wtorek, 26 listopada 2013

"Rany kamieni" Simon Beckett





tłumaczenie: Radosław Januszewski
tytuł oryginału: Stone Bruises
wydawnictwo: Amber
data wydania: 5 listopada 2013
ISBN: 9788324148547
liczba stron: 336


Panie Beckett, chyba popełnił pan błąd…


Niestety. Z przykrością muszę stwierdzić, że w moim odczuciu ten bardzo dobry twórca kryminałów okraszonych pewną dozą thrillera, czyli Simon Beckett, popełnił chyba dość poważny błąd. Nie, nie mówię tu o samym fakcie napisania „Ran kamieni”, ale o rozpoczęciu przygody z pisarstwem od serii z doktorem Hunterem w roli głównej. Może jednak zacznę od początku, jak należy…

Tym razem Beckett postanowił zerwać tę silną i jakże udaną relację ze wspomnianym już przeze mnie Davidem Hunterem i przy tworzeniu swojej najnowszej powieści pójść zupełnie inną drogą. Jak postanowił, tak zrobił.

Ukazał nam głównego bohatera (Anglika Seana) w dość nietypowym momencie. Mężczyzna ucieka – ma ze sobą tylko wypełniony po brzegi plecak i przemierza francuskie odludzia w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Tak naprawdę on sam tego nie wie, ale odczuwa strach o własne życie i jak oka w głowie pilnuje swojego plecaka.

W końcu natrafia na dużą farmę, szczelnie odizolowaną od otoczenia… Pragnienie okazuje się jednak silniejsze od kłódek i innych zabezpieczeń – wchodzi na teren farmy i jej mieszkankę prosi o szklankę wody. Po wszystkim ładnie dziękuje i wyrusza w dalszą drogę. Nie spodziewa się jednak, że lada moment wróci w to miejsce i zostanie poniekąd zakładnikiem jego właściciela…

Farma to miejsce specyficzne, zaniedbane, z niewielką liczbą zwierząt, ale za to jakże oryginalnymi okazami świniodzików. Zamieszkuje ją niezwykle tajemnicza i – co tu kryć – bardzo dziwna (niepełna) rodzina, tj. ojciec, dwie córki i malutki wnuczek. Już sam fakt, że Sean po wypadku, którego doznał z winy właściciela farmy, został zamknięty na strychu stodoły, a nie odwieziony do szpitala, daje mocno do myślenia. Potem nie jest lepiej… Rodzina ma bardzo złą reputację w mieście, wszyscy się z nich śmieją, a szczególnie z córek, sugerując, że są lekkich obyczajów. Jednak to tylko drobnostka w porównaniu z tym, co kryje ich przeszłość.

A Sean? No cóż, sam też nie jest bez skazy, bo w końcu po co gnał przez odludne tereny Francji z podejrzanym pakunkiem w plecaku? Każdy tu ma coś na sumieniu, coś, czego nie chce wyjawić i coś, co może zniszczyć jego życie na zawsze…

Jak już pewnie dało się zauważyć, cechą charakterystyczną „Ran kamieni” jest wszędobylska tajemnica. W zasadzie jest fundamentem tej powieści – każdy ma coś do ukrycia i każdy ma konkretny ku temu powód. Bohaterowie też są tajemniczy, a Sean nawet przesadnie, bo mimo że jest postacią pierwszoplanową, to niewiele o nim wiadomo. Mało tego, nie jest także specjalnie intrygujący czy wyrazisty. Zdecydowanie lepiej wypadają pod tym kątem pozostali, czyli farmer (szczególnie on) oraz jego dwie córki.

Akcja książki toczy się dwutorowo: w teraźniejszości, gdy Sean ucieka już po tajemniczym incydencie oraz w przeszłości – przed dramatycznymi wydarzeniami. Kwestią sporną (z tego co już zdążyłam zaobserwować) jest sam pomysł na wydarzenia umieszczone w fabule. Z jednej strony – to, co się dzieje, wciąga i jest bardzo interesujące. Mimo, że akcja nie gna na oślep, to książkę czyta się bardzo szybko. Z drugiej strony zaś, jak się temu wszystkiemu przyjrzeć, to trudno oprzeć się wrażeniu, że cała historia jest mocno przerysowana i mało prawdopodobna. Więc może się lepiej specjalnie nad tym nie zastanawiać i po prostu czytać?

