czwartek, 30 stycznia 2014

Urodzony w obozie nr 14 - Blaine Harden





tytuł oryginału: Escape from Camp 14
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 20 listopada 2013
ISBN: 9788379432387
liczba stron: 256


Ten koszmar się jeszcze nie skończył…


Północnokoreańskie obozy dla więźniów politycznych istnieją dwa razy dłużej niż stalinowskie łagry i dwanaście razy dłużej niż hitlerowskie obozy koncentracyjne.

Jeszcze kilka lat temu ta informacja zamieszczona na okładce ostatnio przeczytanej przeze mnie książki najpewniej wzbudziłaby we mnie ogromny szok i przerażenie, bo stosunkowo niedawno dotarło do mnie, że to, czego dopuszczali się m.in. naziści nie zakończyło się wraz z okresem ich panowania. Ten koszmar trwa po dziś dzień i chyba tak naprawdę niewiele da się z tym zrobić, póki rząd Korei Północnej pod wodzą dynastii Kimów nie opamięta się (co mało prawdopodobne) lub zwyczajnie nie upadnie.

O obozach tych zrobiło się bardzo głośno mniej więcej na początku roku 2013, kiedy to znana dobrze wszystkim korporacja Google opublikowała zdjęcia satelitarne, na których można zobaczyć te miejsca. Skupiają one więźniów politycznych, stanowiących według władz Korei zagrożenie dla państwa. Znaleźć się może w nim każdy, także ten, kto np. nie uczcił urodzin wielkiego władcy w odpowiedni sposób (obecnie „Wielkiego następcy” Kim Dong II, czyli Kim Dzong Una) lub zwyczajnie chciał wyjechać z kraju (ci uznawani są najczęściej za szpiegów). Czary goryczy dopełnia fakt, że w Korei Północnej obowiązuje system odpowiedzialności zbiorowej, czyli wraz z głównym „przestępcą” karę ponosi cała jego rodzina – wszyscy trafiają do obozu, a niektórzy właśnie w nim się rodzą, tak jak Shin Dong-hyuk, o którym opowiada książka Blaine Ardena „Urodzony w obozie nr 14”.

Ten młody, bo zaledwie trzydziestodwuletni mężczyzna, przeszedł w swoim życiu więcej niż niejeden człowiek. Można powiedzieć, że przeszedł prawie tyle, co wielu więźniów obozów koncentracyjnych za panowania nazistów w Europie. Tyle samo, co oni, albo mniej, albo więcej – zależy jak na to spojrzeć. Do obozów stworzonych przez nazistów trafiali ludzie czujący, kochający, niezapominający o człowieczeństwie, przeżywający emocje – Shin, w odróżnieniu od nich, tego wszystkiego był pozbawiony. Urodził się bowiem w Obozie nr 14 (do istnienia którego władze Korei się nie przyznają – oficjalnie taki nie istnieje) w Kaeczon, jako „człowiek maszyna”, któremu obce są uczucia (m.in. miłość do rodziny), a najważniejsza jest lojalność wobec strażników i trzymanie się obozowego kodeksu:

1. Nie próbuj uciekać.
Jeśli spróbujesz i zostaniesz na tym przyłapany – będziesz rozstrzelany (tak jak każdy inny świadek tego zajścia, który nie powiadomi o tym władz obozu).
2. Zgromadzenia więcej niż dwóch więźniów są zabronione.
3. Nie kradnij.
Shin przytacza w swoich wspomnieniach historię dziewczynki, która została zakatowana na śmierć za kradzież pięciu ziaren zboża.
4. Strażników należy bezwarunkowo słuchać.
5. Każdy, kto zobaczy zbiega lub podejrzaną osobę, musi o tym natychmiast zameldować.
6. Więźniowie muszą obserwować się nawzajem i natychmiast meldować o wszelkich podejrzanych zachowaniach.
7. Więźniowie muszą przekraczać normy pracy wyznaczone na dany dzień.
8. Poza miejscem pracy nie może być kontaktów pomiędzy płciami w celach osobistych. 
Jakiekolwiek kontakty seksualne pomiędzy więźniami groziły rozstrzelaniem (choć
w niektórych przypadkach kontakty były dozwolone, np. między więźniarkami
a strażnikami).
9. Więźniowie muszą szczerze żałować swoich błędów.
10. Więźniowie, którzy naruszają obozowe zasady i reguły, zostaną natychmiast rozstrzelani.[1]


