piątek, 30 marca 2012

"Fantastyczne samobójstwo zbiorowe" Arto Paasilinna


Co byście powiedzieli na propozycję podróży autokarem po całej Europie? Wystarczyłoby „jedynie” wziąć urlop w pracy (ewentualnie „wymiksować się” z obowiązków szkolnych lub uczelnianych), spakować najpotrzebniejsze rzeczy, podjąć trochę gotówki i zająć sobie odpowiednie miejsce w autobusie. Naturalnie nie jechalibyście sami – towarzyszyliby Wam ludzie o podobnym światopoglądzie, zbliżonych problemach życiowych i przede wszystkim – bardzo Wam przyjaźni. Kusząca perspektywa, prawda? Jest tylko jeden mały haczyk. Otóż, przejechalibyście Europę wzdłuż i wszerz ze świadomością, że na końcu tej osobliwej wycieczki wszyscy razem popełnicie samobójstwo.

Już słyszę te wyrazy oburzenia i podejrzenia mnie o doszczętne postradanie zdrowego rozsądku. Rozumiem więc, że ze wspólnej wycieczki nici? A tak już bardziej poważnie, to wyobrażacie sobie w ogóle taki scenariusz? Przyznam szczerze, że ja jak dotąd nie, dopóki nie wpadła mi w ręce książka jednego z fińskich pisarzy nazwiskiem Arto Paasilinna pt. „Fantastyczne samobójstwo zbiorowe”.
Swoją opowieść zaczyna on od historii dyrektora Onniego Rellonema, który kierowany niepowodzeniami na polu zawodowym oraz rozpadem małżeństwa postanawia popełnić samobójstwo. Bierze do ręki broń i udaje się w stronę starej i opuszczonej stodoły. Jednak na miejscu okazuje się, że nie jest w niej sam. Towarzyszem niedoli okazał się być były wojskowy Hermanni Kemppainen. Fakt, iż Onni zastał pułkownika z pętlą na szyi był bardzo jasnym sygnałem, że ten udał się w do opuszczonego budynku dokładnie w tym samym celu. Obaj wybrali to samo miejsce, by zakończyć swój żywot – choć każdym powodowało coś innego.
Po nieudanym akcie samobójczym postanowili, że niebawem znów wrócą do swego założonego planu pozbawienia się życia, jednak rozważając o nastrojach psychicznych swych rodaków doszli do wniosku, że takich ludzi jak oni jest w Finlandii na pewno więcej. Zatem dlaczego by nie skrzyknąć większej grupy w celu przeprowadzenia samobójstwa zbiorowego?
Jak pomyśleli, tak zrobili. Na dniach ukazało się adekwatne do zamiaru ogłoszenie w prasie. A potem? Potem już tylko podróż po różnych zakątkach Europy z myślą, że na samym jej końcu wszyscy razem odejdą z tego padołu. Jednak, jak na grupę prawdziwych nieudaczników życiowych przystało, trzeba się spodziewać licznych komplikacji po drodze. Ostatecznie sprawa śmierci wcale nie jest jeszcze przesądzona. Czy dopięli swego? Kto będzie chciał, ten sam sprawdzi. Ja mogę jedynie napomknąć o swoich wrażeniach z lektury, które były wyjątkowo… mieszane.
Jakiś czas temu, gdy po raz pierwszy zetknęłam się z opisem tej książki, wpadłam niemal w zachwyt. Przeczuwałam, że mam przed sobą coś zupełnie innego od dotychczasowych powieści, a mimo ciężkiej tematyki jest więcej niż pewne, że tytuł ten podbije moje serce.

Istota „Fantastycznego samobójstwa zbiorowego” nie okazała się być jednak trudna. Była początkowo intrygująca, przez cały tok akcji delikatnie zabawna, ale przede wszystkim... nużąca. Po fabule spodziewałam się natłoku skrajnych emocji wprost się zeń wylewających, a w gruncie rzeczy otrzymałam taką sobie humorystyczną opowiastkę. Niby przygody, na jakie napotykają uczestnicy eskapady są liczne i dość interesujące, ale nie na tyle, by odpędzić natrętnie powracające pytanie: – To popełnią w końcu to samobójstwo czy nie? – Przyznaję, że autor tej powieści niczym szczególnym mnie nie ujął – tempo akcji jest miarowe, a o jakieś wybitne jej zwroty tu ciężko; język jest zwyczajny, dla każdego zrozumiały, nie zaskakuje; humor bardzo delikatny, może gdyby tak podnieść jego natężenie byłoby lepiej? Ale to już tylko moje gdybanie…

Ostatecznie publikację tę można uznać za świetny przerywnik, niezobowiązującą lekturę na jeden wieczór, ale uniesień nie ma się co spodziewać.

