego typu książki. Doskonałe "odmóżdżacze". :)

    OdpowiedzUsuń
  82. Nie samą literaturą wysokich lotów człowiek żyje. "Bridget Jones" lubię zarówno w wersji książkowej jak i filmowej. Druga część nie jest już tak dobra jak pierwsza, ale też zapewnia dużą dawkę rozrywki.

    OdpowiedzUsuń
  83. AnnRK - jak dorwę drugą część to na pewno ocenię i opowiem o swoich wrażeniach. :)

    OdpowiedzUsuń
  84. Moja mama uwielbia film, a więc muszę ją na kusić na książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  85. Też pytanie! Jasne, że lubimy. Przynajmniej tę panienkę znaną z filmu. A jeśli będziemy mieć jeszcze okazję przeczytać książkę... Też bardzo chętnie, też w wolnej chwili, dla odprężenia.

    OdpowiedzUsuń
  86. Mery - koniecznie, koniecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Jest to na pewno lekka książka, słodko-gorzka - mówiąca o tym co nas interesuje najbardziej, czyli o kontaktach damsko-męskich :) Ja się skuszę, chociaż znam już film :)

    OdpowiedzUsuń
  88. Fuzjo - ja też film widziałam, ale zdecydowałam się na książkę i nie żałuję. :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  89. Zamierzam przeczytac tę ksiazke :) Ale nie wiem kiedy w koncu bede miala okazję, żeby po nią sięgnąć.. tyle jeszcze ksiazek mam do przeczytania..

    OdpowiedzUsuń
  90. uwielbiam tą bohaterkę!
    a jak tylko widzę film to mimo, że widziałam go masę razy to i tak zerkam choć jednym okiem

    OdpowiedzUsuń
  91. Natasho - ja też długo czekałam na okazję aż w końcu powiedziałam sobie, że jak nie teraz to nigdy i podziałało. :)

    OdpowiedzUsuń
  92. Ejotek - mam identycznie...;)

    OdpowiedzUsuń
  93. Bardzo chciałabym przeczytać książkę, bo film oglądałam już dużo razy i bardzo mi się podoba. Ahh... miała bym szczęście gdybym zgarnęła ją w twoim comiesięcznym rozdawaniu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może szczęście uśmiechnie się akurat do Ciebie? Okaże się. :) Powodzenia!

      Usuń
  94. Pewnie, że lubimy! Świetna lektura na zimne, deszczowe dni! A ta muzyka z filmu, urocza!

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.