wtorek, 27 stycznia 2015

Carnivia. Herezja - Jonathan Holt





tytuł oryginału: The Abduction
wydawnictwo: Akurat
data wydania: 19 listopada 2014
ISBN: 9788377588246
liczba stron: 432


Gdy na początku tego roku natknęłam się na jedną z pierwszych zapowiedzi debiutu Jonathana Holta pt. Bluźnierstwo, będącym pierwszą częścią trylogii Carnivia, już na wejściu byłam nim mocno zaintrygowana. Książka zapowiadała się naprawdę nieźle, szczególnie z uwagi na wykreowaną przez autora wirtualną Wenecję, która to jest solidnym fundamentem dla wszystkich tomów. Niestety, po zakończonej lekturze przyszło delikatne rozczarowanie, bowiem tego, czego oczekiwałam po tej powieści najbardziej, było najmniej – akcji toczącej się właśnie w wirtualnym świecie Carnivii. Liczyłam też po cichu, że sprawa będzie się miała zgoła inaczej w przypadku drugiego tomu – Herezji.

Jednak, nie licząc samej fabuły, drugi tom trylogii nie różnił się znacząco od poprzednika. Holt ponownie zadbał o to, by czytelnik śledził tok wydarzeń z kilku perspektyw. Już na początku wraz z pułkownikiem Aldo Piolą staramy się odkryć, kto i jak podrzucił ludzkie szczątki na plac budowy nowej amerykańskiej bazy wojskowej we Włoszech. Nie mamy jednak zbyt wiele czasu na zaangażowanie się w sprawę, bowiem do włoskiej policji wpływa zawiadomienie o zaginięciu nieletniej córki amerykańskiego żołnierza. Sprawę bada pani kapitan Kat Kapo oraz powiązana z amerykańskim wywiadem Holly Boland. Dość szybko na jaw wychodzi, że pozornie spokojna i nad wyraz grzeczna córka wojskowego miała swoją drugą, głęboko skrywaną przed otoczeniem, niespokojną naturę. Jeden z tropów w sprawie zaginięcia nastolatki prowadzi w dobrze znane kapitan Kat miejsce – do Carnivii oraz jej założyciela, Daniele’a Barba.

Gdyby tego wszystkiego było Wam jeszcze mało, to nic się nie martwcie – by fabuła nabrała pikanterii, mamy tu jeszcze kontrowersyjny wątek religijny. I faktycznie, pikanterii odmówić się jej nie da, tak jak autorowi pomysłowości na opisywane zdarzenia. Jednak co nam po intrygujących pomysłach na perypetie bohaterów, skoro oni sami nie robią na nas zbyt wielkiego wrażenia? Są niczym aktorzy, którym zlecono odegranie roli, a których osobowości tak naprawdę nie znamy. Niby swoją pracę wykonują dobrze i bez zarzutu, ale nie są charakterystyczni, niczym szczególnym nie wyróżniają się.

Podobnie jest z tempem akcji, które raz postawione na pewnym poziomie w żaden sposób nie chce wspiąć się wyżej. Od Herezji wieje monotonią. Co prawda autor raczy nas scenami, w których śledzimy losy porwanej nastolatki, co zdecydowanie powinno działać na plus powieści, ale rozdziały te są bardzo krótkie i zdecydowanie brakuje im odpowiedniego do sytuacji dramatyzmu. Czy w tym tomie lepiej poznałam wirtualny świat Carnivii? Niekoniecznie. Owszem, jest nieco więcej akcji toczącej się właśnie tam, ale to specyficzne miejsce nadal nie odkrywa przed czytelnikiem swojej magii.

Chwilę nadziei przyniosło mi za to jedno ze zdań opisujących stan znalezionych szczątków ludzkich, bowiem liczyłam, że ta naprawdę zabawna pomyłka redakcyjna może się jeszcze powtórzy i rozbawi mnie równie mocno jak ta pierwsza. Zagwarantowałoby mi to solidną dawkę rozrywki podczas lektury. Niestety, na więcej tego typu kwiatków nie trafiłam, co nie zmienia jednak faktu, że mimo monotonni wypływającej z kart powieści, ta i tak zapisze się w mojej pamięci na dłużej, jeśli nie na zawsze. Doskonale zadba o to jakże brawurowe zdanie:

W pobliżu, ale osobno, leżała noga, wciąż ze stopą[1].