Shin znał te zasady od małego i sumiennie ich przestrzegał, dlatego nie wahał się przed podjęciem decyzji o poinformowaniu strażnika o zamyśle ucieczki swojego brata. Zrobił to z zazdrości o porcję ryżu, jaką matka wydała jego bratu w ramach „wyprawki” na drogę, oraz mając nadzieję na nagrodę za donos do władz obozu. Nagrody nie było, a „w podzięce” za brak lojalności wobec rodziny obejrzał brutalny spektakl, w którym matka oraz brat zostali straceni.

Przyznaję, że historia ta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, jednak daleka jestem od oceniania podejmowanych przez Shina decyzji. W jaki sposób i według jakiej miary może człowiek w stu procentach wolny, któremu w zasadzie niczego nie brakuje, oceniać tego, kto z konieczności jada szczury? Tego, kto nigdy nie widział szczoteczki do zębów i nie wie, jak się jej używa? Którego torturowano – w celu wyciągnięcia odpowiednich informacji wieszano pod sufitem, przypalano i obcięto palec u ręki? Ciężko to wszystko sobie nawet wyobrazić, a co dopiero pokusić się o ocenę postępowania takiej osoby…

Na szczęście dla Shina udało mu się uciec. Gdy osiedlił się w jednym miejscu, przyszedł czas na nauczenie się normalnego życia: poznanie aktualnych zdobyczy techniki, nowego i nieznanego wcześniej jedzenia, przyzwyczajenie się do zdrowych relacji międzyludzkich, gdy wreszcie nie ma przymusu donoszenia na kogokolwiek i można komuś zaufać. Coś, co dla nas jest tak zwyczajne i codzienne, dla niego było najtrudniejsze – stawanie się człowiekiem.

Blaine Harden
źródło: www.npr.org
Shin jest młodym mężczyzną i wierzę, że z czasem uda mu się pokonać wszystkie lęki, wyzbyć się koszmarów i oswoić z własnymi emocjami (np. nauczyć się płakać). Tak wiele przed nim… Martwi mnie jednak sytuacja tych, którzy nadal przebywają w obozach rozsianych po Korei Północnej – czy im też się uda? Czy nadejdzie dzień, w którym staną się wolni? Czy świat znajdzie sposób na to, by im pomóc? Czy brutalne rządy Kimów kiedyś w końcu upadną?

Chcę wierzyć, że tak się stanie. Że ten koszmar, tak skwapliwie pielęgnowany przez nazistów w latach drugiej wojny światowej, jednak kiedyś się skończy. Pełna rozterek rozstaję się z tą trudną lekturą… Pod względem literackim nie mam jej nic do zarzucenia, ale oceniać jej nie zamierzam. Nie o to w przypadku tej książki przecież chodzi.




[1] B. Harden, Urodzony w obozie nr 14, Świat Książki, Warszawa 2013, s. 241-244.

Recenzja dla Lubimy Czytać: LINK.

