środa, 22 lutego 2012

"Zielona mila" Stephen King


Gdy wybraniec losu przemierza ten odcinek drogi, pozostaje wówczas bez wątpienia najjaśniejszą gwiazdą w zasięgu wzroku widzów. Na jego twarzy maluje się skupienie, a wyprężone ciało jest niesione na sztywnych nogach. Choć ostre oświetlenie powinno razić w oczy – zdaje się – że dla tego człowieka nie ma to najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko fakt, że jest w centrum uwagi i kroczy ku swemu przeznaczeniu.
Czy mówię o gwiazdorze jakiejś superprodukcji filmowej, który dumnie kroczy w blasku reflektorów? Absolutnie nie, choć w obu przypadkach bohaterowie na końcu swej drogi otrzymują należną im nagrodę. I o ile w przypadku aktora można spodziewać się statuetki Oscara oraz dywanu w kolorze rażącej czerwieni, o tyle w przypadku wybrańca losu „nagrodą” jest okrutna śmierć…

Czerwonego dywanu sam nigdy nie oglądałem, za to na pamięć znam każdy milimetr Zielonej Mili – linoleum w odcieniach limonki, po którym po raz ostatni kroczyli skazani na śmierć. Nazywam się Paul Edgecomb. W latach młodości sprawowałem funkcję naczelnego strażnika bloku E więzienia stanowego w Cold Mountain. Jeśli w ogóle można oswoić się z widokiem konania człowieka na krześle elektrycznym, to myślę, że w pewnym stopniu ja tego dokonałem, choć wykonywanie wyroku zawsze odciskało piętno na mojej psychice. Jednak w pamiętnym roku 1932, gdy okoliczną ludnością wstrząsnęła historia dwóch bliźniaczych sióstr brutalnie zgwałconych i zamordowanych, nie sądziłem, że czeka mnie najgorsza egzekucja w całej mojej zawodowej karierze. Na śmierć został wówczas skazany John Coffey – zabójca tych dwóch niewinnych istot. Czarnoskóry olbrzym, napawający wszystkich ludzi przerażeniem, okazał się człowiekiem, którego prawdziwa natura chwytała ze serce, gdy tylko miało się sposobność poznania go bodaj odrobinę bliżej. Do tych szczęśliwców należałem między innymi ja – jako jeden z nielicznych wiedziałem, że ten monstrualnie wyglądający morderca, niczym dziecko bał się ciemności i zalewał się szczerymi łzami, gdy tylko czuł taką potrzebę. Jako jednemu z nielicznych było mi także dane doświadczyć jego ponadnaturalnych zdolności –  i to w momencie – gdy sądziłem, że nie ma już dla mnie żadnego ratunku. I to także ja miałem brać udział w  jego egzekucji – choć wraz ze zbliżaniem się jej daty topniało we mnie przekonanie o jego winie.

Nie będę streszczał całej tej niesamowitej historii, nie powiem też, czy John dokonał żywota na Starej Iskrówie jak nazywaliśmy nasze wysłużone już narzędzie do odbierania życia skazańcom. Kto będzie chciał dowiedzieć się, jak potoczyły się losy Johna, moich kolegów po fachu czy też mnie samego, niech sięgnie po zapiski Stephena Kinga zatytułowane „Zielona mila”.
Przed ich lekturą musicie przygotować się na to, że dobrze poznacie każdego z bohaterów tej historii – King doskonale oddał prawdziwą naturę każdego z nas, w szczególności Coffey’a.
Musicie się także nastawić na to, że od pierwszych zdań tej relacji wsiąkniecie w klimat, który nas wtedy otaczał. King postarał się, by nie uronić ani kropli z jego niepowtarzalności.
Wiedzcie też, że tempo wydarzeń jest nieśpieszne, ale im głębiej w nie wejdziecie, tym silniejsze emocje w Was wywołają. Nie powstrzymujcie łez, jeśli będą Wam się cisnąć do oczu – nie ma sensu…

Zachowajcie w sercach opowieść stuczterolatka i uchrońcie ją od niepamięci.
A ja zasnę ze słowami piosenki, którą nucił jeden z pielęgniarzy pracujących w domu starców:

Gdy odejdziesz w tę dolinę… zgasną jasne oczy twe… i zgaśnie uśmiech…*


* S. King, Zielona mila, Albatros, Poznań 2008, s. 330.