Simon Backett
źródło: www.simonbeckett.de
Zapoznając się z treścią tej nowej powieści, nie należy także przypominać sobie co i rusz o tym, jak wyglądały fabuły poprzednich książek autora. Dlaczego? Ponieważ Beckett przyzwyczaił nas do specyficznego stylu, w którym buduje napięcie oraz do charakterystycznych i często makabrycznych opisów w kluczowych scenach. W „Ranach kamieni” tego nie znajdziecie. To nie TEN Beckett, którego pokochaliście za Huntera i opis robaków rozwijających się w ludzkich zwłokach (jakkolwiek ohydnie by to nie brzmiało).

We wstępie nadmieniłam, że pisarz popełnił błąd i nadal się tego trzymam. Tworząc serię o Hunterze, przekonał nas, że mamy w tym przypadku do czynienia z prozą na wysokim poziomie, a dzięki swojemu charakterystycznemu stylowi stał się dla czytelnika rozpoznawalny. „Rany kamieni” robią wrażenie, jakby autor cofnął się w swoim doświadczeniu pisarskim – taka książka powinna ukazać się na początku jego kariery, bo jako debiut wypadłaby wyśmienicie. A tak jest po prostu dobra, a to zdecydowanie za mało jak na możliwości Simona Becketta.

Ocena: 4/6



Recenzja bierze udział w Kryminalnym wyzwaniu.

87 komentarzy:

  1. A to Ci się pisarz trafił - co pisze swoje książki nie po kolei;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? ;) Tego jeszcze nie było. :)

      Usuń
    2. Ja pitole, rzeczywiście jakiś ewenement!!!

      Usuń
    3. Będę sławna dzięki temu odkryciu. ;D

      Usuń
    4. trzymam kciuki za tę sławę;D ja jestem po jego wcześniejszych książkach i są świetne, więc straciłam do niej troszkę zapał....zobaczymy;P a co do okładki to w wydaniu obcojęzycznym bardziej mi się podoba;)

      Usuń
    5. Mnie także, jest zdecydowanie lepsza i w 100% oddaje klimat fabuły. :)

      Usuń
    6. to pewnie wina budżetu prawda?? jeśli chodzi o te okładki...bo sporo zagranicznych przyciąga bardziej wzrok... ostatnio czytałam artykuł że projekt okładki kosztuje często więcej niż wydrukowanie okładek wszystkich egzemplarzy książek....jazda

      Usuń
    7. No tak, grafika kosztuje...i to nie mało a do celów komercyjnych to już w ogóle.

      Usuń
  2. Wiesz co? Bardzo często tak jest, że powieści tego samego autora nie ukazują się według kolejności powstawania. Czasami bardzo długo leżą w przysłowiowej szufladzie, a dopiero po jakimś czasie, nawet po latach pisarz do nich wraca i publikuje. Mogło być tak, że "Rany kamieni" nie były w stanie znaleźć wydawcy na tamten czas. Moim zdaniem nie ma w tym nic złego. To jest trochę taki chwyt marketingowy, bo jak już ktoś ma wyrobione nazwisko, to wtedy jest większa możliwość ku temu, że książka się sprzeda właśnie ze względu na to nazwisko. Ja akurat nie widzę w tym nic złego. Każdy ratuje się jak może. Zawsze mogło zdarzyć się tak, że autora opuściła wena, a wydawca czegoś chciał, i wtedy jak znalazł były "Rany kamieni". ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak było to autor się do tego zwyczajnie nie przyznał, bo nie wspomina o tym, by "Rany..." byly napisane już wcześniej (przynajmniej ja do takiej informacji nie dotarłam). Mnie się wydaje, że bardzo chciał odciąć się od serii, którą wcześniej stworzył i wyszło, jak wyszło.

      Usuń
    2. Ale wcale nie musiał się przyznawać. To nie jest konieczne. Owszem, Ty jako czytelnik możesz być rozczarowana, zważywszy że znasz inne, lepsze pozycje tego autora. Ale od strony wydawców i pisarzy proces wydawania wygląda zupełnie inaczej, i fakt, że książka ukazała się jako ostatnia, nie znaczy, że jest najnowszą pod względem powstawania. Ewciu, to jest biznes i trzeba o tym pamiętać i się z tym pogodzić. ;-) Choć nie twierdzę bynajmniej, że nie masz racji. Może faktycznie autor chciał stworzyć coś innego, ale mu nie wyszło. Niemniej ja rozpatruję też inną ewentualność. ;-) Tak z własnego doświadczenia powiem Ci, że ja mam napisane pięć powieści. Grzeją sobie miejsce na dysku komputera. Jeśli kiedyś doszłoby do ich wydania, to na pewno nie pójdą one w porządku chronologicznym ich powstawania. ;-)

