wtorek, 11 grudnia 2012

"Zły wpływ" William Sutcliffe




Tytuł oryginału: Bad influence
Wydawnictwo: Baobab
Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska
Data wydania: 2009
ISBN: 978-83-89642-88-2
Liczba stron: 155



Na pewno znacie tego typu sytuację – jeśli nie z własnego życia (oby nie!), to na pewno z jakiejś książki lub filmu. W sąsiedztwie pojawia się nowa rodzina: on, ona i dziecko. Młody chłopiec, który dopiero wkracza w wiek nastoletni jest bardzo grzeczny, ma dobrze wyprasowaną koszulę zapiętą po samą szyję i… bardzo przenikliwe spojrzenie. Zdaje się, że jest w stanie przy jego pomocy wypalić dziurę. I nie byłoby w tym nic dziwnego szczególnie niepokojącego, gdyby nie fakt, że tuż po wprowadzeniu się nowych lokatorów w okolicy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mają miejsce kradzieże, wybicia szyb w oknach, a kot miłej, starszej pani, która mieszka obok, zostaje odnaleziony w zaroślach z przetrąconym karkiem…

Podobnie zaczyna się historia, którą opowiada małoletni Ben. Jego życie nie wyróżniało się niczym szczególnym, dopóki w sąsiedztwie nie pojawił się Carl. Ben, jak inni młodzi chłopcy, uczęszczał do szkoły, miał troskliwych rodziców, starsze rodzeństwo (którego szczerze nie znosił) i najlepszego przyjaciela imieniem Olly. Carl, choć jako „nowy” powinien dostosować się do zastanych reguł, bardzo szybko przejmuje kontrolę nad tym, co najważniejsze w życiu głównego bohatera „Złego wpływu” autorstwa Williama Sutcliffe’a. Odebrał mu przyjaciela, następnie mocno zranił serce jego siostry, równocześnie wymownie pokazując, do czego jest zdolny. Przebiegłe intrygi, brutalna przemoc, niczym nieskrępowana dominacja, a także pęd do bycia panem życia i śmierci – to prawdziwa twarz kilkunastoletniego, nowo przybyłego chłopca… Do czego jeszcze posunie się Carl, by udowodnić swoją przebiegłość, siłę oraz bezwzględność? Do tego, czego nikt by nie mógł się spodziewać po tak dobrym, z pozoru, chłopcu…

„Zły wpływ” to maksimum wartościowego przekazu na minimalnej liczbie stron (zaledwie 155). Normalnie pewnie narzekałabym, że tak dobra, mroczna lektura została mi tak brutalnie odebrana z racji niewielkiej objętości. Jednak pozorny mankament okazuje się być atutem, bo dzięki skondensowanej treści, fabuła zawiera w sobie samą esencję wizji dziecięcego świata. Historię opowiada młody chłopiec i takim też stylem jest prowadzona. Widzimy świat oczyma dziecka, które powoli zaczyna go pojmować przy pomocy dojrzalszych kategorii; widzi zło, które go otacza, potrafi je określić i nazwać, nie tracąc przy tym tej charakterystycznej dla młodego wieku logiki i sposobu rozumowania. Także problemy dnia codziennego są tymi wielkimi dla tak młodego ducha i jednocześnie tak błahymi dla osób dorosłych. Autor rozpoczyna swą opowieść, wplatając w nią maksimum humoru przy pomocy fantastycznych opisów Bena, a nawet jego schematów, diagramów itd.


rysunek pochodzi z książki



Następnie stopniowo je porzuca, by – im bliżej finału – wprowadzić czytelnika w mroczny klimat „Złego wpływu”. Jego apogeum następuje oczywiście na samym końcu i robi dość mocne wrażenie.

Czy pomysł na wątek główny i postać negatywnego bohatera jest oryginalny? Absolutnie nie. Nietrudno dopatrzeć się podobieństwa do „Władcy much” Goldinga czy filmu w reżyserii Iana McEwana pt. „Synalek”, w którym Macaulay Culkin uosabiał dziecięcy koszmar każdego rodzica… Mimo to, uważam książkę Sutcliffe’a za dobry thriller psychologiczny. Dzieci jako czarne charaktery straszyły, straszą i zawsze będą to robić wyśmienicie. Połączenie brutalności i przebiegłości charakterystycznej dla dorosłych z dziecięcą niewinnością zawsze robi piorunujące wrażenie i fanom takiego miksu w szczególności polecam tę lekturę.