Ocena: 5,5/6

Recenzja bierze udział w wyzwaniu:

85 komentarzy:

  1. I takiego Kinga uwielbiam :)
    Żałuję tylko, że książę czytałam już po dwukrotnym obejrzeniu filmu.
    Ale nie zmienia to faktu, że "Zielona Mila" to jedno z moich ulubionych dzieł Stephena

    OdpowiedzUsuń
  2. Silaqui - oj ja obejrzałam ekranizację ładnych kilka razy zanim zabrałam się za książkę. :) Jednak specjalnie to nie przeszkadzało mi we wczuciu się w jej klimat. :) No i sama muszę zrobić miejsce na mojej top liście ulubionych książek Kinga właśnie dla "Zielonej mili". :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zielona mila" zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, zarówno jako film, jak i książka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cinnamon - wcale mnie to nie dziwi, na mnie również. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tej książce i zdaje się, że dawno temu oglądałam film na jej podstawie. Moje zafascynowanie Kingiem zaczyna być coraz większe. Na półce leży "Chudszy" i czeka na swój czas :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko - szkoda, że nie czeka na półce "Zielona mila". Myślę, że wypadła by korzystniej niż wypadnie "Chudszy". :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i również byłam zachwycona:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasandro - w pełni to dla mnie zrozumiałe. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham i książkę, i film! Pisząc ją King był chyba u szczytu formy:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Isadoro - możliwe! Choć jemu takie perełki zdarzają się dość regularnie. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. To fantastyczna opowieść, znakomity King. Ja najpierw widziałam film, który uwielbiam, a potem czytałam książkę, która zrobiła na mnie spore wrażenie:) Cudo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Danusiu - ja film widziałam nawet kilka razy zanim przeczytałam książkę i w niczym mi to nie przeszkodziło. Obie formy są wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się. Ja także widziałam film już kilka razy, za każdym razem tak samo mi się podoba!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Twórczość Kinga cały czas jeszcze przede mną. Długo wahałam się czy dać autorowi szansę. Teraz "Zielona mila" już od jakiegoś czasu czeka w kolejce. Mam mieszane uczucia co do niej, ale myślę, że jest duża szansa iż przypadnie mi do gustu. Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Danusiu - sukces filmu to m.in. ogromna zasługa Hanksa wg mnie, genialny aktor. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nati - super opcja jak na rozpoczęcie przygody z Kingiem, musisz tylko złapać ten specyficzny klimat i nie oczekiwać gnającej an oślep akcji. :) Powinna Ci się spodobać. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. a moved story!i can help crying

    OdpowiedzUsuń
  18. Książki nie czytałam, ale dwa razy oglądałam film i była to niezwykle wzruszająca produkcja. Jestem pewna, że sama powieść również bardzo porusza. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Cyrysiu - skuś się bo książka robi równie silne wrażenie jak fil a może nawet większe...?:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Następnym razem złapię ją w bibliotece. Film był cudowny, więc po książce spodziewam się tego samego :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bezimienna - myślę, że nie zawiedziesz się też na książce. :)