      Usuń
    3. Może, może... To tym bardziej od tej powinien był zacząć, bo i tak sukces by osiągnął a nie rozczarowałby wielu czytelników. :)

      Usuń
  3. Mi się wydaje, że to dobrze, jak autor próbuje czegoś nowego i nie trzyma się jednego pomysłu. Oczywiście, skutek tych poczynań to już inna kwestia. :) Książkę pewnie przeczytam, bo cykl o Hunterze znam i jestem ciekawa, jak mi się spodoba ta najnowsza powieść autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że dobrze. Ja też to pochwalam. :) Ale sztuka było utrzymać poziom serii z Hunterem i to się autorowi średnio udało.

      Usuń
  4. Żałuję tylko, że nie jest równie dobra jak inne jego powieści, ale i tak na pewno ją przeczytam - tak robią fani!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. :) Nie uwielbiam wszystkich książek Kinga, ale nie ma mowy, bym którejś odpuściła. :) Z Beckettem jest tak samo.

      Usuń
  5. Jeśli będę miała okazję to zacznę właśnie od tej książki swoją przygodę z tym pisarzem. A potem przejdę do tych lepszych.

    OdpowiedzUsuń
  6. Te makabryczne opisy autora mnie odstraszają od spotkania z nim :D chociaż, może się przełamię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale - tak jak napisałam - w tej książce ich akurat nie ma. :)

      Usuń
  7. Ach, jaka szkoda! Tak przywykłam do Davida Huntera, że nie wyobrażam sobie po prostu lektury tej książki Becketta. I chyba ją sobie daruję:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, aż tak radykalnie bym do tej książki nie podchodziła. :)

      Usuń
  8. Bardzo lubię twórczość Simona. Cała jego seria o Hunterze podobała mi się ogromnie, dlatego chce poznać także powyższą pozycje. Szkoda tylko, że miałaś wrażenie iż autor cofnął się w swoim doświadczeniu pisarskim ;( To zła nowina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nienajlepsza, ale sama w sobie zła ta książka nie jest. :) Jest ok, ale nie jest tak dobra jak seria.

      Usuń
  9. Mimo wszystko dla mnie pozycja obowiązkowa :)

    Chociaż pierwszy raz widząc okładkę myślałam, że to następna część zacnej serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wydawnictwo uparło się na tę samą stylistykę okładek a szkoda, bo okładka oryginalnego wydania jest świetna wg mnie. :)

      Usuń
    2. No właśnie!
      Oryginalna okładka wygląda wyśmienicie a skoro to początek zupełnie innej historii to powinni właśnie tak do tego podejść.
      Nie mam pojęcia dlaczego tak się uparli. A! już wiem, jak nie wiadomo o co chodzi to na pewno chodzi o kasę. Jednak Beckett to już tak rozpoznawalne nazwisko, że polscy czytelnicy nie mieli by raczej problemu z zauważeniem nowej książki ;)

      Usuń
    3. Jasne. :) Beckett ma już swoje pokaźne grono fanów i pewnie zyskałby dodatkowego plusika za okładkę z oryginału. :) Ale cóż, nie my o tym decydujemy.

      Usuń
  10. No ja raczej skończę najpierw serię z Hunterem, a potem zobaczymy. Mimo wszystko, nie mówię książce nie, bo przecież jej w sumie nie odradzasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie odradzam. Mówię tylko, że jest nieco słabsza od serii z Hunterem. :)

      Usuń
  11. Początkowo myślałam, że to kontynuacja tamtej serii. Czy się skuszę? Pewnie tak, ale teraz już nie będę aż tak bardzo tej książki pragnęła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nie jest kontynuacja nad czym ciut ubolewam. :)

      Usuń
  12. A ja nie mam zdania, bo autora zupełnie nie znam :) Za to wiem, że w razie czego najpierw sięgnę po "Rany", a dopiero później po przygody Huntera :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też twórczości tego autora nie znam, a zachęcająco opisałaś - może coś w rączki wpadnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzisiaj skończyłam czytać "Szepty zmarłych". Niesamowicie mnie zaskoczyłaś, bo nie byłam świadoma o istnieniu tej oto książki, a tu proszę. Trochę smutne, że ci się nie podobała, ale coś czuję, że i tak ją przeczytam, by upewnić się, czy masz rację :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze ciepła nowość, więc miałaś prawo o niej nie słyszeć. :)

