poniedziałek, 5 września 2011

"Pewna forma życia" Amélie Nothomb

Jeśli ktoś miałby ochotę na podjęcie współpracy z portalem Sztukater.pl (także jako recenzent), zapraszam do zajrzenia na stronę "Współpraca dla chętnych z portalem Sztukateria" na moim blogu i kliknięcie w obrazek - otworzy się w powiększeniu. :) Ewentualne pytania można kierować do mnie (e-mail) lub bezpośrednio do Tomasza (namiary podane w ogłoszeniu).


źródło okładki: wydawnictwo Muza

Nie wiem czy pamiętacie, swego czasu, głośne zjawisko pod nazwą „Pro-ana”? Propaguje ono anoreksję jako świadomy styl życia, świadomy wybór. Jego „wyznawcy” czerpią radość z każdego utraconego grama, faktu niejedzenia jak i dążenia do coraz niższej wagi ciała. A czy mogłoby istnieć coś przeciwnego temu zjawisku? Czyli świadome tycie w myśl jakiejś idei? Okazuje się, że w pewnym sensie może.

Amélie Nothomb, belgijska pisarka, swoją króciutką książka pt. „Pewna forma życia” daje tego dobry przykład. Poznajemy w niej pewnego amerykańskiego żołnierza, pełniącego służbę wojskową w Iraku, imieniem Melvin. Decyduje się on napisać list do pisarki zmotywowany zasłyszana informacją, że odpowiada ona tym, którzy decydują się na korespondencję z nią. Wierzy, że tylko ona może go zrozumieć… Amélie, choć początkowo niechętnie, daje się wciągnąć w wir wymiany listów, w których Melvin zdradza o sobie coraz więcej szczegółów. Okazuje się, że jest „bulimicznym buntownikiem” – na znak protestu przeciwko wojnie pochłania coraz to większe ilości jedzenia, można by rzecz, że „zajada” swój stres i ból związany z udziałem w krwawych (i często śmiertelnych) starciach.
O ile sam ten fakt, noszący znamiona zaburzeń psychicznych jeszcze nie jest nad wyraz szokujący i przejmujący to stosunek żołnierza do swojej tuszy już tak. Uczynił on ją, bowiem odpowiednikiem ukochanej kobiety (nadając jej imię Szeherezady), z którą nie rozstaje się ani na chwilę. Całymi dniami oczekuje na cudowne, wieczorne chwile, gdy będzie mógł objąć swoją lubą i cieszyć jej obecnością…
Te niesamowite opisy sprawiają, że pisarka wsiąka w tok korespondencji i sama nie wie, kiedy ten obcy człowiek staje się poniekąd częścią jej życia. W końcu dzieje się coś, czego Amélie się nie spodziewała – jej korespondencyjny znajomy nagle milknie i nie odpowiada na listy…Czy to się stało? Zabiła go wojna? Może jego ukochana, Szeherezada? A może zwyczajnie postanowił definitywnie zakończyć kontakt z pisarką?

Odpowiedź na te pytania z lekka szokuje. Samo zakończenie zaś, mnie osobiście trochę…zbulwersowało (tak, to chyba dobre określenie). Nie spodobało mi się, że w ostatniej decyzji, jaka pada na kartach książki jest tyle…tchórzostwa! Jeśli w sposób świadomy na coś się decydujemy powinniśmy liczyć się z konsekwencjami zakończenia danej sprawy i mężnie stawić im czoło. Może jednak oceniam to zakończenie zbyt subiektywnie? Może nie zrozumiałam rozterek autorki tak jakby tego chciała? A może wręcz przeciwnie, a ja tylko ośmieliłam się wytknąć jej błąd?

Być może ile czytelników tyle wersji oceny jej poczynań. Dlatego kończę mój wywód by nikomu nie narzucić swojego zdania, a tylko zachęcić do wyrobienia sobie własnego podczas tej niezwykłej i wartościowej lektury. A jest nią nie tylko zbiór korespondencji tych dwojga, a także fascynujące studium ludzkich słabości i psychologicznych oddziaływań wynikających z różnych aspektów ludzkiego (duchowego) wnętrza i doświadczeń życiowych.

Ocena 4,5/6

36 komentarzy:

  1. Widzę, że bardzo poruszyła cię ta książka. Tak jak mówisz najlepiej samemu wyrobić sobie o niej opinie i ja tak zamierzam zrobić, tym bardziej, że już wcześniej wpadła mi w oko ta pozycja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cyrysiu - tak, jest godna uwagi. :) Ciekawa tematyka i forma. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę czytałam i jak widzę, mamy podobne odczucia. Żałuję tylko, że była taka króciutka, ponieważ zdecydowanie wolę dłuższe książki.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasandro - dokładnie, szkoda tego zakończenia. Można było je rozwinąć i tym samym wydłużyć książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie w różny sposób radzą sobie z cierpieniem psychicznym, aczkolwiek nie przestają mnie zadziwiać niektóre z tych metod.
    Muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie swoją recenzją! Brzmi tak tajemniczo, że po prostu muszę się z nią bliżej zapoznać!