    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam Kinga, dlatego muszę koniecznie się zabrać do lektury. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Floss - jako fanka nie masz wyboru. :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Kinga uwielbiam i książkę jak najbardziej muszę przeczytać. Obawiam się tylko,że częściowo zepsułam sobie przyjemność czytania tej książki gdyż obejrzałam już film na jej podstawie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Gabrielle - absolutnie nie! Założę się, że mimo iż obejrzałaś wcześniej ekranizację będziesz pod wrażeniem książki. Mogę to niemal zagwarantować. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Az wstyd sie przyznac ale juz dawno widzialam film a do dzisiaj nie mialam pojecia, ze zostal nakrecony na podstawie ksiazki Kinga :-) Koniecznie musze ta lekture nadrobic :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. alison2 - nie ma się czego wstydzić, bo wiele ludzi nie ma o tym pojęcia. :) Wiem z doświadczenia. :) A lekturę nadrób koniecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wolę ksiażkę od filmu, chociaż ekranizacja dobrze zrealizowana :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Taki jest świat - choć fil kocham to i tak cieszy mnie Twoje zdanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja wreszcie muszę zabrać się za Kinga, jednak zacznę od powieści, której wcześnie nie oglądałam ekranizacji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Bibliofilko - a masz jakiś konkretny plan już?:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Film był bardzo dobry. Nawet nadprzyrodzoności wyszły całkiem nieźle. Ciężko w tym gatunku o produkcje na podobnym poziomie. Zaciekawiłaś mnie książką i może sięgnę po nią, jak już rozparceluję czekający na mnie na biurku stosik. Mam nadzieję, że nie będzie zawodu po porównaniu z Lśnieniem czy Ręką mistrza, które bardzo mi do gustu przypadły.

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak na razie miałam okazję przeczytać tylko "Sklepik z marzeniami" Kinga, ale tę pozycję chętnie przeczytam. Film na podstawie książki oglądałam i bardzo mi się podobał, teraz porównam go z powieścią.

    OdpowiedzUsuń
  34. Jedna z lepszych książek Kinga, bardzo miło ją wspominam. Świetna, niebanalna opowieść.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  35. Czytałam ta książę już dłuższy czas temu. Bardzo mi się podobała- uważam, że to jedna z lepszych książek Kinga. Zaraz po "Komórce"(jeśli nie czytałaś to polecam!!).
    Uwielbiam ksiązki jego autorstwa- ale dawno nie miałam przyjemności ich czytać. Muszę to nadrobić- tylko kiedy...:(

    OdpowiedzUsuń
  36. Mam ją na liście książek do kupienia;) Nie mogę już się doczekać lektury.

    OdpowiedzUsuń
  37. Czytałam, oglądałam film, znowu czytałam. Za każdym razem równie mocno przeżywałam tę historię...

    OdpowiedzUsuń
  38. Andrew Vysotsky - "Ręka mistrza" to zupełnie inna bajka i nawet nie należy jej porównywać do "Zielonej mili", ale nie dlatego że jest gorsza. :) To po prostu dwa różne klimaty powieści. W "Lśnieniu" zaś jest zdecydowanie więcej grozy niż w "Zielonej mili". :) Co też nie znaczy, że "Zielona..." na tym traci. ;) Myślę, że powinieneś być zadowolony z lektury. :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Elen - jest co porównywać, ale żadne nie wypada gorzej względem drugiego. ;) Myślę, że sama to stwierdzisz po lekturze. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  40. Caroline Ratliff - nic dodać, nic ująć! :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  41. Z głową w książce - zgadzam się co do "Zielonej mili", mniej jeśli chodzi o "Komórkę", bo ta średnio przypadła mi do gustu. :) Na pocieszenie powiem Ci, że i ja bardzo Kinga zaniedbałam a fanką jego się mianuję. ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  42. Miravelle - super, życzę szybkiego upolowania jej. :)

    Immoro - i to w tym tytule jest piękne, że za każdym razem smakuje tak jakbyśmy "kosztowali" jej poraz pierwszy...:)