Ocena: 5/6

78 komentarzy:

  1. Oj, ja sobie nie odpuszczę takiej lektury! A wykres jest genialny:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedz, że to nie jest jedyny wykres zawarty w opowieści Bena. :) Polecam! Pozdrawiam. :)

      Usuń
  2. Intrygująca, tak samo jak okładka, a właściwie chłopiec na niej. Szczerze mówiąc, nie przepadam za tego typu historiami, zwłaszcza przed świętami. Martwi mnie również ta uboga liczba stron. Zdecydowanie wolę grube tomiska, ale jeżeli kiedyś się na nią natknę, to czemu nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku te 155 to atut. Mówię tak, mimo że sama preferuję grubsze książki. :)

      Usuń
  3. Historia raczej nie dla mnie. Ale może kiedyś :)
    Bardzo ciekawa recenzja.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedawno czytałam horror o tym samym tytule, tylko że autor to Ramsey Campbell. Przyznam, że zaciekawiłaś mnie tą książką. Jak tak dalej pójdzie, to moje noworoczne postanowienie ratowania starych książek spali na panewce, bo znów zacznę łapać za nowości ;-) A tak na marginesie, to w życiu nie streściłabym się na 155 stronach :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, Ty jak się wczujesz w temat to nie ma takiej ilości stron, która mogłaby Cię ograniczyć. :) A co do książki to już nie jest taka nowość, bo wydana została w 2009 roku, więc tak bardzo od swojego postanowienia byś nie odbiegła. :)

      Usuń
    2. Ewciu, bardzo odbiega od mojego postanowienia, bo ja chcę szukać, czytać i omawiać książki, które były wydane np. w latach 50. XX wieku ;-)

      Usuń
    3. No faktycznie, w takim układzie bardzo odbiega, ale...wyjątek możesz zrobić od czasu do czasu. :)

      Usuń
  5. Zapowiada się niezwykle interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka Zły wpływ mogłaby być dedykowana każdemu z nas, bo kto nie zna przykładów person non grata, które nie należały do tych obdarowanych przez Mikołaja samymi prezentami. Nazwałbym tych hultajów raptusami pierwszej wady, którzy nie spoczną póki nie zniszczą wszystkie co symbolizuje dobroć i radość. Powieść z pewnością dla mnie i jak będę miał możliwość przeczytam ją. Twoje recenzje wciąż mnie zaskakują ich różnorodność poraża mnie i wzbudza niemy zachwyt. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to czytać. :) Dziękuje i pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
  7. Czasem rzeczywiście umiarkowaną ilością stron można uzyskać dodatkowy efekt...Świetna recenzja, aż mi przeszły ciarki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Miałam podobne odczucia po lekturze "Ru". :) Dzięki za miłe słowa. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Akurat takie klimaty bardzo lubię a stosunkowo uboga liczba stron czasem naprawdę zmienia się w atut. Z przyjemnością (choć to może niewłaściwe słowo) bym przeczytała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twojej opinii na temat tej książki. Czy włączyłaby się twoja słodka zgryźliwość recenzencka? ;)

      Usuń
  9. Ja zgryźliwa??? Pierwsze słyszę ;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no skąd...Pomyliłam osoby przecież... ;);)

      Usuń
  10. Czasem nie ważna jest ilość, tylko jakoś, więc skoro „Zły wpływ” to maksimum wartościowego przekazu, to ja bardzo chętnie przeczytam tą książkę. Mam nadzieję, że również docenię jej walory literackie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezła okładka :) Pasuje do tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIezła a zawartość jeszcze lepsza. :)

      Usuń
  12. Aż mnie przeszedł dreszcz, gdy czytałam Twoją opinię. Ale czuję się tak skutecznie zachęcona, że czym prędzej rozejrzę się za tą lekturą. Nie jest to obszerna pozycja, ale bardzo treściwa. Tak, mówię stanowcze tak. :)
    I nie mogę napatrzeć się na Twój szablon, śliczny jest! Mówię to już któryś raz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę polecam - a jakże. :) A co do szablonu to zawsze możesz zrobić sobie taki sam. ;) Jest ogólnie dostępny, więc ja się nie obrażę. ;)

      Usuń
  13. Uwielbiam takie tematy po prostu. Co tam, że później jak patrzę na co poniektóre dzieci, dreszcz mnie przechodzi. Jestem bardzo na tak! Chętnie się rozejrzę za tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej zwłaszcza, że niektóre mają takie spojrzenie jak chłopiec z okładki. ;)

      Usuń
  14. Zgadzam się ze stwierdzenie, że w dzieciach jest coś przerażającego i zawsze będą się nadawać do postraszenia widza czy też czytelnika. Nie przepadam za tak cienkimi książkami, ale tej sobie chyba nie odmówię. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Żeby w każdej książce były takie opisy i diagramy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, dużo ciekawsze by były. :D

      Usuń
  16. Bardzo mnie ta książka intryguje. Na pewno będę się starał ją gdzieś zdobyć, mam nadzieję, że to nie będzie trudne. Widziałem, że również recenzujesz filmy. Mam nadzieję, że będzie ich więcej :> Pozdrawiam i zapraszam do siebie - www.filmowe-abecadlo.blogspot.com

    I oczywiście będę wpadał tu częściej, więc obserwuję :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, filmów będzie więcej. Po troszku będzie przybywać filmowych recenzji i widzę u Ciebie kilka tytułów, które z czasem na pewno zagoszczą u mnie. :) Widzę też, że mamy podobne typy jeśli chodzi o wybór filmów, więc...na pewno będę Cię często odwiedzać. :) Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń
  17. Pomimo, że nie jest to nowy pomysł, to jednak jestem bardzo ciekawa jak go wykorzystał autor!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że poszło mu to całkiem dobrze. Najlepiej sama się przekonaj. :)