      Usuń
  15. :O
    Pana Becketta to ja kocham. Miałam taką wielką nadzieję na kolejny fenomen, a Ty piszesz, że to takie .... coś :O No cóż ... i tak muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć na poprzednie książki autora to ta byłaby nawet bardzo dobra, ale... Hunter był znacznie lepszy. :)

      Usuń
  16. Przeczytałam trzy z czterech (teraz już pięciu) książek Becketta i jak na razie wg mnie, najlepiej wypadła "Zapisane w kościach". Po Twojej recenzji ostudził mi się zapał, żeby ją przeczytać :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wołanie grobu" też nie powala, ale jednak trzyma poziom serii. :)

      Usuń
  17. Zgadzam się z Tobą - to nie ten Beckett !
    /tommy z Samotni/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do końca łudziłam się, że nie podzielę Twojego zdania, ale jednak...Szkoda. Pozdrawiam!

      Usuń
  18. Jakoś nie mam ochoty na tę pozycje, raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeszcze nie czytałam tej książki, ale i tak nie podoba mi się, że nie jest tu ciągnięta historia Huntera. Czekam na jego dalsze losy i myślałam, że kolejna książka, którą wyda Beckett znowuż będzie o nim. Nie mówię, że pisarze nie mogą tworzyć innych serii, ale w tym wypadku jestem hmm... rozczarowana jeszcze przed przeczytaniem ;) Niemniej książkę na pewno przeczytam i zakupie, bo jest to jeden z tych autorów, którego powieści chce mieć na własność ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja. Ja mam wszystkie jego książki wydane u nas. :) Ładnie się prezentują na półce. :)

      Usuń
  20. Szkoda, że wypadł słabiej niż w poprzednich powieściach, jednakże i tak się skuszę :) Tajemnicy bardzo mi ostatnio brakuje, więc czemu by nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Becketta chyba nic, z tego co pamiętam, nie czytałam więc tytuł o którym piszesz mogłabym potraktować jako debiutanckie spotkanie ;) Bo całość wydaje mi się całkiem dobra i ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam serię z Hunterem :)) Dlatego daję szansę S. Beckettowi i przeczytam jego nowość pomimo tego że jest słabsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szansę warto i trzeba dać tej książce. :)

      Usuń
  23. Właśnie tego się obawiałam :/ Z jednej strony rozumiem, że pewnie Beckett miał już dość Huntera i może trudno było mu wymyślać nowe historie z jego udziałem, które trzymałyby odpowiedni poziom, ale z drugiej żałuję, że postanowił powołać do życia nowego, mdłego bohatera. Tak jak napisałaś Beckett to dla mnie rozpoznawalny styl, świetny bohater i ogromne napięcie. Na pewno przeczytam "Rani kamieni", ale nie nastawiam się na wiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to jeszcze nie koniec Huntera? Może "Rany..." to tylko taki przerywnik? Oby. :) Z tego co wiem wydawnictwo wypuściło jeszcze opowiadanie z Hunterem. :)

      Usuń
    2. Tak? a jaki jest tytuł tego opowiadania? Bo mnie umknęła taka informacja.

      Usuń
    3. "Dzień jak dzień". :) http://lubimyczytac.pl/ksiazka/198260/dzien-jak-dzien

      Usuń
  24. Za tą książkę się raczej nie zabiorę, ale za serię z Hunterm - jak najbardziej. Nawet mam na półce drugą część cyklu, a pierwszą na czytniku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jeszcze nie zaczęłaś serii to śmiało możesz zacząć od "Ran...". :)

      Usuń
  25. Jestem na drugiej książce serii o doktorze Hunterze i jestem nią zachwycony :) Na chwilę obecną odstawiłem kryminały wszelkiej maści, aby zagłębić się w powieści obyczajowe :) Trochę moje serce mniej ucierpi (nie dostanę palpitacji w najmniej odpowiednim momencie :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, dawkuj sobie tę serię. Też tak robiłam. :)