    OdpowiedzUsuń
  43. Tyle razy widziałam film, a książki nigdy nie miałam w dłoni... to tak strasznie dziwne. Wiesz, że ostatnio wiele myślałam o tej książce? To, że natrafiłam na Twoją recenzję musi być jakimś znakiem.;D Nic, tylko biec do biblioteki i szukać...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  44. Wszyscy mnie do niej przekonują więc muszę koniecznie przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Mam zieloną milę na półce :) Film strasznie mi się podobał, płaczę za każdym razem gdy oglądam. Cieszę się, że książka tak bardzo przypadła Ci do gustu i mam nadzieję, że i mnie się ona tak bardzo spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
  46. Niko - to omen jak nic! ;) Leć do biblioteki. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  47. Samash - większość ma rację. ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  48. Marto - jeśli na filmie płaczesz to szykuj zapas chusteczek na książkę...:) Cudna jest...:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  49. Przepiękna powieść! Po przeczytaniu od razu stała się jedną z moich ulubionych, choć długo wzbraniałam się przed jej przeczytaniem. Cudowna książka, o której myśli się jeszcze długo po przeczytaniu, ciężko pogodzić się z takim zakończeniem.

    OdpowiedzUsuń
  50. Uwielbiam tę książkę, polecam także film :)

    OdpowiedzUsuń
  51. King zawiódł mnie już kilka razy. "Lśnienie" nie przypadło mi do gustu.
    "Zieloną milę" widziałem. Historia ciekawa, ale znowu nie lubię T.Hanksa :P

    OdpowiedzUsuń
  52. Agato - no nic dodać,nic ująć po prostu... :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Camellio - film widziałam już kilkukrotnie i polecam wszystkim razem z Tobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Panie R. - jestem w szoku przyznam. :) Ja "Lśnienie" bardzo lubię i Hanksa uwielbiam...Cóż, dwa rozbieżne gusta w tym względzie...:)

    OdpowiedzUsuń
  55. Jedna z piękniejszych książek :) Ekranizacja też mi sie bardzooo podobała!!!!

    OdpowiedzUsuń
  56. Tosiu - zgadzam się w pełni. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  57. Czytałam i bardzo mi się podobało. Bardzo lubię Kinga.

    OdpowiedzUsuń
  58. Zorijo - witam w klubie fanek "Zielonej mili" i Kinga ogólnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Oglądałam film, zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Książka wciąż jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  60. Karolko - myślę, że książka zrobi na Tobie równie silne wrażenie jeśli nie silniejsze nawet. :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Książki nie miałam okazji przeczytać. Oglądałam natomiast film i, przyznaję się bez bicia, zalewałam się na nim łzami. Historia Johna - niezwykłego człowieka o skórze w kolorze czekolady mocno wryła mi się w pamięć. Oby jak najszybciej nadeszła chwila, gdy znajdę czas na przeczytanie książki.

    OdpowiedzUsuń
  62. Dwojro - tego Ci życzę, książka może wycisnąć z Ciebie jeszcze więcej łez niż film, wiec przygotuj się na to. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  63. Film widziałam ksiązki jeszcze w rękach nie miałam czas nadrobić zaległości dobra recenzja

    OdpowiedzUsuń
  64. Anne18 - dzięki. :) Książkę polecam gorąco. :)

    OdpowiedzUsuń
  65. King to King. A "Zielona mila" to "Zielona mila". Książkę czytałam, zanim oglądałam film, więc przeżywałam ją bardzo mocno.
    Poza tym, wiedziałam, że Ci się spodoba. Jak ktoś kocha Kinga, to ta książka (troszkę inna od reszty podobnież) przypadnie mu do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  66. Mery - cóż tu więcej dodawać do tego co napisałaś? Nic. :) Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Od zawsze chcę przeczytać tę książkę i jakoś zawsze coś staje mi na przeszkodzie ;) może następnym razem będąc w bibliotece po prostu ją w końcu wypożyczę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  68. Inulec - to jest bardzo dobry plan powiem Ci...;) Po prostu ją wypożycz. ;) Myślę, że się nie zawiedziesz!