      Usuń
  18. Recenzja ciekawa, trochę przypomina mi książki Jacka Ketchuma... Może skuszę się, żeby kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to nie styl Ketchuma, oj nie. :) Książkę zdecydowanie jednak polecam. :)

      Usuń
  19. Może sięgne,, bo mnie zaitrygowałaś;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Również chętnie przeczytam. Pamiętam jeszcze wrażenie, jakie "Musimy porozmawiać o Kevinie" na mnie zrobiło, także chętnie przeżyję to raz jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a ja tego filmu nie oglądałam ani nie czytałam książki. Nadrobię to na pewno. :)

      Usuń
  21. Rzeczywiście masz racje, że fabuła ma prawo się kojarzyć. Jednak, "Władcy much" Pana G. mają zupełnie inny wydźwięk. Tam omawiane jest to w jaki sposób natura dziecięca może zmienić się pod wpływem warunków otoczenia, a tu z tego co mi się wydaje mamy do czynienia z bohaterem, który po prostu jest zły :)
    Z pewnością książka warta przeczytania, a że bardzo lubię takie historie - choć przyprawiają mnie o ból głowy - to zapewne, jak tylko będę miała okazję sięgnę po tę książkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. :) Tyle, że dla Bena tymi "warunkami otoczenia" jest Carl i też na niego wpływa... :) Stąd m.in. to porównanie do "Władcy much". :) Pozdrawiam

      Usuń
  22. Lektura nie dla mnie, ale sama przyjemność czytania Twojej recki mi wystarcza- bardzo dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi to czytać. :)

      Usuń
  23. Słyszałam o tej książce :) Wcale mnie nie dziwi taka pozytywna recenzja i wysoka nota :) Z pewnością ją kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, że i u Ciebie przeczytam kiedyś recenzję tej książki. :)

      Usuń
  24. Spojrzawszy na tytuł miałem nadzieję na coś innego, ale Twoja recenzja mnie zaciekawiła i pewnie sięgnę kiedyś po tę książkę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na co miałeś nadzieję?:) Jeśli można zapytać. :) Pozdrawiam.

      Usuń
  25. Okładka, tytuł, tematyka i recenzja... Wszystko przemawia za tym, aby sięgnąć po tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Książka już czeka na swoją kolej i jakoś doczekać się nie może. I chyba niepotrzebnie czytałam Twoją recenzję, Ewo, bo teraz myślę tylko o tej historii, a muszę jeszcze przeczytać parę innych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz śmiało pozmieniać kolejność czytanych lektur, bo "Zly wpływ" ma ledwie 155 stron. Przeczytasz za jednym posiedzeniem. :)

      Usuń
  27. Po takiej recenzji, koniecznie muszę przeczytać książkę :) Swoją drogą zastanawiam się czemu jej nie dostrzegłam wcześniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było o niej zbyt głośno, wydawnictwo też mało znane...pewnie dlatego, ale to nie zmienia faktu, że książka jest godna uwagi. :)

      Usuń
  28. Coś w sam raz dla mnie, koniecznie muszę dorwać tą książeczkę. Tragicznie cieniutka, ale skoro mówisz, że to na plus to ja Ci wierzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. jakoś mnie przeraża ta książka.. zupełnie nie wiem czemu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepotrzebnie, książka nie jest tak straszna jakby się to mogło wydawać. :)

      Usuń
  30. Schemat jest genialny :D Sama książka, nie powiem, zaintrygowała mnie, choć początkowo wątpiłam, by była do tego zdolna. Szkoda, że jest tak niewielka objętościowo, ale w tej chwili działa to na jej korzyść, ponieważ daje mi to możliwość wciśnięcia jej w mój napięty grafik. Tak więc, skutecznie zachęciłaś mnie do lektury "Złego wpływu" :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  31. O tak, to zdecydowanie coś dla mnie! Tytuł zapisuję na liście i koniecznie będę musiała się za książką rozejrzeć, gdyż zapowiada się nad wyraz ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Niczego się tak nie boję jak małych dzieci, które z pozoru są grzeczne i spokojne..
    Książka by mnie z pewnością porwała, wstrząsnęła i zostawiła z szeroko otwartą buzią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz...Zwłaszcza patrząc na okładkę tej książki...Brrr... :)

      Usuń
  33. Jakoś nie czuję chęci przeczytania tej książki. Może i nie najgorsza, ale czuję, że to nie to.
    PS: Dodałem recenzję "Misery" ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Oj Cysiek Cyśku mój :* :)

    OdpowiedzUsuń
  35. wreszcie mam chwilę, żeby nadrobić Twoje recenzje - trafiam pierwszą i bum - spodobała mi się ta książka, zwłaszcza że czasem też się przekonuję, że nie zawsze poniżej 200 stron oznacza złą lekturę. Zaciekawiłaś mnie bardzo. Mimo że to nie jest radosna tematyka to chętnie bym ją przeczytała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątki, w których dzieci są czarnymi charakterami zawsze fascynują. :) Polecam!

      Usuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.