Ocena: 3,5/6

42 komentarze:

  1. Książkę czytałam dawno temu, ale z tego co pamiętam, to nawet mi się podobała:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasandro - nic dziwnego, bo podoba się faktycznie może. :) Ale w moim odczuciu "szalu niema" i sporo jej do niego brakuje. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, a tyle dobrego się o niej naczytałam! Może to ten specyficzny fiński styl? Czytałam tego autora "Wyjącego młynarza" i nawet mi się spodobało, jeśli przywyknąć do stylu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Isadoro - na tę ksiązkę chyba trzeba mieć odpowiedni nastrój psychiczny, tak mi się wydaję, ale nie chciałam tego sugerować w recenzji, bo może się mylę. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, sama nie wiem, czy podróż autokarem przez Europę to taki fantastyczny pomysł - mam chorobę lokomocyjną;) No i samobójstwo na koniec? Nieeee...:):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Danusiu - haha, no w Twoim przypadku to faktycznie nie jest taka zacna opcja. ;) Też miałam kiedyś ten problem, ale wraz z wiekiem odszedł w siną dal. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie choroba pozostała w samochodach i autokarach właśnie. W autobusach jest już ok, w końcu ciągle nimi jeżdżę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem zatwardziałą domatorką, ale chyba tutaj zrobię wyjątek i wybiorę się autokarem w podróż po całej Europie :-)Tylko nie wiem, czy odważę się na to samobójstwo ;-) Chyba nie, bo za bardzo cenię życie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cyrysiu - jakoś mnie to nie dziwi. ;) Ale czy bohaterowie się zdecydowali możesz sprawdzić, nic nie zaszkodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. raczej nie dla mnie, gdyby więcej było tych emocji, to bym pewnie sie skusiła a tak, to chyba raczej nic mnie do niej nie ciągnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Tosiu - też dlatego nie będę Cię specjalnie do niej namawiać. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wycieczka po Europie fajna rzecz, ale bez tej całej akcji z samobójstwem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkicowniku - ma się rozumieć... ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie nie przeczytam. :) Już po opisie książka nie wydała mi się specjalnie interesująca, a i Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że lepiej dać sobie spokój. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nati - specjalnie nie zamierzam Cię namawiać do zmiany zdania. ;) Nie w tym przypadku. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że brak emocji, bo opis fabuły bardzo mnie zaciekawił. Jeśli jednak książka nie dostarcza wrażeń to podziękuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dosiaku - może dostarczyć wtedy gdy ma się podobne nastroje do bohaterów książki czyli z lekka depresyjne. :) Wtedy może dać do myślenia. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  18. Tytuł intryguje, ale chyba już treść mniej

    OdpowiedzUsuń
  19. Taki jest świat - ja się osobiście zgadzam z Twoim twierdzeniem, ale nie mówię, że miałoby tak być w przypadku każdego czytelnika. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja tak bardziej poważnie. Myślę, że autor tak do końca sobie tego nie wymyślił. Finlandia to kraj, gdzie notuje się od lat najwyższy wskaźnik samobójstw :-( Oczywiście mnie do książki nie ciągnie, ale to nie zmienia faktu, że szkoda mi Finów.

    OdpowiedzUsuń
  21. Agnieszko - jak najbardziej masz rację, jest nawet o tym mowa na początku książki. Tematyka nie wzięła się znikąd.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hmm mimo niskiej oceny zaciekawiła mnie, nie czytałam jeszcze takiej książki.