    OdpowiedzUsuń
  69. Bezapelacyjnie uwielbiam tę książkę. Szczerze powiedziawszy, to jedyna książka Kinga, którą przeczytałam. Zresztą, film też jest przecudowny. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  70. Ew - prawda??:) Jednak inne książki Kinga też polecam. Chociażby "Lśnienie" - to też klasyka już. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  71. Wzruszyłaś mnie tym tekstem, stanęła mi przed oczami cała ta historia. Niesamowita. Nie znam książki, znam film. Ale z chęcią zanurzę się w stronice powieści.
    Powinnaś wygrać w konkursie na recenzję tygodnia na LC, powinnaś!!

    OdpowiedzUsuń
  72. Oooooluuu - dziękuję Ci pięknie za te pokrzepiające słowa...:) Serduszko mi się cieszy bardzo. :) A historia jest piękna jak sama zauważyłaś...Musisz przeczytać książkę, po prostu musisz...:)

    OdpowiedzUsuń
  73. Dużo słyszałem nigdy nie czytałem. Może to już znak abym przeczytał ?

    OdpowiedzUsuń
  74. Szkicowniku - tak, to zdecydowanie znak byś książkę przeczytał. :D

    OdpowiedzUsuń
  75. Zielona Mila jest wyraźniejsza od życia i bardziej poruszająca od jaskiń solnych. Swojska i "źródlana" zarazem - w pozytywnym słów znaczeniu. King to mistrz nastroju - nawet gdy pisze o "dupie, Marynie", a często pisze o czymś ciekawym. Tu mamy i niesamowity klimat, i coś bardzo ciekawego. Część książek autora mogłaby nosić oznaczenie "Świat w/g Kinga". :) Podobało się; jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  76. Macieju - "Świat wg Kinga", tak zgadzam się z Tobą po stokroć. :) I "Zielona mila" w tym kręgu zasługuje na miejsce na podium. Specyficzny i bardzo klimatyczny tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  77. Nie pamiętam, aby płakał ze wzruszenia czytając książkę. Co innego po lekturze Twoich recenzji, ale to z pewnością wiesz, bo są niczym wisienka na torcie. To one stanowią o zainteresowaniu cała książką i przyczyniają się do powodzenia danej pozycji. Niczym tor przyozdobiony bez wisienki jest niepełny, smutny i niedokończony. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  78. Patryku - dziękuję....:):*

    OdpowiedzUsuń
  79. Nie wiem czemu tak bardzo wzbraniam się od obejrzenia filmu, chyba obawiam się zbyt dużych emocji z tym związanych ale przełamuję się ,właśnie niedawno kupiłam książkę i zamierzam w końcu nadrobić stracony czas.Najpierw książka a potem ekranizacja.

    OdpowiedzUsuń
  80. Dalio - film jak i książka są wzruszające, ale naprawdę warto się skusić...Nawet kosztem kilku łez...:) Uwielbiam "Zieloną milę" i Coffey'a. :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Film oglądałam już wielokrotnie ale książki aż wstyd się przyznać jeszcze nie czytałam choć już od dłuższego czasu mam ja w swojej biblioteczce. Jednak po przeczytaniu Twojej recenzji Ewo postaram się jak najszybciej nadrobić to zaniedbanie.
    Film wywarł na mnie ogromne wrażenie, płakałam jak bóbr. Mam nadzieje,że z książką będzie podobnie,choć nie wiem czy to dobrze,że obejrzałam film przed przeczytaniem książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu jest takich, którzy mówią, że film jest dużo lepszy, ale wg mnie obie wersje są wspaniałe. :)

      Usuń
  82. Można powiedzieć, że to klasyka i to niesamowicie dobra. Film jest rewelacyjny, ale książka obłędna...bohaterzy, klinach, historia...wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  83. Nie lubię Kinga. "Zielona mila" to jednak mój ulubiony film i moja ulubiona książka (jedyna, z pozycji tego autora, którą cenię). Za każdym razem, gdy John Coffey dobiega swego żywota na Starej Iskrówie - ja płaczę jak bóbr.

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.