52 komentarze:

  1. Ciekawa rzecz. Ja ostatnio przeczytałem "Jeden dzień Iwana Denisowicza" Sołżenicyna, więc mniej więcej wiem co mogło się w tej książce znajdować, choć pewnie było tego znacznie więcej.
    A tak swoją drogą, to od kiedy funkcjonują takie obozy? Bo piszesz, że dłużej niż wszystkie inne, w co śmiem wątpić,, ale póki się nie wypowiesz, to kłócić się nie zamierzam, bo może akurat masz racje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mea culpa, co innego miałam na myśli, a co innego napisałam. Chodzi oczywiście o długość istnienia obozów. Te koreańskie istnieją do dziś a stalinowskie czy nazistowskie zakończyły już swój tragiczną działalność. Poprawiłam się, przepraszam. :)

      Usuń
    2. Aha :) No to kamień z serca, bo już myślałem, że coś nie tak z moją pamięcią :) I nie ma za co przepraszać, pomyłki każdemu mogą się zdarzyć. Ja natomiast cieszę się, że mogłem pomóc w jej zauważeniu ;)

      Usuń
    3. Dzięki. Dobrze, że czujne oko stoi na straży. :D

      Usuń
  2. Książka zapewne jest wstrząsająca, ale potrzeba, jak każda dotycząca takich tematów. No, może, prawie każda. Postaram się ją przeczytać. Dobrze, że pojawiają się takie publikacje, bo nie można zapomnieć, że na takie okrucieństwa nie mieli wyłączności ani naziści ani zwolennicy reżimu Stalina.
    Całkiem niedawno cały świat usłyszał o północnokoreańskich obozach. Ciekawe, gdzie jeszcze istnieją takie obozy, takie dyktatury, o których nie wiem albo wiemy bardzo mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś, ktoś mówił mi o amerykańskich obozach, ale...ile było w tym prawdy - nie wiem...

      Usuń
    2. Wiesz, najgorsze jest to, ze świat wie. Tzn. o północnokreańskich obozach zrobiło się głośno faktycznie w pierwszej połowie 2013 roku, natomiast o krwawej dyktaturze, jaka istnieje w Korei Płn. wiedzą wszyscy, tylko jakoś nikt nie moze się za to zabrać. Wielu było na świecie (i nadal jest) dyktatorów, którzy cieszą się (co prawda nieoficjalnym) poparciem władz m. in. państw europejskich. Korea Płn jest krajem zamkniętym, dlatego tak mało wiemy o tym, co sie w niej dzieje.Wiemy jednak, że dzieje się bardzo źle. Są jednak pajace, jak Dennis Rodman, którzy moralność i szeroko pojętą etykę rozumieją jakoś pokrętnie.

      Usuń
    3. To, że to zamknięty kraj to jedno, ale dwa to to, że świat się Korei boi. Co też chyba mało kogo dziwi - każdy wie jak wielkim zagrożeniem są bomby atomowe... Nikt do końca nie wie, co Kimom siedzi w głowie i do czego tak naprawdę są zdolni - może tylko straszą a może nie? Świat traktuje Koreę jak bombę z opóźnionym zapłonem.

      Usuń
    4. ja osobiście uważam, że takie książki i ukazywanie tej prawdy jest ważne, ale swego czasu sporo o tym czytałam i sama nie wiem czy chcę czytać więcej...jakoś mnie ten temat przeraża i wolałabym działać niż poszerzać wiedzę i czytać o kolejnym przypadku, numerze...tymczasem post i cytat oddają to co najważniejsze w tej książce i jak należy ją odbierać;) pozdrawiam

      Usuń
    5. Ok, tylko, co takie szare ludki jak my mogłyby zrobić?

      Usuń
    6. sama nie wiem może szerzyć informacje? odwiedzać strony poświęcone walce?

      Usuń
  3. Tematycznie wstrząsająca pozycja. Nie wiem, czy aktualnie mam ochotę na coś takiego. Chyba jednak nie czuje się na siłach, aby ją przeczytać, gdyż od jakiegoś czasu samopoczucie mam paskudne i wolę coś znacznie weselszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudna książka, niestety... Nie dla każdego i nie na każdą chwilę, dlatego Ciebie do lektury nie będę namawiać.