    OdpowiedzUsuń
  23. Okładka w ogóle do mnie nie przemawia. Nie zachęca :( ani nie przyciąga. Ale temat ciekawy. Mam dylemat ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bsz - już mi ktoś mówił, że ta moja nieprzychylna recenzja skusiła go do tej lektury, więc może warto? Sprawdź. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Tetiisheri - jak to mówią "nie ocenia się książki po okładce", prawda?:) Ja po fabule oceniłam ją dość słabo, ale może Ty się wczujesz w klimat?:)

    OdpowiedzUsuń
  26. a ja czytałam dwie książki tego autora i w obydwu podobało mi się poczucie humoru z jakim zostały napisane, może okładka rzeczywiście nie zachęca, ale ja osobiście nie żałuję, że poświęciłam czas tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałam ochotę przeczytać tę książkę. Dzięki Twojej recenzji widzę jakie może mieć minusy i co ewentualnie może mi się w niej nie spodobać, jednak i tak jestem zachęcona :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Magdo - rzecz gustu, prawda?:) Cieszę się, że Tobie się podobały. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Marto - zatem szukaj jej intensywnie i sama oceń...po prostu. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. aż szkoda, bo fabuła ma ogromny potencjał. no nic, może spróbuję i sama ocenię ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Niedoczytana - a spróbuj, może akurat pod Twój gust książka podejdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Pomysl na ksiazke poniekad bardzo ciekawy ale wiadomo od pomyslu do wykonania czasem daleko... Moze nawet i dobrze, dzisiejszy swiat jest tak pokrecony ze wcale bym sie nie zdziwila gdyby kiedys faktycznie pojawila sie taka osobliwa "wycieczka" inspirowana ta ksiazka... wiec im mniej szumu tym mniejsze zagrozenie. Zanim powiesz ze przeciez to tylko fikcja dodam ze np w Japonii zdarzaja sie przypadki ogloszen za pomoca ktorych ludzie szukaja towarzyszy w ostatniej drodze... smutne ale niestety prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie na razie jakoś nie ciągnie...Chociaż na rzeczywistą podróż się piszę.:D

    OdpowiedzUsuń
  34. Alison - tak, tak słyszałam o przypadkach w Japonii. Głośno też było jakiś czas temu o ludziach szukających "towarzyszy" podczas popełniania samobójstwa poprzez internet. A może obie mówimy o tym samym? Oglądając siebie nawzajem dzięki kamerkom pozbawiali się życia. A patrząc na różne reality show można się spodziewać, że kiedyś taka wycieczka może się zdarzyć (albo scenariusz z "Wielkiego marszu" Stephena Kinga).

    OdpowiedzUsuń
  35. Mery - podróż by się przydała, prawda?:) Byle nie z takim zakończeniem. ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Podobno "wszystko już kiedyś było" i autor tej książki na pewno znał tę tezę. Na przekór brutalnej prawdzie, chciał swoim pomysłem zabłysnąć oryginalnością.Dziwaczne zestawienie chęci popełnienia samobójstwa i podróżowania autobusem.
    Książki nie czytałem i nie wiem gdzie bohaterowie konkretnie zakończyli swoje voyage. Być może było to w Mielnie, ono podobno "wykończy każdego". Pomyślcie:Pablo jedzący zupę, tj. ostatnią swoją zupę w życiu... No co? Też chce być oryginalny!!!

    OdpowiedzUsuń
  37. maRku - tyle chyba mogę zdradzić, że akcja nie kończy się w Mielnie. ;) Oryginalności gratuluję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. kurcze, chyba wybiorę sie do księgarni :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Isabell - a zrób to, pewnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Mówiłam, że nie powala... największym minusem tej pozycji jest w moim odczuciu to, że nie tworzy więzi z czytelnikiem - czytałam, ale tylko do momentu, kiedy zamykałam ją na chwilę, znużona tym takim sielskim "niczym", którego w niej pełno - to był tez moment, w którym bohaterowie, wydarzenia i ogólnie cała ta książka robiły się dla mnie idealnie obojętne.
    Kiedyś ją skończę. A Tobie gratuluję wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Magdo - masz rację, akcja toczy się gdzieś obok czytelnika a nie z jego udziałem. Szkoda, bo mogło być ciekawie...:)

    OdpowiedzUsuń
  42. To drugie moje śmiertelne rozczarowanie ostatnio - zaraz obok Tanatonautów, których męczę już drugi miesiąc...

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.