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Isadoro - sama książka jest intrygującą, taka inna od wielu...polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm zaintrygowałaś mnie tym zakończeniem... Ksiązkę chcę przeczytać odkąd zobaczyłam ją jako zapowiedź na jednym z blogów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anetko - nie tylko zakończenie w niej jest intrygujące, polecam sprawdzić, co jeszcze. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam tak wiele opinii o tej książce, że muszę wreszcie ją przeczytać, aby wyrobić sobie własne zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Madlen - dokładnie, zwłaszcza, że lektura tej książki zajmuje chwilę. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. I kolejna książka na mojej liście "do przeczytania" :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam w planach. A po kolejnej pochlebnej recenzji już nie mogę się doczekać kiedy ją dostanę w swoje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gabrielle - to bardzo dobre plany. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka z tego co napisałaś wydaje się interesująca. Może się skuszę ;>

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkicowniku - taka właśnie jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Niedopisanie - ano, mało komu się podoba, pamiętam, że i Marta nie była zachwycona...

    OdpowiedzUsuń
  18. Sekret i oryginalność A. Nothomb polega na tym, że w skondensowanej treści swoich książek potrafi stworzyć ciekawe, naprawdę niebanalne, szokujące historie dające do myślenia, a ich bohaterowie na długo zostają w pamięci. Gorąco polecam Ci też inne jej tytuły, zwłaszcza "Kosmetykę wroga" i "Kwas siarkowy".
    Cieszę się, że autorka wypływa w Polsce na "szersze wody", bo tej pory znana była raczej tylko nielicznym, a jest naprawdę godna uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja mam straszną ochotę na tę książkę. Ciekawa jej jestem, Nawet mimo zakończenia:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nemeni - skorzystam z sugestii kolejnych lektur tej autorki, dziękuję. :)

    Mery - może zakończenie akurat Tobie przypadnie do gustu, kto wie?:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż, trochę nietypową formę protestu wybrał sobie bohater... W każdym razie i ja jestem dosyć ciekawa tej książki ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Cinnamon - Ty lepiej poznaj zakończenie...;) To dopiero...;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wow, to się nazywa popadanie w skrajność, czego to ludzie nie wymyślą? Ciekawy pomysł na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Avo - żebyś wiedziała. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jakoś ostatnio moja kolejka,książek się wydłuża a czasu ubywa i co tu począć ;/.

    OdpowiedzUsuń
  26. Agnieszko - nie Ty jedna masz ten dylemat...Gdyby tak dobę dało się wydłużyć chociaż o połowę...:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam tą książke na uwadze już od dłuższego czasu.Musze w końcu na nia zapolować.

    Co do Sztukatera-juz kiedyś chciałam współpracowac z tym portalem.Niestety zostałam odrzucona ze względu na zbyt krótki czas prowadzenia bloga:(

    OdpowiedzUsuń
  28. Z głową w książce - zapoluj, zapoluj, nie powinnaś żałować. :) A co do Sztukatera to spróbuję się dowiedzieć jak to było i jeśli dowiem się czegoś konkretnego to dam Ci znać.

    OdpowiedzUsuń
  29. Książka ta przypomina mi zwierciadło, w którym nigdy nie ujrzysz swojego oblicza, bo za każdym razem będziesz przeglądać się w innym odzwierciedleniu własnej duszy. Może i pompatyczne, ale często ludzie nie chcą widzieć tego co jest zafałszowują prawdę by maskować swoja słabość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Mądrze i prawdziwie powiedziane Patryku. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Zaciekawiła mnie ta książka ,bardzo oryginalny pomysł.Ciekawe czy odbiór zakończenia pokrywałby się z Twoimi odczuciami ?

    OdpowiedzUsuń
  32. Dalio - jakby tu odpowiedzieć Tobie na pytanie nie zdradzając zakończenia? no chyba się nie da...;) Musisz przeczytać. W każdym bądź razie zakończeniem byłam w pewnym sensie oburzona. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ostatnio też o niej pisałam
    http://basiapelc.blogspot.com/2013/04/pewna-forma-zycia-amelie-nothomb.html
    Też byłam zbulwersowana tym... tchórzostwem!

    OdpowiedzUsuń
  34. Cieszę się, ze znalazła sie tu jedna z moich ulubionych autorek. Przeczytałam dopiero 3 książki Amelie Nothomb, ale już ją tak nazywam - moja ulubiona. "Pewnej formy życia" jeszcze nie czytałam, ale po Twojej recenzji widzę, że nie odbiega od innych sposobem oddziaływania na czytelnika. Chciałabym kiedyś przeczytać wszystkie książki Amelie (są tak króciutkie, że nie będzie to trudne), a Ty swoim wpisem jeszcze bardziej mnie do tego zachęciłaś. :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się. :) I może ja kiedyś zdecyduję się poznawać jej kolejne książki. :) Pozdrawiam ciepło. :)

      Usuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.