      Usuń
  4. W przedostatni Gościu Niedzielnym były dwa artykuły : jeden przedstawiający sytuację w Korei Północnej a drugi wspomnieniowy. Najgorsze jest to, że Koreańczycy z południa są przeciwni ewentualnemu połączeniu Korei/gdyby nawet mogło do tego dojść /, że w swym zabieganym życiu, nastawionym na sukces i konsumpcję nie widzą miejsca dla swych przecież rodaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta książka też napomyka o niechęci Korei Południowej do połączenia się ze swoimi sąsiadami. Niesamowite , jak wielka przepaść je dzieli.

      Usuń
  5. Korea Płn to moim zdaniem najbardziej przerażający kraj w całej historii świata, najgroźniejsza dyktatura, której praktycznie nie można obalić. Tak mało o niej wiemy, jest tak bardzo hermetyczna, że przerażająca do granic. Wydaje się, że przy północnokoreańskiej dyktaturze "Rok 1984" to pikuś. Póki nie zagrożą komuś z zewnątrz, nikt nie będzie chciał pomóc ludziom, którzy tkwią w tym piekle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni już grożą i to całemu światu przy pomocy programu nuklearnego i być może dlatego (i między innymi) nikt nic nie robi, by pomóc mieszkańcom Korei.

      Usuń
    2. Ok, ale to samo mówiono o Iraku. Tam jednak Amerykanie potrafili wejść. Zagrożenia jak się okazało nie było , była za to mistyfikacja na międzynarodową skalę. To jednak temat innej dyskusji. Tak czy siak książkę przeczytam na milion procent. Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam na czytaniu o krajach, gdzie dzieje sięautentyczne zło. Wiele rzeczy mnie przeraża, im bardziej wgłębiam się w temat, tym mniej spokojnie śpię. Trudno, wszystko ma swoją cenę.

      Usuń
    3. Ciężko o spokojny sen czytając o tym wszystkim. Choć my żyjemy w raju porównując warunki życia z mieszkańcami Korei... Nie głodujemy, nie boimy się, że za grzechy rodziny spędzimy resztę życia w obozie... Jak przeczytasz tę książkę to daj znać i opowiedz o swoich przemyśleniach. A co do Iraku... Tam Ameryce opłacało się wtrącić - ropa to cenny surowiec... :/

      Usuń
    4. Dlatego ekipa G.W. Busha oszukała całe społeczeństwo, posługując się olbrzymią mistyfikacją w sprawie magazynów w Iraku w których rzekomo miała być przechowywana broń nuklearna. Oczywiście jak tylko uda mi się przeczytać książkę, dam znać o swoich wrażeniach i przemysleniach. Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Wstrząsające, ale książkę chętnie przeczytam. O takich rzeczach powinno się pisać i czytać, chociaż wiadomo, że lekka tematyka to nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam "Światu nie mamy czego zazdrościć", Korea Płn. jest przerażająca. A trzeba pamiętać, że przekaz, który do nas dociera nie jest pełny (obiektywny oczywiście też nie, ale tak już jest z literaturą).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 100 % się zgadzam, ale to tylko potwierdza tezę, że relacje naocznych świadków, którym udało się uciec z tego piekła są niezwykle istotne i dostarczają bardzo ważnych informacji o tym systemie.

      Usuń
    2. To prawda! Tym bardziej takie książki powinny powstawać, po to, aby ludzie zdali sobie sprawę, że koszmar obozów, który dla nas Europejczyków jest tylko tragiczną historią, na innym kontynencie wciąż trwa. I mimo iż, póki będzie trwał, nie dowiemy się całej prawdy o tym, co tak naprawdę się tam dzieje, ważne, aby mieć świadomość, że... dzieje się nadal! i że świat nadal niewiele może zrobić...
      Książka na pewno trudna ale potrzebna. Z chęcią sięgnę przy najbliższej okazji.

      Usuń
  8. "Światu nie mamy czego zazdrościć" - muszę poszukać... A sama mam w domu jeszcze "Uchodźcy z Korei Północnej. Relacje świadków" i chyba zrobię zamieszanie w kolejce książek do czytania i te przyśpieszę.