Ach! I na koniec jeszcze słowo komentarza odnośnie stwierdzenia, które padło na okładce książki, jakoby dzieło Holta łączyło w sobie najlepsze cechy powieści Dana Browna i Stiega Larssona. O ile Browna można by tu doszukać się w wątku religijnym, o tyle Larssona tu nie uświadczycie – jest to prosty chwyt marketingowy, który z rzeczywistością wiele wspólnego nie ma.

Moje jakże subiektywne zdanie nie znaczy jednak, że drugi tom Carnivii Holta nie znajdzie swoich fanów. Znajdzie ich wśród entuzjastów nieśpiesznego tempa akcji, wątków religijnych i wybranych wydarzeń z dziejów Włoch.

Ocena: 3/6





[1] J. Holt, Carnivia. Herezja, Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2014, s. 15.


Pierwszy tom: Bluźnierstwo.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Akurat.

24 komentarze:

  1. Cytat wybrałaś świetny. :) Mnie również w trakcie czytania rzucił się on w oczy.
    Oba tomy mi się podobały i jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu, ale rozumiem też Twoje argumenty.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie wiem czy skuszę się na trzeci... Jakoś ciągot już nie mam. :)

      Usuń
  2. No i teraz nie jestem pewna, czy powinnam czytać :D Niby już o tej serii rozmyślam od jakiegoś czasu, ale jakoś nie jestem jeszcze do końca przekonana (do pierwszego tomu jestem) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak podejdziesz do niej totalnie na luzie, to "zaliczysz" obydwa tomy, jako całkiem dobre czytadła, ale z butów raczej Cię nie wyrwie... Co to to nie. :)

      Usuń
  3. Ten cytat rozwalił mnie totalnie :))
    Ja w każdym razie nie mam ochoty na tę serię, tym bardziej, że fajerwerków tutaj nie uświadczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajerwerków brak, ale dla sportu przeczytać można. :)

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze ani jednego tomu z tej serii. Ale przyznam, że jakoś chyba się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie będę Cię za wszelką cenę namawiać. :)

      Usuń
  5. Tak jak wychwalałam Bluźnierstwo, tak Herezji nie mogę doczytać. Spodziewałam się chyba czegoś lepszego, choć przecież poziomem dorównuje 1 części Carnivii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że topornie się czyta? "Bluźnierstwo" było jednak lepsze...

      Usuń
  6. Po ciekawym "Bluźnierstwie" spodziewałam się nie mniejszych emocji w drugim tomie. Niestety wyszło gorzej. Przeczytam trzecią część, ale nie będę się nastawiała na specjalne rewelacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano wyszło...i to znacznie gorzej, ale co poradzić? :) Ja po trójeczkę raczej chyba nie sięgnę.

      Usuń
  7. Pierwszy raz słyszę o tej ksiażce i wcale nie żałuje. Zupełnie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę najpierw zajrzeć do pierwszego tomu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może całej serii jakoś nie jestem ciekawa, ale zaintrygowałaś mnie tą wirtualną Wenecją tak mocno, że chociaż może pierwszy tom gdzieś wykopię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł z wirtualną Wenecją, powiem Ci. :)

      Usuń
  10. Jak wiesz mi się podobała ta książkę i czekam z niecierpliwością na 3 :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby trójka także przypadła Ci do gustu. :)

      Usuń
  11. Nie dodało mi mojego wcześniejszego komentarza :(
    W skrócie napisałam tyle: choć zarówno pierwsza część, jak i druga nie zyskały jakoś zbytniego uznania w Twoich oczach, to tematyka i tak mnie intryguje, więc jeśli będę miała możliwość to po obie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka jest ciekawa. Ta wirtualna Wenecja zasługuje na zainteresowanie, choć nie ma jej zbyt wiele. :)

      Usuń
  12. Musiałabym najpierw sięgnąć po poprzednią część. Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.