      Usuń
  26. Dzień dobry! Bardzo fajna recenzja, będę zaglądał na blog częściej! Aczkolwiek z tezą tekstu osobiście się nie zgadzam, "Rany Kamieni" będę wspominał dużo dłużej niż sagę o dr Hunterze, dla mnie ta książka to właśnie ukoronowanie pisarskiej kariery Becketta, a nie jego krok wstecz. W moim mniemaniu ta książka jest po prostu rewelacyjna, chociaż powieści o Hunterze też były bardzo dobre. Ale oczywiście każdy ma swój gust, swoje preferencje, swoje zdanie, swoją wizję "kryminału doskonałego". Dla mnie "Ranom Kamieni" do tego miana bardzo blisko :) Niemniej, jak już wspomniałem - bardzo ciekawa recenzja, gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, pierwsza tak pochlebna opinia "Ran kamieni" jaką widzę. :) Cieszę się, że są ludzie, którym tak mocno ta książka się spodobała. :) A do mnie zapraszam częściej. :) Miło mi będzie Cie widzieć u mnie. :) Dzięki!

      Usuń
    2. Czasem tak mam, że podobają mi się książki których inni bardzo wysoko nie oceniają :) Jakoś wolę atmosferę tajemniczości niż krew i muchy nad zwłokami :-D ta książka w jakimś sensie przypomina mi twórczość Rosamund Lupton (widziałem Twoją recenzję "Siostry", polecam "Potem" - moim zdaniem absolutnie świetna książka) - czyli kryminałów, w którym pewien nacisk kładzie się na warstwę emocji, w których śmierć jest czymś więcej niż kolejnym trupem :)

      Usuń
    3. Rozumiem. :) Jednak ja właśnie te trupy lubię, lubię mocne i dosadne opisy... To jest coś, w czym dobrze się czuję literacko (że tak powiem). ;) Ach, te gusta... ;) Dla mnie "Siostra" byłą właśnie zbyt delikatna, dlatego na "Potem" już się nie skusiłam. :)

      Usuń
    4. Moim zdaniem "Potem" było lepsze od "Siostry", napisane w bardzo ciekawej konwencji, z czystym sumieniem mogę polecić :) aczkolwiek trupów i dosadnych opisów tam raczej nie znajdziesz :D

      Usuń
    5. Może się jeszcze skuszę, zobaczę. :)

      Usuń
  27. Miałam nadzieję na kolejny tom "nieśmiertelnej serii", a tu proszę! Dobrze, że mnie uświadomiłaś, o czym traktuje najnowsza powieść Becketta. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo lubię tego autora. Mam wszystkie książki z Hunterem i uwielbiam je. Gdy byłam jakieś 3 tygodnie temu w Empiku od razu ta książka wpadła mi w oko. Niestety po przeczytaniu opisu z tyłu uznałam, że raczej nie opłaca mi się jej kupować bo pewnie mi nie przypadnie do gustu. Twoja recenzja tylko to potwierdziła. Nie powiem, może kiedyś wpadnie mi ona w ręce ale specjalnie szukać jej nie zamierzam.

    OdpowiedzUsuń
  29. Szkoda, że jest słabsza od pozostałych, ale i tak chętnie ją przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autora, mój maż od dawna mi go poleca, więc w końcu chyba się skuszę, ale chyba zacznę jednak od serii o Hunterze.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie znam autora, może dlatego że nie czytam kryminałów :) Mi się wydaje, że pomysł z dwutorową fabułą jest świetny i bardzo lubię takie rozwiązania w książce, są ciekawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, tu autor wpadł na dobry pomysł. :)

      Usuń
  32. Beckett napisał kolejną książkę, a ja nie przeczytałam jeszcze poprzedniego cyklu - wstyd. Tym bardziej, że 3 książki stoją na półce... ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Tak też słyszałam, że Beckett nie podołał. Cóż, kurczę. Szkoda, bo rzeczywiście przyzwyczaił nas do wielkości. Niemniej... pewnie i tak rzucę okiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, jako wytrawna fanka musisz rzucić okiem a nawet "dwoma okami". ;)

      Usuń
  34. Mimo wszystko przeczyta, dotychczas przeczytałam jeden tom serii o Hunterze, zatem jeszcze nie jest za późno, aby teraz sięgnąć po tą, a dopiero później wrócić do Huntera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak. :) Książka sama w sobie zła nie jest. :)

      Usuń

SPAM, reklamy, wulgaryzmy oraz komentarze niezwiązane z tematyką wpisu bezwzględnie usuwam.