    Najwięcej tam pewnie mogłaby zrobić Ameryka, ale to się jej nie opłaca... Korea Południowa boi się, że zaleje ją fala biedy od sąsiadów, że zabiorą im pracę itd... Hmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Światu nie mamy czego zazdrościć" jest przez chwilę mowa o tym, jak pomaga Korea Południowa. Nie ma tam tego dużo i w dodatku nie jest to najnowsza książka, mogło się sporo zmienić, ale już jakieś wyobrażenie daje. Jesli znajdziesz książkę, polecam.

      Usuń
  9. Jak sobie pomyślę o tych wszystkich okrucieństwach, to aż ciary mnie przechodzą. Czasami nie rozumiem tego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Ty jedna masz takie dylematy. :/

      Usuń
    2. awiola - mam dokładnie to samo ..

      Usuń
  10. Ojej, ojej, ojej, muszę to przeczytać, koniecznie!!
    Koniecznie, zazdroszczę ci jej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich wrażeń po takiej książce...

      Usuń
    2. Może się kiedyś dowiemy :)

      Usuń
  11. Oglądalam kilka reportaży na temat sytuacji w Korei Północnej [m.in. „Dzieci złego państwa"]. Równie wstrząsająca jest sytuacja małych dzieci, które zostały osierocone [w skutek klęski głodu bądź aresztowań] i wegetują na ulicach. Kilkuletnie maluchy dosłownie walczą o kilka ziarenek ryżu, które upadły w błoto. Sierocińce nie są w stanie zapewnić im opieki. Z powodu klęski głodu wymierają całe rodziny. Na czarnym rynku kwitnie handel ludzkim mięsem...
    ,,Urodzonym w obozie nr 14" na pewno się zainteresuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar...Inaczej nie da się tego opisać...

      Usuń
  12. Wyobrażam sobie jak wstrząsająca musi być to lektura. Ale mimo to, a może właśnie dlatego chciałabym po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym trzeba czytać, trzeba wiedzieć, co się tam dzieje, mimo że tematyka jest trudna. :/

      Usuń
  13. Tematyka jest wstrząsająca, sama historia strasznie trudna i... ciężka do zniesienia. Jednak trzeba poznawać takie pozycje, bo przecież jak można nie zdawać sobie sprawy z tego, co się dzieje w odległych krajach! Trzeba o tym mówić, pamiętać i może jakoś wspólnie uda się to zmienić... Książkę muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Trudny temat, trudna książka. Na pewno przeczytam, ale w innym terminie, obecnie zbyt trudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Faktycznie, do tej książki trzeba mieć odpowiedni dzień.

      Usuń
  15. Prawdę mówiąc już przy czytaniu Twojej recenzji przeszedł mnie dreszcz. Nawet nie chcę myśleć jak się będę czuła czytając książkę, ale...muszę ją przeczytać, po prostu muszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, mimo niełatwej lektury gorąco ja polecam.

      Usuń
  16. Ejże, co tu się nawyrabiało? Zdublowana Książkówka. Latarni nie ma. Ba! Nawet brązów nie ma. Ewcia, coś Ty tu nawymyślała? :D

    A książka... Jak się pewnie domyślasz, to nie jest tytuł koło którego można przejść obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic, nic. Udaj, że tego nie widziałaś droga Ann. ;)

      Usuń
  17. Nie omieszkam jej przeczytać, tym bardziej, że mój stosik się ostatnio zmniejsza i będzie miejsce na nowe książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, bo książka warta jest uwagi. :)

      Usuń
  18. Tematyka straszna, ale ważna. Zachęciłaś mnie do przeczytania, choć pewnie jeszcze nie teraz - na taką lekturę muszę się psychicznie przygotować. Ale na pewno nie zapomnę o tym tytule. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba mieć odpowiednie nastawienie do takiej książki, ale warto po nia sięgnąć. A nawet trzeba.

      Usuń
  19. Dziękuję za zwrócenie uwagi na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.